Wiadomości - Nasz Swiat
18
So, listopad

Robert Kubica może już zacząć treningi wiosną przyszłego roku w teamie Ferrari - twierdzi „La Gazzetta dello Sport”.

Według największego włoskiego dziennika sportowego, polski kierowca Formuły 1, już wiosną przyszłego roku, może zacząć próby na bolidzie F10 na torze w Mugello. Gazeta twierdzi również, że 31 grudnia tego roku będzie ostatnim dniem Kubicy w zespole Lotus. Przyjęcie do niego Fina Kimi Raikkonena i podpisanie kontraktu z Francuzem Romainem Grosjeanem oznacza - według gazety - faktyczne rozstanie z Kubicą mimo wcześniejszych deklaracji szefa teamu Erica Boullier o gotowości podjęcia dalszych rozmów z menedżerem Polaka. W tym momencie - zdaniem gazety - pełny powrót Kubicy do zdrowia staje się w oczach szefów teamu sprawą drugorzędną.

W artykule poświęconym Kubicy, który uległ poważnemu wypadkowi podczas lutowego rajdu w Ligurii, podkreśla się, że zanim zaczną się rozmowy z jakimkolwiek innym klubem należy poczekać na to, aż będzie on w stanie prowadzić bolid. Na to zaś trzeba jeszcze co najmniej dwóch miesięcy.

Przypomina się, że 29 listopada Kubicy zdjęto ostatni stabilizator, jaki miał na prawej ręce i dzięki temu wznowił treningi, by ją wzmocnić. Z tego właśnie powodu, pod koniec listopada zawiadomił swój zespół, że nie może zagwarantować swego powrotu na testy już zimą.

Według „La Gazzetta dello Sport”, zamiarem Kubicy jest to, by zacząć je na wiosnę. „A nie jest tajemnicą, że Ferrari śledzi jego powrót do zdrowia z ciekawością i zainteresowaniem w perspektywie możliwego zatrudnienia go w 2013 roku, gdy wygaśnie kontrakt z Felipe Massą. Dlatego prawdopodobne jest, że Robert może zasiąść w F10 z 2010 roku na wiosnę” - zaznacza włoski dziennik. W jego opinii „pokusa” zatrudnienia Kubicy przez Ferrari jest silna, mimo że może stworzyć „niemało problemów w relacjach z Brazylijczykiem”. (jj)

www.thepolishobserver.co.uk

Departament Konsularny MSZ od dawna przygotowywał się - we współpracy ze stroną ukraińską - do zapewnienia opieki konsularnej na Euro 2012 i sprawnego wystawiania wiz dla kibiców i uczestników Euro. Wizy do Polski potrzebują obywatele jedynie dwóch krajów biorących udział w Euro 2012 - Ukrainy i Rosji.

Z kolei Polacy i obywatele innych krajów Unii Europejskiej nie potrzebują wiz na Ukrainę na okres do 90 dni. Do przekroczenia granicy potrzebny jest jednak ważny paszport.

1. Dla uczestników Euro 2012 (piłkarzy, sędziów, lekarzy, działaczy UEFA i FIFA), na podstawie oryginału pisma UEFA lub narodowej federacji piłki nożnej, polskie placówki konsularne będą wydawały bezpłatne wizy długoterminowe z prawem wielokrotnego wjazdu - nie potrzeba osobistego stawiennictwa w placówce konsularnej.

2. Kibice - obywatele państw objętych obowiązkiem wizowym - będą otrzymywali wizy pobytowe na podstawie oryginału ważnych biletów na mecze. Nie przekreśla to prawa do odmowy wydania wiz osobom, znajdującym się w Systemie Informacyjnym Schengen (SIS) lub znajdujących się w wykazie osób, których wjazd na terytorium RP jest niepożądany.

„Mamy moralny obowiązek dać Robertowi Kubicy szansę powrotu na tor” - zapewnił w wywiadzie dla oficjalnego portalu Formuły 1, szef zespołu Lotus-Renault Eric Boullier. Nie podał jednak żadnych szczegółów dotyczących terminu.

Boullier ocenił obecną sytuację, z przechodzącym rehabilitację po poważnym wypadku samochodowym polskim kierowcą, który barwy luksembursko-malezyjskiego teamu reprezentuje od 2010 roku, jako „prostą” i podkreślił po raz kolejny, że czeka na niego miejsce w bolidzie tego zespołu.
„W naszym przypadku podjęcie ostatecznej decyzji w listopadzie nic nie zmienia, tym bardziej, że rynek kierowców jest teraz zamknięty. Musimy oczywiście mieć przygotowany plan na wypadek, gdyby z jego zdrowiem było coś nie w porządku, bo przecież nie mogę osłabiać ekipy. Już w tym roku, brak rozwiązań awaryjnych sprawił nam sporo kłopotów” - dodał Boullier.
Jego zdaniem, konkretnych rozwiązań można się spodziewać wkrótce. „Master plan już mam. Czekam, aż usłyszę od Kubicy słowa - Tak, jestem gotowy, albo - Nie, nie dam rady. My jesteśmy gotowi na jego powrót, samochód jest gotowy, a on wciąż potrzebuje czasu, co znaczy, że jeszcze gotowy nie jest” - przyznał szef zespołu Lotus-Renault.
Jak podkreślił, to nie może być decyzja emocjonalna, bo kierowca musi wiedzieć, że jest w stanie jeździć, zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym.
Boullier poinformował, że gdyby Kubica nie był w stanie wrócić do rywalizacji w najbliższym sezonie, to jego miejsce zajmie raczej na pewno Francuz Romain Grosjean. „Nie ma sensu tego dłużej ukrywać. Romain otwiera listę oczekujących” - wyjawił.
Przypomnijmy, 6 lutego Kubica uległ poważnemu wypadkowi na trasie rajdu samochodowego w Ligurii. Doznał ciężkich obrażeń, groziła mu nawet amputacja dłoni. Przeszedł kilka operacji ręki, łokcia i nogi. W szpitalu przebywał ponad dwa miesiące. Później rozpoczął żmudną rehabilitację. Przez cały ten okres nie milkną spekulacje, kiedy polski kierowca będzie mógł wrócić na tor. (jj)

www.thepolishobserver.co.uk

fot. Wikipedia

Piłkarska reprezentacja Polski przegrała z Włochami 0:2 (0:1) w towarzyskim meczu, który odbył się we Wrocławiu. Bramki zdobyli Mario Balotelli i Giampaolo Pazzini. W końcówce spotkania, rzutu karnego nie wykorzystał Jakub Błaszczykowski.

Włosi pokonując Polaków 2:0, przerwali serię pięciu meczów bez porażki w wykonaniu „biało-czerwonych”. Polacy rozpoczęli spotkanie dość agresywnie, atakując rywali już na ich połowie. Nie potrafili jednak poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Gianluigiego Buffona. Najgroźniejszą sytuację w pierwszej części spotkania stworzyli w 13. minucie, ale Sławomir Peszko nie trafił w bramkę.

Biało-czerwoni” ataki w pierwszej połowie przeprowadzali głównie lewą stroną boiska, gdzie aktywni byli jedynie Jakub Wawrzyniak i wspomniany Peszko. Słabiej wyglądało to po drugiej stronie, gdzie Łukasz Piszczek nie włączał się do akcji ofensywnych, do czego przyzwyczaił w swoich poprzednich meczach. Dopiero po przerwie ożywił się natomiast Jakub Błaszczykowski.

W środku pola niewidoczny był Rafał Murawski, a nieco lepiej spisywał się Ludovic Obraniak. To jednak po jego stracie piłki w 30. minucie Mario Balotelli precyzyjnym strzałem z ponad 30 metrów, pokonał Wojciecha Szczęsnego. To jego pierwsze trafienie w reprezentacji Włoch. Uderzenie napastnika Manchesteru City było efektowne, ale gdyby bramkarz Arsenalu nie wyszedł tak daleko z bramki, miałby szanse na skuteczną interwencję.

Niezły był Eugen Polanski, ale na Włochów, to było za mało. Po jego zejściu, przewaga gości była już wyraźna - przegrywaliśmy już dwiema bramkami. W 60. minucie fatalny błąd popełnił bowiem w polu karnym Arkadiusz Głowacki, przepuszczając piłkę do Szczęsnego, ale polskiego bramkarza ubiegł Giampaolo Pazzini i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. Świetną okazję na zdobycie bramki, Pazzini miał już w pierwszej połowie, ale wówczas ubiegł go Damien Perquis. W 66. minucie powinno być 0:3, ale Szczęsny świetnie zachował się w sytuacji sam na sam z Alessandro Matrim.

W 85. minucie szansy na zdobycie honorowej bramki nie wykorzystał Błaszczykowski, który źle wykonał rzut karny. Pomocnik Borussii uderzył niemal w środek bramki i Buffon nie miał problemów z obroną. Rzut karny podyktowany był po faulu na Robercie Lewandowskim, który był wyróżniającym się zawodnikiem w zespole gospodarzy. W pojedynkę nie potrafił jednak nic zdziałać i „biało-czerwoni” przegrali 0:2.

Tym samym, pierwszy mecz reprezentacji Polski na Stadionie Miejskim we Wrocławiu nie wypadł okazale. Na trybunach zasiadł niemal komplet publiczności (42 tysięcy widzów), po końcowym gwizdku piłkarzy żegnały gwizdy.

Po meczu, podczas konferencji prasowej, trener reprezentacji Włoch, powiedział między innymi:
- Mecz zaczęliśmy dość spokojnie z założeniem, żeby rozpocząć właściwą grę dopiero, po rozpoznaniu przeciwnika. Polacy mają dobrą drużynę i widać, że intensywnie pracują. Na początku troszkę nas zaskoczyli narzucając bardzo szybkie tempo i musieliśmy im dorównać, ale nie mogli go długo utrzymać i w końcu to my przeważyliśmy. Po zdobyciu pierwszej bramki przejęliśmy inicjatywę. Myślę, że w tym trudnym okresie podarowaliśmy naszym rodakom trochę radości.

Z kolei Franciszek Smuda przyznał, że jego drużyna chciała z tak trudnym rywalem zagrać „pressingiem”, elementem, nad którym Polacy ostatnio intensywnie pracowali i zobaczyć, jak on funkcjonuje.

- Ale okazało się to bardzo trudne. Nie czekaliśmy na przeciwnika, ale staraliśmy się atakować wcześniej i do straconej bramki nam to wychodziło. Niestety, po golu wszystko się posypało - powiedział Smuda i dodał:
- Nie podobało mi się, że przegrywaliśmy za dużo fizycznych pojedynków. Włosi byli bardzo silni, a my odbijaliśmy się od nich czasami jak piłeczki pingpongowe. Włosi zagrali zdecydowanie i agresywnie, a nam dzisiaj tego zabrakło. Spotkanie dało nam szkołę, jak trzeba być fizycznie przygotowanym i jak agresywnie trzeba walczyć o każdą piłkę.
- Nie mam pretensji do Wojtka Szczęsnego, bo takie sytuacje, jak przy pierwszej bramce się zdarzają - ciągnął dalej szkoleniowiec „biało-czerwonych”.
- Bramkarz wyszedł, bo byliśmy przy piłce, ale Obraniak zrobił błąd, który został wykorzystany przez naszych rywali. Mówi się trudno. Wojtek bronił dobrze, a strzał Balotellego był znakomity.

Jeżeli będziemy dobrze przygotowani fizycznie i dobrze zorganizowani pod względem taktycznym, to jesteśmy w stanie powalczyć z każdym. Być może, gdyby do przerwy utrzymał się wynik 0:0, to drużyna funkcjonowałaby inaczej.

Zdaniem Smudy, w meczu z Włochami padło zbyt wiele błędów, ale na szczęście zdarzyły się one teraz, a nie podczas rozgrywek Euro 2012.
- Wiemy, że w przyszłym roku nie mogą się one powtórzyć, bo wtedy nie mamy co marzyć o wyjściu z grupy. Mamy czas, żeby nad tym popracować…(jj)

www.thepolishobserver.co.uk

„Diablo” znokautował Danny'ego Greena w walce o pas WBC kategorii junior ciężkiej.

Krzysztof „Diablo” Włodarczyk w dobrym stylu wrócił na ring. Polak w ubiegłym tygodniu pokonał przez techniczny nokaut w 11 rundzie Danny’ego Greena i obronił pas mistrza świata federacji WBC w wadze junior ciężkiej.

- Nie oddam pasa. Mam zamiar wygrać i udowodnić, że mam, po co żyć - mówił przed rozpoczęciem pojedynku w Perth Polak i słowa dotrzymał, chociaż zwycięstwo łatwo mu nie przyszło.

Dla Włodarczyka walka w Australii była pierwszą od czasu próby samobójczej. I było widać przerwę, bo „Diablo” miał spore problemy ze swoim rywalem. Pierwsze cztery rundy można było uznać za remisowe, ale w piątej nasz bokser znalazł się w tarapatach.

Green trafił go lewym sierpowym, po czym zwietrzył swoją szansę i doskoczył do przeciwnika, zadając mu kolejne ciosy. Polak mocno zachwiał się na nogach, ale jakimś cudem zdołał jednak przetrwać. Nie ma jednak co ukrywać, że od tego momentu przegrywał na punkty i ratował go tylko nokaut. Australijczyk był lepszy także w dwóch kolejnych starciach, a przebudzenie Włodarczyka nastąpiło wreszcie w rundzie numer osiem, kiedy to ładnie trafił kilka razy swojego rywala. Po Greenie, coraz bardziej  było widać zmęczenie, bo unikał walki i ciągle starał się klinczować. Zapłacił za to w 11. rundzie, kiedy to „Diablo” najpierw idealnie trafił go prawym sierpowym, a po chwili poprawił lewym. Faworyt gospodarzy padł na deski i nie był już w stanie kontynuować walki. Zresztą jeszcze długo po niej było widać, że nie może dojść do siebie.

- Danny Green okazał się twardym i szybkim przeciwnikiem, ale to ja byłem silniejszy. Na pewno walka była ciężka, cieszę się jednak, że to moje ciosy były bardziej celne - podsumował po walce na antenie telewizji Polsat Włodarczyk. (jj)

www.thepolishobserver.co.uk

fot. pokonany Danny Green - Wikipedia

Według „El Mundo Deportivo”, popularnego hiszpańskiego dziennika sportowego, bramkarz londyńskiego Arsenalu znalazał się na liście życzeń klubu FC Barcelona. Hiszpanie szukają drugiego bramkarza i wybór miał paść na Polaka.

Numerem jeden na liście jest Esteban Andrada, 20-letni bramkarz argentyńskiego Lanus. Zainteresowanie nim nie jest nowe. Barcelona chciała go pozyskać już w lecie tego roku, ale nie dogadała się z klubem. Katalończycy złożyli rozsądną ofertę, jednak Lanus żądał więcej pięniedzy i Barcelona wierna swojej polityce nie targowania się, w tym momencie nie kontynuowała tematu. Teraz jednak wrócił i Andrada jest głównym kandydatem do trafienia na Camp Nou. Zaraz za nim plasuje się Wojciech Szczęsny. Barcelona  już wcześniej interesowała się 21-letnim Polakiem, ale Katalończyków odstraszała skłonność menedżerów londyńskiego klubu do  niekończących się negocjacji tak, jak to było na przykład w przypadku Cesca Fabregasa. W Barcelonie nie chcą jeszcze raz przeżywać tego samego i uważają, że zatrudnienie drugiego bramkarza powinno odbyć się najszybciej, jak to tylko możliwe. Andrada i Szczęsny są głównymi opcjami, ale w poczekalni znajdują się jeszcze dwaj inni. Jednym z nich jest Nicola Leali 18-latek z Brescii Calcio występującej w Serie B. Ostatnio Włoch zapowiedział jednak, że w tym momencie zmiana klubu byłaby dla niego przedwczesna. Poza tym zostaje jeszcze kandydatura Bułgara Nikołaja Michajłowa, 21-letniego bramkarza Twente Enschede. (jj)
www.thepolishobserver.co.uk

fot. Wojciech Szczęsny - Wikipedia

Ubiegły czwartek, jeśli chodzi o Ligę Europejską, okazał się szczęśliwy dla Legii, lecz pechowy dla Wisły. Warszawski klub zobaczymy na pewno w rundzie wiosennej LE, natomiast krakowski może doprowadzić tam jedynie cud.

Takiego meczu i takiego wyniku, jak ten w czwartek przy Łazienkowskiej, nie widziano od dawna. Po jego zakończeniu, nikt nie opuszczał stadionu, bo przez kilka minut publiczność czekała na informację z Eindhoven, gdzie tamtejszy PSV grał z Hapoelem Betszeba. Jak się okazało PSV, zremisował 3:3 i dzięki temu Legia już na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zapewniła sobie awans do fazy pucharowej. Warszawska drużyna zagra wiosną w europejskich pucharach pierwszy raz od 16 lat. Ale pewności nie było do ostatniej minuty i to w dosłownym tego słowa znaczeniu…

Pomimo ogłuszającego dopingu ponad 30-tysięcznej rzeszy kibiców (tego dnia, podczas spotkania Legii z Rapidem Bukareszt, padł rekord frekwencji na nowym stadionie warszawiaków), Rumuni już od samego początku zaczęli spychać legionistów do obrony. W ciągu pierwszych siedmiu minut, mieli cztery rzuty rożne. Przez pół godziny wywalczyli ich dziewięć, a Legia ani jednego. Rapid grał znacznie lepiej niż w Bukareszcie. Sytuacja zmieniła się w 26. minucie. Za faul na Michale Żyro drugą żółtą kartką ukarany został środkowy pomocnik Dan Alexa. Legia miała od tego momentu przewagę jednego zawodnika. Fakt ten jednak nie podciął Rumunom skrzydeł. Pierwszy celny strzał na bramkę rywali, oddali legioniści dopiero na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy (Maciej Rybus z wolnego). W drugiej połowie obraz spotkania uległ zmianie i choć Rumuni nadal byli niebezpieczni, to Legia zaczęła grać jak z nut, skutkiem czego była bramka strzelona przez Radovicia w 54 minucie. Rapid  jednak nie zamierzał się poddawać. Zawodnicy bukareszteńskiego klubu wypracowali dwie świetne okazje, zakończone bardzo dobrymi obronami Dusana Kuciaka, strzałem w poprzeczkę i wreszcie wyrównującą bramką Portugalczyka Filipe Teixeiry. Ale już trzy minuty później, po akcji Macieja Rybusa i niepewnej interwencji bramkarza, Radović podwyższył wynik na 2:1. Rumunów, to nie załamało, nadal byli niebezpieczni, a do tego, na 10 minut przed końcem meczu, czerwoną kartkę otrzymał Janusz Gol i w ten sposób siły się wyrównały. Trener Maciej Skorża przeprowadził dwie zmiany dla zyskania czasu, a zdobył więcej, niż oczekiwał. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry, dwaj rezerwowi wypracowali trzecią bramkę. Ivica Vrdoljak podał do wychodzącego skrzydłem Rafała Wolskiego, a ten po dwudziestometrowym biegu, kopnął do Michała Kucharczyka i Legia wygrała 3:1. Kolejny mecz warszawiacy zagrają u siebie, właśnie z PSV Eindhoven. Stawką spotkania będzie pierwsze miejsce w grupie.

***

Po porażce 1:4, szanse Wisły na wyjście z grupy są już tylko arytmetyczne. Trener Robert Maaskant zabrał do Londynu tylko 17 piłkarzy, bo sześciu było kontuzjowanych, a Osman Chavez pauzował za kartki. Na lotnisku Gatwick zostawił kolejnych trzech, bo okazało się, że Serbowie: Milan Jovanić, Marko Jovanović i Ivica Iliew, nie mają niezbędnych dokumentów. Wisła protestowała zapewniając, że załatwiła wszystkie formalności, ale zatrzymani piłkarze dołączyli do drużyny w środę dopiero o godzinie 21:00 i nazajutrz nie znaleźli miejsca w pierwszym składzie. Po przegranym 0:1 meczu w Krakowie, trener londyńskiej drużyny, Martin Jol zapowiadał srogi rewanż. Fulham zagrał bardzo ostro, a najbardziej poniewierany był Gervasio Nunez.
Fulham zemścił się najlepiej jak mógł, wbijając kolejne gole. Pierwszy po akcji od własnego pola karnego i błyskawicznej wymianie podań powinien trafić do podręczników podobnie, jak nietypowe wykonanie rzutu wolnego przy trzeciej bramce. Przy drugim golu, Andy Johnson strzelił tak mocno i precyzyjnie, że tej piłki nie zatrzymałby żaden bramkarz świata.
Wisła pierwszą połowę rozegrała na przyzwoitym poziomie. Gol Andraża Kirma na 1:1 dał nawet nadzieję, że mimo eksperymentalnego składu z drużyną Maaskanta wcale nie musi być źle. Wisła siedem razy celnie strzelała na bramkę Fulham, ale gospodarze dwa razy więcej i dużo skuteczniej. Niestety, po przerwie mistrzowie Polski byli na boisku tylko ciałem. Zadanie Anglikom bardzo ułatwiała obrona Wisły. Kew Jaliens był wolny, ospały, a Dragan Paljić częściej dawał się oszukać, niż zatrzymywał ataki przeciwników. Maaskant wydawał się zrezygnowany, stał przy ławce rezerwowych pogodzony z losem. Drugi mecz wyjazdowy w Lidze Europejskiej zakończył się porażką 1:4. Wisła praktycznie straciła szanse na wyjście z grupy.
Czy rozgrywki dokończy ten sam trener, okaże się po niedzielnych derbach z Cracovią, o których mówi się, że będą spotkaniem o posadę Maaskanta. Ostatnie niepowodzenia ekipy budowanej przez Holendrów mogą zresztą wywołać w klubie lawinę zwolnień. (jj)

Tabela GRUPY C
1. PSV 4 10 8-4
2. Legia 4 9 7-4
3. Rapid 4 3 3-7
4. Hapoel 4 1 5-8

Tabela GRUPY K
1. Twente 4 10 12-5
2. Fulham 4 7 7-3
3. Odense 4 3 6-10
4. Wisła 4 3 4-11

www.thepolishobserver.co.uk
fot. Maciej Rybus - Wikipedia