Wiadomości - Nasz Swiat
29
Śr, styczeń

Zadaniem opaski „power balance”, pochodzącej z Kalifornii, jest podobno stabilizowanie równowagi energetycznej organizmu i zwiększenie jego wydajności fizycznej.

Wynalazek ten dotarł do Włoch, gdzie stał się prawdziwym hitem - podał dziennik La Stampa. „Niektórzy uważają to za nonsens. Jednak moda na opaskę zatacza coraz szersze kręgi, a Internet zalała fala filmików o „opasce równowagi energetycznej. Widać na nich przede wszystkim młodych ludzi, którzy starają się utrzymać równowagę stojąc na jednej nodze, podczas gdy inni próbują ich przewrócić. Ci, którzy noszą opaski, zachowują równowagę, inni przewracają się. Z pozoru wygląda to na skecz, ale w rzeczywistości jest eksperymentem zalecanym przez producenta, który ma udowodnić działanie mechanizmu.” - czytamy we włoskim dzienniku. Opaska ma zwiększyć giętkość ciała, dodać wigoru i usprawnić przepływ energii. Czysty chwyt marketingowy? Poprzez szeptaną reklamę lansuje się cudowny produkt, który na przegubach noszą piłkarze, gwiazdy filmowe i koronowane głowy, na przykład hiszpańska księżniczka. Fantazja nie zna granic. Blogerzy, naśladując Rycerzy Jedi z „Gwiezdnych Wojen”, piszą o nowej równowadze sił. 
- Niech opaska „power balance” będzie z Wami.” – wypowiedział się jeden z fanów opasek.
- Nie dość, że wydałam pieniądze, to jeszcze nic mi to nie dało, zero efektu, nie wiem po co wymyślili coś takiego, jak mi się chciało spać, tak i dalej mi się chce – powiedziała Ania z Rzymu, która wypróbowała opaskę. (raj)

Na początku lipca we Włoszech wprowadzono ponad 150 przepisów dotyczących porządku publicznego, z których wiele spotkało się ze zdziwieniem ze strony zarówno włoskiej prasy jak i turystów – donosi portal rynekturystyczny.pl.

Kuriozalny przepis wprowadzono np. w Vigevano nieopodal Mediolanu, gdzie zakazano siadania w cieniu miejskiego posągu. Grzywną w wysokości 320 euro została ukarana para, która usiadła w cieniu jednego z pomników, by odetchnąć od palącego skwaru popołudniowego słońca.

Ostatnią rzeczą, jakiej pragną turyści na urlopie, jest długie ramię sprawiedliwości dosięgające ich z powodu drobnych wykroczeń, które są skutkiem nieznajomości lokalnych przepisów. Jednak w wielu krajach na świecie zaostrza się przepisy dla turystów, dlatego ważne jest, aby poznać dokładnie prawa i obowiązki w danym miejscu zanim się do niego wybierzemy.

Włosi wypowiadają wojnę kierowcom pod wpływem alkoholu i narkotyków. Wobec zawodowych, młodych i świeżo upieczonych kierowców będzie obowiązywać nowy przepis – „zero tolerancji” dla alkoholu.

Od dziś (30 lipca) w Mediolanie, a od soboty (31 lipca) w całych Włoszech wchodzi w życie zreformowany kodeks drogowy, przegłosowany w parlamencie. Nowe przepisy dotyczą wszystkich kierowców, również tych z zagranicy, a więc także z Polski. Utrzymano unijny limit 0,5 promila alkoholu we krwi, ale tolerancja ta przestała dotyczyć kierowców, którzy mają mniej niż 21 lat lub posiadają prawo jazdy od mniej niż 3 lat. Także kierowcy zawodowi, czyli przewożących osoby lub towary pracowników firm transportowych, nie mogą pozwolić sobie na obecność alkoholu we krwi.

Wyżej wymienionym osobom, przy najmniejszym wskazaniu alkomatu, natychmiast odbierane będzie prawo jazdy. Identyczna sankcja dotyczyć będzie wszystkich kierowców znajdujących się pod wpływem narkotyków.

Zobacz także: Magiczna mieszanka ma oszukać alkomat

Stracą prawo jazdy także ci, którzy będą cofać lub poruszać się pasem bezpieczeństwa na autostradzie, a także zawracać w niedozwolonych miejscach na szosach. Mandat za prowadzenie niesprawnego pojazdu (głównie zwraca się uwagę na hamulce, światła i migacze) to aż 311 euro w miejsce dotychczasowych 78.

Dysponować alkomatem muszą bary, restauracje, kluby i dyskoteki, które oferują rozrywki po północy, wszystko po to, by ułatwić kierowcom samokontrolę. Od soboty (31 lipca) wraz z dziennikiem  „Corriere della Sera” będzie można kupić tester i nowy kodeks drogowy za 9,99 euro.

Warunkiem wydania i przedłużenia prawa jazdy we Włoszech, będzie negatywny wynik narkotestu. Okresowo będą nim obowiązkowo badani wszyscy kierowcy zawodowi, w tym taksówkarze. Miłośników szybkiej jazdy z pewnością ucieszy możliwość podniesienia limitu szybkości na włoskich trzypasmowych autostradach do 150 km na godzinę. Podjąć taką decyzję może, ale nie musi spółka zarządzająca konkretną autostradą.

We Włoszech dziennie dochodzi do blisko 600 wypadków, w których ginie 13 osób, a poważne obrażenia odnosi 850. W 2009 r. w stosunku do poprzedniego liczba wypadków spadła o 5,2 proc., rannych o 4,6 proc., a zabitych aż o 7,8 proc. Pijani powodują 3 proc. wszystkich wypadków. W ubiegłym roku zatrzymano ponad 6 tys. kierowców z ponad 1,5 promila alkoholu we krwi, co łączy się automatycznie z sekwestrem pojazdu. (raj)

Zobacz także: Podróż samochodem po Unii Europejskiej

We Włoszech nie minął jeszcze skandal z niebieską mozzarellą, a już pojawił się następny. Jak podały media włoskie - tym razem do handlu trafił czerwono-różowy ser ricotta. W związku ze znalezieniem tego sera na Sardynii, rozpoczęły się masowe kontrole.

Klientka, która, w supermarkecie w okolicach Olbi, kupiła czerwony ser, zasygnalizowała to karabinierom. Specjalna jednostka, zajmująca się bezpieczeństwem żywności, skonfiskowała wszystkie znajdujące się w sklepie opakowania ricotty. W całych Włoszech zablokowano dostawy z zakładu, gdzie czerwony ser został wyprodukowany. Nie podano jego nazwy.

Produkt zostanie poddany szczegółowym analizom. Na razie nie wiadomo, co jest przyczyną zmiany koloru białego sera, popularnego na włoskich stołach.

Od czerwca w wielu rejonach Włoch, w sieciach tanich sklepów, znaleziono ogromne ilości wyprodukowanego w Niemczech sera mozzarella , który w chwili otwarcia opakowania, w kontakcie z powietrzem, zmienia kolor na intensywnie niebieski. Jak się okazało powodem tego jest bakteria, której obecność stwierdzono w serze. Z handlu zostało wycofanych kilka ton niemieckiej, niebieskiej mozzarelli. A sprawa ta wywołała liczne w Italii protesty przeciwko sprowadzaniu tego typowego włoskiego specjału z zagranicy. Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie „mozzarelli Smurfów”, jak jest nazywana przez media.

Okazało się także, że do handlu trafiła partia sera o podobnych właściwościach, wyprodukowana w wielkiej włoskiej fabryce nabiału.
J. R.

Fotograf Calogero Scimea poprosił rodziców pary młodej, by na wesele przynieśli strzelby myśliwskie - miały mu one posłużyć jako rekwizyty do pozowanych zdjęć ślubnych. Podczas sesji zdjęciowej jedna ze strzelb wystrzeliła, a pocisk trafił fotografa w głowę. Scimea zginął na miejscu.

W południowych Włoszech, zwłaszcza na Sycylii, często, przy okazji ważnych uroczystości rodzinnych, praktykowany jest zwyczaj honorowej salwy. Nie co dzień zdarza się jednak tak tragiczny wypadek, jakiego świadkami byli para młoda i zaproszeni goście.

Wypadek miał miejsce na chwilę przed tym, jak młodzi zdecydowali się wyruszyć do lokalnego kościoła w Altofonte (niedaleko Palermo na Sycylii). Włoska prokuratura może postawić zarzuty „zaniedbania, prowadzącego do zabójstwa” rodzicom pana młodego, gdyż zdarzenie miało miejsce na terenie ich posiadłości. Po odczytaniu ekspertyz balistycznych, możliwe, iż oskarżeni zostaną również rodzice panny młodej - mówi rzecznik policji z Palermo, Teo Luzi.
Scimea wykonywał zdjęcia w zastępstwie pierwotnie umówionego fotografa, który w ostatniej chwili musiał zrezygnować z powodu choroby.
Z tego, co udało się ustalić mediom, to sam Calogero Scimea poprosił rodziców pary młodej o przyniesienie strzelb, by użyć ich jako rekwizytów na zdjęciu. Jedna z nich wypaliła, śmiertelnie trafiając go w głowę.

Broń nabyta została legalnie, ale oczywistym jest, iż powinna być trzymana w bezpiecznym miejscu, a w żadnym wypadku nie mogła z niej korzystać osoba bez doświadczenia. Nie wiadomo, czy broń wypaliła w rękach fotografa, czy w momencie, gdy była mu przekazywana.

Sycylijskie zwyczaje już w przeszłości doprowadzały do licznych wypadków śmiertelnych. Burmistrz Altofonte, Angela Busellini, komentuje: „Nikt nie może w to uwierzyć, wszyscy są zszokowani. To straszna tragedia. Para młoda jest zdruzgotana”. (just)

Włoska agencja prasowa Ansa poinformowała, że w aptece i sklepie na terenie Watykanu, wprowadzono taki sam, jak w bazylice świętego Piotra, wymóg, by wchodzący tam klienci byli należycie ubrani, a więc mieli przykryte ramiona i nie prezentowali się w szortach lub za krótkich spódniczkach.

Ansa podkreśliła, że Gwardia Szwajcarska, pilnująca wejścia na teren Watykanu przy bramie świętej Anny, zatrzymuje wszystkie zbyt skąpo ubrane osoby.

Ludzie cofnięci spod bramy, a mający recepty, które upoważniają do wejścia do apteki, lub kartę klienta małego watykańskiego supermarketu, muszą kupić w okolicznych sklepach chusty przykrywające ramiona bądź długie spodnie. Taka „jednorazowa” odzież, przeznaczona dla osób wchodzących do Watykanu, kosztuje ok. 3 euro.

Gwardziści nie stosują taryfy ulgowej nawet wobec starszych kobiet, ubranych w bluzki bez rękawów w dniach upałów. Radzą, by następnym razem pamiętać o nowo wprowadzonym przepisie.
(jar)

Praktycznie połowa odwiedzających włoskie muzea wchodzi do nich za darmo. Skarżą się na to dyrektorzy owych placówek. Według nich, gdyby każdy pozostawił w kasie choć jedno euro, uzbierałaby się poważna suma ponad siedemnastu milionów.

Z opłaty zwolnione są dzieci, osoby w wieku powyżej 65. roku życia, wojskowi, dziennikarze i kilka innych grup zawodowych. Obliczono, że stanowią oni obecnie ponad połowę zwiedzających, dokładnie ok. 55%, wobec 45% tych, którzy płacą.

Tymczasem muzea i galerie cierpią na brak funduszy. Okazuje się, że pieniądze, które inkasują, wpływają najpierw do ministerstwa skarbu, resort kultury zaś otrzymuje tylko niewielką ich część, około 3-4%. Stąd propozycja, by zwolnieni od opłaty pozostawiali w kasie choć symboliczne 1 euro. Za sumę 17 milionów 700 tysięcy można będzie zatrudnić na okres letni dwa i pół tysiąca sezonowych pracowników. (rj)