Zwierzenia byłej sprzątaczki we Włoszech - Nasz Swiat
20
N, wrzesień

Nasze sprawy

W odpowiedzi na artykuł o polskich sprzątaczkach we Włoszech, który ukazał się na łamach PolskaItalia i w gazecie Nasz Swiat, napisała do nas Pani Karolina, opisując swoje doświadczenia z pracy w roli sprzątaczki we Włoszech.

Szanowni Państwo,
czytając artykuł, dotyczący polskich sprzątaczek we Włoszech, zainteresowały mnie wypowiedzi Pani Doroty i Natalii o ich doświadczeniach z pracy w roli Pań do sprzątania.

Mam na imię Karolina i mam trzydzieści lat, a we Włoszech przebywam od ponad pięciu.

Moje historie z pracą w roli sprzątaczki bywały różne. Niestety muszę potwierdzić, że przebywając na Południu Włoch, a dokładnie w Neapolu, można zaobserwować większość negatywnych aniżeli pozytywnych aspektów w kwestii czystości Włochów.

Potwierdza się fakt, że w większości przypadków Włosi są niechlujni. Pomimo tego, że nasze „włoskie Signore” starają się przedstawiać dookoła „obrazek ich lśniącego czystością domu”, to w rzeczywistości jest całkiem inaczej.

Czytaj także: Polskie sprzątaczki we Włoszech

I tak, znam panie z Neapolu, które potrafią wstać z samego rana (około godziny siódmej), by wyjść na balkon i pokazać się sąsiadkom. Po czym przez bitą godzinę wycierać metalowe zasłony na balkonie, często suchą szmatką, tylko po to by pokazać, że są czyścioszkami. Jednak tak naprawdę tą ścierką nic nie wycierają, ponieważ kurz i brud pozostają, ale to nieistotne, najważniejsze że się pokazały.

Poniżej przytaczam wiele innych historii, które przydarzyły mi się podczas pracy w roli sprzątaczki we Włoszech:

• Nie wylewaj brudnej wody, po umyciu podlogi do ubikacji, tylko do zlewu w kuchni (gdzie jest bezpośredni kontakt z jedzeniem i naczyniami), bo zrobi się osad z brudu w WC.

• Odsuń ten ciężki mebel i odkurz ten kwadrat podłogi, po czym umyj, wypoleruj i na koniec na kolanach jeszcze raz umyj wszystko wilgotną ścierką.
Następnie poczekaj aż wyschnie, a w miedzyczasie rób inne rzeczy - mówiła mi moja była chlebodawczyni. Gdy powiedziałam jej, że to strata czasu i lepiej poodsuwać wcześniej meble, tak by zrobić to szybciej, (bo na dwanaście pomieszczeń i cztery balkony nie dam rady wyrobić się w ciągu trzech godzin), usłyszałam odpowiedź oburzonej Pani Domu: - Jak nie dasz rady to znajdę inną osobę!
- Proszę bardzo, jak Pani znajdzie dziewczynę, która będzie biegać z językiem na wierzchu tak jak ja, do tego wyrobi się z tym wszystkim w ciągu nie trzech a zaledwie dwóch godzin, tak jak Pani sobie tego życzy, to o niej napiszę książkę - odpowiedziałam.
Nie otrzymałam odpowiedzi, ale twarz "Pani Domu „nadęła się”, po czym po dwóch minutach usłyszałam: - No dobrze to zostaw to i zajmijmy się łazienkami.

• Pracując u pewnej pani ekonomistki w Boże Narodzenie, dostałam rozkaz pomalowania łóżka jej 25-letniego syna: - Wiesz w święta będziesz tu sama, to pomalujesz łóżko Antonia farbą olejną, bo nie było malowane od 2 lat.
Na to moja odpowiedź: - Wstydziłaby się Pani proponować mi coś takiego w Swięta!
Pani Domu na to: - No jak to? Mój syn malował...
- Ja nie jestem Pani synem, ani malarzem - stwierdziałam stanowczo.
Na takie stwierdzienie, nie otrzymałam już żadnej odpowiedzi ze strony pani ekonomistki.

• Inna moja przygoda tak jak w wielu przypadkach Polaków z Południa Włoch, jest związana z walką o umowę o pracę. Kiedy byłam już u kresu cierpliwości w oczekiwaniu na zalegalizowanie mojej pracy, pewnego dnia dostarczyłam pani domu kontrakt dla sprzątaczek we Włoszech, ściągnięty z internetu. Wtedy zaskoczona pani domu odpowiedziała ze zdumieniem: - Jak ty to zrobiłaś? Skąd się dowiedziałaś?
- Pani jest ekonomistką i mnie o toi pyta? To chyba Pani powinna lepiej znać ustawy ode mnie będąc ekonomistką - odpowiedziałam.
Na to pani profesor nic nie odpowiedziała, tylko się oburzyła. Na drugi dzień przyniosła mi dokument (dimmisioni - wł. rezygnacja), myśląc nadal, że jestem na tyle niezorientowana, że podpisze nie wiedząc co to jest. Kiedy odpowiedziałam, że tego już za wiele, by próbować tak manipulować człowiekiem, zaczął mi grozić syn mojej pracdawczyni.
Na trzeci dzień, poinformowałam moją pracodawczynię, że jej syn mi groził, podczas jej nieobecności. Poza tym ostrzegłam ją, że jeśli taka sytuacja się powtórzy i jeśli nie zostanie zalegalizowana moja praca, co mi się należy, wówczas zgłoszę to do odpowiedniej instytucji. Na to dostałam odpowiedź w stylu: - Nic się nie martw.
Na czwarty dzień „Pani Domu” załatwiła wszystko w mgnieniu oka.

• Kolejny przypadek to Pani adwokat, na którą nie mogłam narzekać pomimo tego, że za każdym razem, tak jak prawie wszytkie tzw. "wyższe sfery włoskie”, uwielbiała mnie kontrolować i sprawdzać. Moją reakcją na to był śmiech. Kiedy zostałam zapytana dlaczego się śmieje, gdy wchodzi do pokoju, odpowiedałam: - Pracuje tu od roku, a Pani dalej sprawdza czy dobrze sprzątam, tak jakbym co tydzień sprzątała inaczej.

• Następna moja „przygoda” z włoską pracodawczynią, to rzucanie papierków i różnych innych, często mokrych rzeczy na podłogę, już po umyciu i wypolerowaniu marmurów.
Kiedy zwróciłam na to uwagę, bo w końcu to tak jakby robić na złość i nie doceniać mojej pracy, uzyskiwałam odpowiedź, że to moja wina. Wówczas przysłowiowo "oczy wyszly mi na wierzch" ze zdziwienia.
Koniec końców przyłapałam panią na gorącym uczynku, filmując ją kamerą z telefonu komórkowego. Od tamtej pory nie było ani śladu po papierkach.

• Inna historia: "Pani Domu" pyta się mnie co tydzień: - Co wlałaś do wiaderka by umyć podłogę?
Moja odpowiedź: - Droga Pani, zawsze to samo od dwóch lat!

• Kolejnym problemem, który zdarza się we włoskich mieszkaniach, to niespłukiwanie po sobie wody w ubikacji. To chyba zbyt ciężka praca dla Włochów, bo przecież oni nawet jak nie pracują, to są wiecznie zmęczeni...

• Pewnego razu jedna Włoszka nie mając ochoty wyprowadzić swojego psa na świeże powietrze, zrobiła dla swojego pupilka ubikację z gazet na balkonie. W rezultacie, pies tam załatwiał swoje potrzeby. Nie było to sprzątane przez tydzień. Tylko ja mogłam sprzątać odchody psa, no bo by się droga pani pobrudziła po swoim piesku...
Kiedy po miesiącu czasu wyczerpała się moja cierpliwość, nie czekając już tak jak mi kazano, codziennie sprzątałam balkon. Za każdym razem myłam podłogę i sprzątałam odchody psa.
Wówczas "Pani Domu" z oburzeniem zaprotestowała, twierdząc że tak często sprzątając, marnuje gazety i zapytała mnie: - Czemu sprzątasz w rękawiczkach?
Na to ja odpowiedziałam jej grzecznie: - Czy będzie Pani miło, jak nagle w trakcie sprzątania psich odchodów zawoła mnie pani do swojego 10-letniego syna, a ja go obejmę tymi „pachnącymi i czystymi” rękoma?
Odpowiedzią ze strony pani domu było: - Nie ależ absolutnie!
Ja na to: - No widzi Pani jak to dobrze czasami myśleć z wyprzedzeniem!

Najbardziej jednak śmieszy mnie we włoskiej kulturze to, że Włosi często tylko udają „czyścioszków”. W rzeczywistości zamiast brać prysznic, używają dezodorantów i na brudne ciało ubierają czyściutkie koszulę. Potem taka Signora czy Signore prawią nam morały i wznoszą głowy ponad chmury. A tak naprawdę, to częściej od wielu z nas „sprzątaczek” powinni się jeszcze wiele nauczyć...

Na szczęście po latach wyrzeczeń, ciężkiej pracy i poświęceń, mam godną i legalną pracę, lecz nie jako sprzątaczka, choć żadna praca nie hańbi.

Prawda jest niestety taka, że im bardziej na Południe Włoch, tym gorzej i trudniej o pracę i korzystne warunki. Trzeba ciągle walczyć o swoje, by nie być oszukiwanym, poniewieranym i wystawianym do wiatru.

Włosi dość często mają tendencję wykorzystywać drugą osobę, szczególnie gdy tylko usłyszą obcy akcent. Nawet jak im się nie uda, to i tak będą próbować cię oszukać.

Z drugiej jednak strony, znam wiele rodzin i osób, które teraz są moimi przyjaciółmi, właśnie tutaj na Południu Włoch. Są to porządni, kulturalni ludzie i nie traktują mnie z góry tylko dlatego, że jestem „straniera”. Jeśli chodzi o Południe, Włosi są bezpośredni i życzliwi, (no może czasem zbyt bezpośredni).

Do tego ich kuchnia jest wyśmienita, a krajobrazy w Neapolu, mimo wszystko, są wyjątkowe i zapierające dech w piersiach. Jeśli ktoś wybiera się w podróż do Neapolu, z pewnością nie pożałuje.
Tylko w kwestii robienia porządków, troche się jeszcze muszą poduczyć.

Tymi słowami żegnam Was i życzę Redakcji nadal tak wspaniałych artykułów, a Naszym paniom do sprzątania wytrwałości i walki o swoje.

Karolina