Wiadomości - Nasz Swiat
15
Pt, grudzień

Rzym – 6 grudnia 2010 - Komunikat GUS z końca listopada informujący o tym, że wzrost PKB w III kwartale wyniósł 4,2% w odniesieniu do roku ubiegłego zaskoczył analityków. Prognozy określały ten wzrost na poziomie nie wiele pond 3,5%.

Osiągnięte tempo rozwoju jest najwyższe od dwóch lat, czyli od wybuch światowego kryzysu gospodarczego. Głównym czynnikiem wzrostu naszego PKB jest konsumpcja prywatna, która wzrosła o 3,5%. To świadczy o stabilności rynku pracy w Polsce co sprawia, że obywatele są skłonni wydawać pieniądz, a nie ciułać na „czarną godzinę”. Drugim czynnikiem kreującym nasz wzrost gospodarczy była konsumpcja publiczna, która wzrosła o 4,3%. Konsumpcja publiczne to wydatki między innymi szkół, szpitali itp., ale w tym przypadku znaczny był wkład budżetu państwa w infrastrukturę. O 6,6% więcej niż przed rokiem przedsiębiorstwa wydały na odbudowę zapasów, co oznacza wzrostowy trend w produkcji.

Rezerwy w dalszym wzroście tempa rozwoju gospodarczego Polski stanowią inwestycje. Po odbudowaniu zapasów przedsiębiorstwa powinny zacząć inwestycje w technikę i technologię.(dw)

Na koniec listopada 2010 roku średnie w skali Wspólnoty wykorzystanie funduszy strukturalnych  na lata 2007 – 2013 wyniosło zaledwie 11,1%.

Najwięcej bo 23,7% unijnych środków wykorzystał Estonia. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Litwa – 22,2%, Irlandia – 21,8% i Austria 20,1%.

Najmniej z unijnej kasy pobrały: Włochy – 6,4%, Malta – 6,1%, Bułgaria – 5,0% i Rumunia – 2,9%.

Polska z wykorzystaniem środków w wysokości 11,9% klasyfikuje się w środku stawki. Więcej od nas środków finansowych pobrali między innymi: Niemcy – 16,8%, Francuzi – 13,4% i Brytyjczycy – 12,8%.

Problem z wykorzystaniem unijnych funduszy polega na tym, że kraje chcący z nich korzystać muszą współfinansować przedsięwzięcia, dla których chcą unijnego wsparcia.

Polska w 2010 roku wykorzystał unijną pomoc w kwocie o 4 mld złotych większą niż planowała. Oznacza to że wpływy do budżetu państwa będą o 4 mld wyższe od planowanych, a to zmniejsza tzw. dziurę budżetową.
Środki unijne były w Polsce bardzo pomocne biedniejszym regionom. Gdy w kraju bezrobocie wzrosło o 0,4% to np. w powiecie gołdapskim zmalało o 3,3%. W powiecie kwidzyńskim na aktywizację zawodową w roku 2010 wydano 17 mln złotych, gdy 2009 wydano 10 mln. To sprawiło, że bezrobocie w tym powiecie spadło o 2,8%. Podobnie dobre efekty uzyskały powiaty: łebski, gdzie bezrobocie spadło o 2,9% i bartoszycki z 2,7% spadkiem bezrobocia.

Warto wyasygnować z własnego budżetu pewne środki, by dla realizacji ważnego społecznego celu otrzymać wielokrotnie większe finansowe wsparcie z UE.

D.W.

Opublikowany w listopadzie br. raport Banku Światowego „EU10 Regular Economic Report” wskazuje, że światowe ożywienie gospodarcze w 2011 roku będzie znikome. Niemal identyczne jak  Banku Światowego są prognozy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Według obu organizacji średni w skali świata wzrost PKB ma wynieść zaledwie 2,3% w 2011 roku.

Wiele krajów osiągnie w roku 2011 wzrost PKB niższy niż w 2010 roku. PKB Niemiec w roku 2010 wzrośnie o 3,5%, a w roku 2011tylko o 2,5%. Wielkości te wyniosą odpowiednio: w Kanadzie – 3,0 i 2,3%; w Meksyku – 5,0 i 3,6%; w Brazylii – 7,5 i 4,3%; w Turcji 8,2 i 5,3%; w Chinach – 10,5 i 9,7%; w Japonii – 3,7 i 1,7%; w Wielkiej Brytanii 1,8 i 1,7%, oraz we Francji 1,6 i 1,6%.

Ożywienie gospodarcze wystąpi między innymi w RPA, gdzie wzrost PKB w2010 roku wyniesie 3,0%, a w roku 2011 – 4,2%. Relacje te kształtować się będą odpowiednio: w Australii – 3,3 i 3,6%; Indonezji – 6,1 i 6,3%, w USA – 2,1 i 2,2%, w Hiszpanii – minus 0,2 i plus 0,9%; we Włoszech – 1,0 i 1,3%, w Rosji – 3,7 i 4,2%, oraz w Polsce - 3,5 i 4,1%.
Głównym czynnikiem hamującym światowe ożywienie gospodarcze jest wysokie zadłużenie wielu krajów, oraz jego konsekwencja – nierównowaga w handlu międzynarodowym.

Dobre prognozy dla Polski wynikają z tego, że motorem naszej gospodarki są: inwestycje własne i popyt wewnętrzny – twierdzą analitycy Banku Światowego i OECD.

D.W.

1 maja 2011 roku kończy się definitywnie ostatni etap okresu przejściowego w Niemczech.

Oznacza to, że po tej dacie niemiecki rynek pracy będzie całkowicie otwarty dla pracowników z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Jak podała Niemiecka Izba Przemysłu i Handlu, we wrześniu tego roku 70% niemieckich przedsiębiorstw skarżyło się, że ma problemy ze znalezieniem pracowników.

Norymberski Instytut Badań nad Rynkiem Pracy szacuje, że w okresie najbliższych 15 lat liczba niemieckich rąk do pracy w wyniku starzenia się społeczeństwa spadnie z 44,8 mln do 41,1 mln. Aby ten niedobór wyrównać imigracją, musiałaby ona wynosić około 400 tys. pracowników rocznie.

Obecnie imigracja netto jest w Niemczech ujemna. W roku 2009  z Niemiec wyjechało 13 tys. osób więcej niż się tam osiedliło.
Rainer Bruederle – niemiecki minister gospodarki stwierdził, że we wrześniu przedsiębiorstwa zatrudniłyby na pniu 30 tys. inżynierów. Branże: opieki o sanitarna zgłaszają zapotrzebowanie na 100 tys. pracowników. Branża IT ma aktualnie 28 tys. wolnych etatów – 11,2 tys. w firmach komputerowych i 16,8 tys. w branżach współpracujących.

Czy Polacy będą szturmować niemiecki rynek pracy? Można przypuszczać, że tak, gdyż w Polsce głęboko zakorzeniony jest stereotyp solidnego niemieckiego pracodawcy. Głównym ograniczeniem w ekspansji polski pracowników na niemiecki rynek pracy będzie słaba znajomość języka niemieckiego.

Danuta Wojtaszczyk