Blaski i cienie życia na południu Włoch według Jadwigi - Nasz Swiat
13
Śr, listopad

Polacy we Włoszech

Jadwiga Zawlińska mieszka we Włoszech (w Casercie) zaledwie od kilku miesięcy. Zderzenie z nową rzeczywistością – czasami ciekawą, dziwną, piękną, a czasami okrutną – sprawiła, że młoda Polka postanowiła założyć blog Włochy by Obserwatore.eu, na którym oprócz uroków południowej Italii opisuje blaski i cienie życia w tej części kraju.

Jadwiga Zawlińska / foto: archiwum prywatneOd kiedy i z jakiego powodu zamieszkałaś we Włoszech?

We Włoszech mieszkam od ponad pół roku. Choć tak naprawdę, można powiedzieć, że jedną nogą jestem w Krakowie (skąd pochodzę i gdzie zawsze mieszkałam) a drugą we Włoszech. A dokładnie Casercie koło Neapolu czyli Włoszech Południowych. Cały czas jednak krążę pomiędzy Polską, Włochami Północnymi i Południem: częściowo również przez interesy, które nadal trzymają mnie w Polsce.

We Włoszech mieszkam z moim partnerem – zarówno życiowym jaki i biznesowym. Taka była przyczyna mojej, nie ukrywam, że ciężkiej decyzji. Decyzji podjętej po latach konsekwentnego rozwoju mojej ścieżki zawodowej w Polsce, mając świetną pracę, najlepszy na świecie dom rodzinny, ustabilizowane życie, wygodne mieszkanie a dodatkowo góry i Kraków – czyli miejsca, które kocham.

Opowiedz proszę jak wygląda spotkanie dwóch kultur „pod jednym dachem”.

Dopóki się mieszka wśród osób, które myślą w podobny sposób, ponieważ wyrośli w podobnym kręgu kulturowym większość rzeczy wydaje się być oczywiste. Zmiana otoczenia prowokuje co najmniej zaskakujące sytuacje – dla obu stron. Dlatego na blogu w zakładce o mnie napisałam, że „dwunarodowy dom to dwie małe stabilizacje wytrącone ze swoich utartych ścieżek”. Tak jak dla mnie nie jest oczywiste, że zamiast zupy na pierwsze danie podaje się makaron (codziennie!), tak dla Włocha jest zaskakujące, że makaron chcę popijać gorącą herbatą (zawsze to samo pytanie: źle się czujesz?). Kiedy w Polsce po 20: 00 raczej się już nie dzwoni do znajomych (mogą dzieci spać…) i powoli przymierza się do spania, na południu po 21: 00 zakwita życie - wychodzi się na kolację, spacer, do znajomych. Z dziećmi.

Całkiem inna jest również mentalność – Włosi są bardziej ekspresyjni, głośni, pewni siebie i przebojowi. Cały czas są w ruchu, w grupie, cały czas coś się dzieje, ktoś przyjeżdża, krzyczy, dzwoni… Na początku byłam kompletnie wybita z rytmu – w tym kołowrotku trudno się skupić, a czasem praca tego wymaga. I nikt mi nie odpowiadał na dzień dobry: nawet nie przez złośliwość, po prostu nikt nie słyszał bo mówiłam za cicho. Dziś już wiem, że należy z rozmachem otworzyć drzwi już z ulicy krzycząc „buongiorno”! Każdy odpowiada.

Nie zawsze jednak to ja się naginam idąc na kompromis i głośno mówię, kiedy z czymś nie zgadzam się. Dlatego przez niektórych jestem uważana za niepokorną. Jednak dla mnie spotkanie dwóch kultur to nie powinno być narzucenie swoich przyzwyczajeń i sposobu myślenia drugiej osobie, ale szkoła wspólnego tworzenia, świadomego wyboru i obiektywnego myślenia, a wreszcie kompromisu.

W jaki sposób postrzegasz Włochów, szczególnie tych z Południa?

Południowi Włosi są bardzo rodzinni i praktycznie życie społeczne oznacza życie w kręgu rodziny. Lubią wspólnie biesiadować, spokojnie spędzać czas. Choć na pewno nie potwierdzę ogólnie panującego przekonania, że są leniwi. Z uwagi na firmę obracam się w środowisku restauracji, pizzerii, agroturystyk i tego typu struktur i wiem, że pracuje się od rana do nocy. Może to kwestia środowiska - to są ludzie aktywni, właściciele firm, którzy chcą rozwijać się w życiu.

Natomiast trzeba też zdawać sobie sprawę, że południe boryka się z naprawdę poważnymi problemami: bezrobocie, bardzo niskie stawki zarobków, niski poziom wykształcenia, jedno źródło przychodów poprzez utrwalony model rodziny, gdzie pracuje tylko mężczyzna, a kobieta prowadzi dom (w dowodzie ma wbite pani domu jako zawód!). Dodatkowo sporo jest pracowników napływowych (z Maroka, Albanii), przez których stawki w niektórych zawodach obniżyły się nawet o połowę (!).

Niestety jest to również region o wysokiej przestępczości. Camorra, można powiedzieć, to subkultura. Kilka dni temu, 16 maja, obchodzona była rocznica zabójstwa ojca mojej znajomej Włoszki - przedsiębiorcy, który w 2001r odmówił płacenia haraczy do Camorry. W 2008r. został zastrzelony. Ta rocznica skłoniła mnie do napisania postu o organizacjach mafijnych – Mafia, Camorra, ‘Ndragheta – ciemna strona Włoch, który można przeczytać na moim blogu www.obserwatore.eu.

Przed przeprowadzką do Włoch dużo podróżowałaś. Te wyjazdy stały się Twoim sposobem na życie. Opowiedz o Twojej pasji.

Tak, od zawsze byłam „w ruchu”. Przez wiele lat pracowałam jako przewodnik górski i pilot wycieczek jeżdżąc praktycznie po całej Europie. Później stopniowo ukierunkowałam się na import i produkcję. Jako kupiec, później product manager w największych firmach odzieżowych w Polsce miałam możliwość regularnego podróżowania po Azji i Europie. Zawsze podczas wyjazdów służbowych starałam się, w miarę wolnego czasu, zobaczyć miejsca. Nieważne czy to była bliska Warszawa albo Berlin, czy odległe Shanghaj, albo Hong Kong. Pamiętam, że na targach w Dubaju, z braku wolnego czasu, poprosiliśmy taksówkarza o pokazanie nam najważniejszych miejsc. Mieliśmy zatem prywatną wycieczkę (a, że taksówki kosztują tam grosze…). W wyjazdach prywatnych starałam się natomiast dotrzeć do miejsc poza szlakami biznesowymi – Malezja, Indonezja, Turcja, Syria…

Natomiast mój pierwszy kontakt z Neapolem nie był szczególnie miły. Jak zwykle, po spotkaniu biznesowym, wieczorem wybrałam się na spacer – zobaczyć morze. Po kilkuset metrach musiałam zawrócić, ponieważ nie mogłam odgonić się od przyczepiających się mężczyzn, którzy zagadywali mnie w ich dialekcie i nie dali się odpędzić. Po prostu się wystraszyłam - poczułam się jak w południowo-wschodniej (nieturystycznej) Syrii, gdzie, jeśli tylko nie było obok któregoś kolegi, zaczepiali mnie i chcieli dotykać pomimo zakrytych włosów, rąk i nóg. Na następny dzień poprosiłam dostawcę, czy może mi towarzyszyć podczas kolacji bo boję się sama wyjść. Pierwszy i ostatni raz w mojej karierze biznesowej. Okazuje się, że po włóczeniu się po azjatyckich, zacofanych krajach – również sama – wracam do Europy i ... „hello! my friend!”.

Od 2 miesięcy zaczęłaś prowadzić blog Włochy by Obserwatore.eu, którego głównym celem jest przybliżenie czytelnikom południowych Włoch i to nie tylko z turystycznego punktu widzenia. Opowiedz więcej o zamierzeniach stworzenia bloga i czym w Twoim zamyśle ma być.

Pomysł na prowadzenie bloga powstał około 3 miesiące temu po spędzonych kilku miesiącach we Włoszech. To jest pewnego rodzaju sposób na wyrażenie tego wszystkiego co odkrywam na miejscu - jest dla mnie nowe, dziwne, ciekawe, piękne… A, że już wcześniej wielokrotnie podróżowałam do Włoch, miałam możliwość poznania wielu miejsc, ludzi, wiele ciekawych opowieści.

Blogowanie jest dla mnie całkowicie nową dziedziną i uczę się wszystkiego od zera, metodą prób i błędów. Każdy tydzień przynosi nowe pomysły. Myślę, że za kilka tygodni będę mogła odpowiedzieć konkretniej o zamierzeniach na kolejne lata.

Blog, jak zauważyłaś, nie jest jedynie turystyczny. Choć chętnie dzielę się również wiedzą o miejscach, które zobaczyłam i które mnie oczarowały. Najważniejsze dla mnie jest przekazywanie rzetelnych informacji. Dlatego piszę o miejscach, gdzie byłam, w artykułach często sięgam do wiadomości z pierwszej ręki, albo źródeł - często włoskich lub angielskich.

Czym zajmujesz się oprócz pisania bloga?

Jak pisałam wyżej prowadzimy wraz z moim partnerem firmę. Jest ona stosunkowo „świeża”. Po okresie rozwoju, pozyskiwania klientów, inwestowaniu w rozwój szkoda było ją porzucać.  To była również główna przyczyna decyzji o przeniesieniu się do Włoch. Choć osobiście preferowałabym zamieszkanie w Krakowie. Może w przyszłości. Oczywiście chcę też podtrzymywać kontakty w branży odzieżowej i korzystać z możliwości jakie daje rynek włoski – w końcu moda włoska jest znana i ceniona na całym świecie!

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiała Anna Malczewska