Wiadomości - Nasz Swiat
07
Pt, sierpień

Rząd włoski poinformował, że jeszcze przez następne sześć miesięcy, wojsko będzie patrolowało ulice głównych miast kraju, wspierając tym patrole policyjne.

- Postanowiliśmy przedłużyć do 31 grudnia obecność sił zbrojnych na ulicach. Razem z policją będą nadal patrolować najniebezpieczniejsze miasta i dzielnice; będą to zarówno piesze patrole uliczne, jak kontrola niebezpiecznych miejsc - oświadczył włoski minister obrony Ignazio La Russa na konferencji prasowej w siedzibie Rady Ministrów.

Konserwatywny rząd premiera Silvio Berlusconiego wydał dwa lata temu dekret, o wspólnym patrolowaniu ulic przez wojsko i policję. Specjalną ochroną otoczono miejsca, w których gromadzą się zwyczajowo imigranci, a także ośrodki przebywania zatrzymanych nielegalnych imigrantów, okolice pomników i dworce kolejowe. W czerwcu 2009 roku liczbę żołnierzy uczestniczących w patrolach zwiększono z 3 000 do 4 250.

W Italii dokonano zdumiewającego odkrycia - ponad dwa miliony budynków jest postawionych nielegalnie i nie zarejestrowanych w hipotece. Według szacunków resortu finansów, legalizacja tej sytuacji może przynieść skarbowi państwa od 3 do 5 miliardów euro rocznie.

Wykrycie sprawy było bardzo proste: wystarczyły zdjęcia z lotu ptaka wszystkich włoskich gmin, które porównano z planami, znajdującymi się w każdej lokalnej hipotece. Na tej podstawie ustalono między innymi, że w samym Rzymie jest ponad sześć tysięcy tych budynków-widm, w Neapolu blisko siedem tysięcy, a w Turynie tylko 56. Mniej łatwą sprawą jest zmuszenie ich właścicieli do ich zalegalizowania, a co za tym idzie, uiszczenia wszystkich wymaganych opłat.

Do końca czerwca - na razie perswazją - nakłoniono do legalizacji tej sytuacji blisko połowę ich właścicieli. Pozostali mają czas do końca roku. Od 1 stycznia do ich ścigania przyłączy się urząd skarbowy i sankcje będą znacznie wyższe. Nie wyklucza się, że władze zechcą rozliczyć właścicieli domów-widm także z faktu, że wiele z nich stanęło tam, gdzie nie powinny, np. na terenie parku narodowego czy na plaży. (jr)

Burmistrz miasteczka Calalzo di Cadore w prowincji Belluno na północy Włoch osobiście, razem z asesorem, w okresie wakacyjnym, zamiata ulice. Większość pracowników zakładu komunalnego jest na urlopach.

Prasa poinformowała, że Luca de Carlo, burmistrz miasteczka Calalzo di Cadore, zdecydował, że nie może pozwolić na to, aby ulice były zaśmiecone tylko dlatego, że ci, którzy je sprzątają, są na wakacjach. Dlatego przeszedł nawet specjalny kurs zamiatania.

Na ulicach miasteczka w weekendy można zobaczyć burmistrza Luca de Carlo i asesora z miotłą, zamiatających ulice. Jak wyjaśnił burmistrz, w czasie urlopu większości pracowników zakładu komunalnego nie ma w kasie pieniędzy na godziny nadliczbowe.

- Sprzątaniem zajmę się ja z asesorem- podsumował pierwszy obywatel miasteczka.

Ratownik z nadmorskiego kurortu w Toskanii został dyscyplinarnie przesunięty na inną plażę za to, że zabronił całować się dwóm gejom. Incydent w kurorcie Lecciona wywołał oburzenie środowisk gejowskich we Włoszech.

„Co wy robicie, przecież tutaj są rodziny” - miał według mediów krzyczeć ratownik na dwóch trzydziestolatków z Mediolanu, całujących się na wydmie.

Stowarzyszenia homoseksualistów zażądały ukarania mężczyzny i odebrania licencji właścicielowi plaży. On uspokoił zaś nastroje, przenosząc ratownika do innego miejsca i przepraszając za to, co się stało. Wcześniej powiedział miejscowej prasie, że ratownik tłumaczył swą interwencję tym, że na plaży były małe dzieci.

”Właściciel plaży przyznał, że to był nieprzyjemny błąd” - ogłosił burmistrz pobliskiego Viareggio Luca Lunardini, zapewniając, że w jego przekonaniu był to „odosobniony incydent”.

Lecciona leży tuż obok miejscowości Torre del Lago, niezwykle popularnej wśród gejów i lesbijek z powodu otwartości wobec nich.

Stowarzyszenia gejowskie zaapelowały do lokalnych władz, aby nie dopuściły do powtórzenia się takiej sytuacji. (jar)

31 lipca i 7 sierpnia będą „czarnymi dniami” na włoskich autostradach - ostrzegł w czwartek (22 lipca) ich zarząd, w prognozie dotyczącej największego natężenia ruchu w sezonie wakacyjnym.

W tych dniach miliony Włochów wyruszą na urlop i, jak zawsze, utkną w gigantycznych korkach.
W związku z tym apeluje się, aby - o ile to możliwe - unikać podróży w obie te soboty, zaznaczone w załączonych do włoskiej prasy informatorach kolorem czarnym. Oznacza on najwyższy stopień nasilenia ruchu na drogach.

Kolorem czerwonym, symbolizującym nieco niższy, lecz nadal „krytyczny” stopień natężenia ruchu, zaznaczono piątek 23 lipca i sobotę 24 lipca, a także ostatnie dni lipca począwszy od czwartku, 29 lipca, i wszystkie weekendy w sierpniu.

Jak co roku namawia się kierowców, by stosowali zasadę „inteligentnego” podróżowania, czyli wyjazdu na wakacje i powrotu z nich w robocze dni tygodnia.

1 400 000 podpisów zebrali we Włoszech przeciwnicy „prywatyzacji wody”. Domagają się oni uchylenia ustawy, przewidującej powierzenie prywatnym inwestorom ujęć wodnych oraz wodociągów w Italii, przede wszystkim w celu zapobieżenia jej marnotrawstwu.

Rząd Silvio Berlusconiego postanowił przeciwdziałać marnotrawstwu wody i przeforsował w parlamencie rozporządzenie stwierdzające, że zarządzanie usługami wodnymi powinno być objęte zasadami gospodarki kapitalistycznej. Na jego podstawie woda we Włoszech przestała być dobrem publicznym i stała się towarem. Teraz wodociągami zarządzać będą międzynarodowe korporacje sprzedające obecnie wodę mineralną.

Włosi protestują, bo są zdania, że darmowy dostęp do czystej wody jest podstawowym prawem każdego człowieka. Stąd też prawdziwy rekord: milion 400 tysięcy zebranych podpisów.

Zwolennicy prywatyzacji przekonują, że doprowadzi to do jej oszczędności: na razie bowiem 30 % wody nie dociera do konsumentów, ponieważ wodociągi są dziurawe, a drugie tyle, marnują sami użytkownicy, nie dokręcając kurka albo kąpiąc się w wannie, zamiast pod prysznicem.

Ponadto obecnie stawki za wodę są niskie. Prywatyzacja spowoduje wzrost rachunków nawet o 300 proc. Statystyczny Włoch zużywający każdego dnia 213 litrów wody, zastanowi się więc dwukrotnie zanim odkręci kran.

Zwolennicy prywatyzacji przekonują, że temu wszystkiemu można będzie zapobiec, traktując wodę jak towar rynkowy, za który trzeba płacić.

Dyskusja o wodzie zaczyna w tym momencie dotyczyć światopoglądu, tymczasem, jeśli Sąd Najwyższy zgodzi się na referendum w tej sprawie, zajmą się nią znów politycy. (jr)

Producent podróbki mozzarelli z Australii otrzyma przyznawany przez prezydenta Włoch tytuł Kawalera Pracy - odnotowały ze zdumieniem media. W czasie, gdy prowadzona jest kampania na rzecz obrony autentycznej włoskiej żywności, taki krok to „samobójczy gol” dla Italii.
Bohaterem całego zamieszania jest mieszkający na Antypodach Sebastiano Pitruzzello, właściciel firmy, produkującej tam żywność, określanej na etykietkach jako „Italian style”.

Właśnie takie produkty, określane jako nic nie warte podróbki rodzimej włoskiej żywności, są celem ataków jej obrońców, przede wszystkim włoskich rolników. Na miliardy dolarów szacuje się zyski z produkcji rzekomej szynki parmeńskiej, mozzarelli czy parmezanu w różnych zakątkach świata.

Podczas, gdy rząd oraz związek rolników Coldiretti piętnują tę praktykę wskazując, jak olbrzymie straty ponosi w jej rezultacie rolnictwo i przemysł spożywczy we Włoszech, na liście kandydatów do prestiżowego odznaczenia znalazł się producent podróbki o nazwie „mozzabella”. Wyjaśnienia skandalu zażądał deputowany koalicji Tomaso Zanoletti.