Michał Masłoń: Artysta, który podbił serca Polaków we Włoszech - Nasz Swiat
21
Śr, kwiecień

Polacy we Włoszech

Ukończył Akademię Muzyczną w Łodzi na  wydziale wokalno – aktorskim na specjalizacji śpiew operowy. Po zakończeniu studiów wyjechał do Niemiec na tournee z grupą operową 12 Międzynarodowych Tenorów. Przez kilka lat mieszkał w Berlinie i Londynie: W tej chwili swoje życie dzieli pomiędzy Warszawą a Częstochową, gdzie jest nauczycielem śpiewu w Młodzieżowym Domu Kultury.
15 stycznia  Michał wraz z nowym zespołem wystąpił podczas pierwszego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy we Włoszech, który odbył się w Rzymie. Jego głos zahipnotyzował wszystkich obecnych, a w szczególności żeńską część publiczności. O Michale i o jego występie we Włoszech mówi się przez cały czas. Mamy nadzieję, że już niedługo będziemy mogli usłyszeć go ponownie…

Michał Masłoń / foto © Robert GałkaKilka tygodni temu wystąpiłeś podczas pierwszego w historii Finału WOŚP we Włoszech. Przyjechałeś zaśpiewać tu dla Polaków po raz pierwszy. Jaki są twoje wrażenia z pobytu w Wiecznym Mieście?
Muszę przyznać, że pobyt tutaj był czymś cudownym pod każdym względem. Nie żałuję, że zdecydowałem się przyjechać do Włoch, pomimo tego, że jeszcze kilka dni przed podróżą miałem trochę problemów zawodowych i do końca nie było wiadomo, czy uda mi się wyrwać z Polski. Przyjazd do Rzymu był dla mnie olbrzymią odskocznią od rzeczywistości.

Wystąpiłeś w Rzymie z muzykami, których praktycznie nie znałeś.
Tak, przyjechałem z zespołem, którego większość składu była ludźmi nowymi, wiec występ tutaj poprzedzony był wielkim stresem. Przyjechali ze mną: Steve Nash, Tomasz Czapliński, Paweł Stanibuła i Agnieszka Kural. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że było warto. Odnalazłem się z nimi bardzo dobrze. Od początku bardzo się polubiliśmy i chcieliśmy ze sobą współpracować. Wydaje mi się, że nikt z nas nie zrobił niczego na siłę.

I udało się Wam. Po występie zauważyłam, że publiczność, szczególnie jej żeńska część, zakochała się w Twoich utworach i głosie.
Bardzo mi miło, jest to dla mnie ogromny komplement.

Jakie wrażenie sprawili na tobie Polacy żyjący we Włoszech?
Powiem szczerze, że przed przyjazdem tutaj bałem się przyjęcia przez Polonię Włoską, tym bardziej że mam różne doświadczenia z Polakami żyjącymi za granicą. Mieszkałem w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Będąc tam, zawsze próbowałem nawiązać kontakt ze stowarzyszeniami polonijnymi czy instytucjami polskimi i nie zawsze te kontakty były pozytywne.
Nie chcę tu teraz mówić, gdzie miałem negatywne czy pozytywne doświadczenia, ale generalnie te doświadczenia były różne i dlatego baliśmy się reakcji Polaków we Włoszech. Jesteśmy wszyscy mile zaskoczeni, ponieważ nie spodziewaliśmy się tak ciepłego przyjęcia, i że ktoś będzie o nas tak bardzo dbał. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się u Was czuliśmy.

Jak już wspomniałeś, mieszkałeś przez jakiś czas w Niemczech, gdzie wcześniej występowałeś z Międzynarodową grupą 12 Tenorów, potem w Londynie. Od jakiegoś czasu mieszkasz ponownie w Polsce. Czy nie ciągnie cię znowu do podróżowania?
Bardzo. Jestem człowiekiem uzależnionym od podróży. Moja walizka jest zawsze do niej gotowa.

Skończyłeś Akademię Muzyczną. Dlaczego nagle zacząłeś zajmować się muzyką rozrywkową?
Wybór kierunku studiów tak naprawdę był zbiegiem okoliczności. Ciągnęło mnie od zawsze do muzyki. A dlaczego wybrałem specjalizację śpiew operowy? Dla mnie, jako zwykłego laika, było czymś niesamowitym usłyszeć śpiewaka operowego, który wychodzi na scenę i śpiewa bez mikrofonu. Robiła na mnie ogromne wrażenie cała otoczka tego świata i dlatego zdecydowałem się spróbować. Poszedłem  na pierwsze konsultacje, by sprawdzić czy w ogóle się nadaję. Pamiętam do tej pory, że na tym przesłuchaniu zaśpiewałem “Wlazł kotek na płotek”.

Uczyłeś się śpiewu wcześniej?Występ Michała Masłonia Band podczas pierwszego Finału WOŚP we Włoszech / foto: Anna Malczewska
Nie, nie uczyłem się nigdy wcześniej śpiewu. Poszedłem tam “z ulicy”. Po przesłuchaniu, pani profesor stwierdziła, że jest sens, żebym zaczął śpiewać i postanowiła przygotować mnie do egzaminu. Przez rok jeździłem z Częstochowy do Łodzi na lekcje i za drugim razem udało mi się dostać na Akademię. Muszę przyznać, że pomimo tego, że skończyłem studia, zawsze ciągnęło mnie jednak do rozrywki. Praca z mikrofonem, większy kontakt z publicznością bardziej mnie satysfakcjonuje.

Sam piszesz teksty i współtworzysz muzykę do twoich utworów.
Tak, czasami napisanie słów zajmuje mi bardzo dużo czasu, ponieważ brakuje mi bodźca. Każdy artysta tworzy teksty na podstawie swoich przeżyć. Ponoć jest łatwiej pisać o tym co się samemu przeżywa.

Zostałeś laureatem konkursu „Emigranci mają talent” zorganizowanego przez Polskie Radio Londyn i portal elondyn.co.uk.
Zgłosiłem się na ten konkurs dosłownie w ostatniej chwili, a głosowanie trwało już od kilku tygodni. Zająłem wtedy 10 miejsce. Pamiętam, że promowane były przede wszystkim piosenki wykonawców z trzech pierwszych pozycji w klasyfikacji. Pamiętam jak któregoś dnia jadąc do pracy, otrzymałem telefon od organizatorów z informacją,  że zdecydowali się, pomimo tego że uplasowałem się na dalekim miejscu, promować mnie. Dostałem tą szansę i zaśpiewałem podczas uroczystej gali, która odbyła się w legendarnej sali Shepherds Bush Empire w Londynie. Było mi niezmiernie miło, kiedy śpiewając zauważyłem, że kilka osób z publiki śpiewa ze mną. Oznaczało to, że ludzie znali moje piosenki, które przesłałem na konkurs.

Powracając do pobytu w Rzymie, jakie wrażenie wywarły na Tobie Włochy?
Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Jadąc do Rzymu autokarem byłem przez cały czas „przyklejony” do szyby. Chciałem przekonać się, czy rzeczywistość włoska pokrywa się z moimi wyobrażeniami o Włoszech. I tak jest. To piękny kraj.

Czy w związku z Twoim pobytem we Włoszech myślisz już o napisaniu kolejnej piosenki?
Myślę, że przyjdzie moment, że napiszę taki tekst. Muszę jednak „przetrawić” mój pobyt i potem powstanie na pewno na ten temat piosenka.

Czy Twoja twórczość mogłaby "rozwinąć skrzydła" we Włoszech?
Niestety nie znam za dobrze włoskiego rynku muzycznego. Znam i uwielbiam Elisę. Jest to moja włoska bogini. Nie wiem, czy to co robię w tej chwili miałoby szansę zaistnieć we Włoszech. Problemem byłby też język, ponieważ słowa musiałyby zostać przetłumaczone, a przy tym zmienione na włoski lub angielski. Poza tym mój styl muzyczny nie jest jeszcze taki, jak go sobie wyobrażam.

Kiedy możemy się spodziewać Twojej debiutanckiej płyty?
W tej chwili jeszcze nie wiem, mam nadzieję że już niebawem.

Wiele osób pyta, kiedy po raz kolejny przyjedziecie na koncert do Rzymu?
Myślę , że jak najszybciej. Po powrocie z Włoch postanowiłem przygotować sobie specjalną walizkę, która zawsze będzie gotowa na podróż do Italii.

rozmawiała Anna Malczewska

http://www.youtube.com/watch?v=PDcVtgWqV2c

Ukończył Akademię Muzyczną w Łodzi na  wydziale wokalno – aktorskim na specjalizacji śpiew operowy. Po zakończeniu studiów wyjechał do Niemiec na tournee z grupą operową 12 Międzynarodowych Tenorów. Przez kilka lat mieszkał w Berlinie i Londynie: W tej chwili swoje życie dzieli pomiędzy Warszawą a Częstochową, gdzie jest nauczycielem śpiewu w Młodzieżowym Domu Kultury.
15 stycznia  Michał wraz z nowym zespołem wystąpił podczas pierwszego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy we Włoszech, który odbył się w Rzymie. Jego głos zahipnotyzował wszystkich obecnych, a w szczególności żeńską część publiczności. O Michale i o jego występie we Włoszech mówi się przez cały czas. Mamy nadzieję, że już niedługo będziemy mogli usłyszeć go ponownie…

Michał Masłoń / foto © Robert GałkaKilka tygodni temu wystąpiłeś podczas pierwszego w historii Finału WOŚP we Włoszech. Przyjechałeś zaśpiewać tu dla Polaków po raz pierwszy. Jaki są twoje wrażenia z pobytu w Wiecznym Mieście?
Muszę przyznać, że pobyt tutaj był czymś cudownym pod każdym względem. Nie żałuję, że zdecydowałem się przyjechać do Włoch, pomimo tego, że jeszcze kilka dni przed podróżą miałem trochę problemów zawodowych i do końca nie było wiadomo, czy uda mi się wyrwać z Polski. Przyjazd do Rzymu był dla mnie olbrzymią odskocznią od rzeczywistości.

Wystąpiłeś w Rzymie z muzykami, których praktycznie nie znałeś.
Tak, przyjechałem z zespołem, którego większość składu była ludźmi nowymi, wiec występ tutaj poprzedzony był wielkim stresem. Przyjechali ze mną: Steve Nash, Tomasz Czapliński, Paweł Stanibuła i Agnieszka Kural. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że było warto. Odnalazłem się z nimi bardzo dobrze. Od początku bardzo się polubiliśmy i chcieliśmy ze sobą współpracować. Wydaje mi się, że nikt z nas nie zrobił niczego na siłę.

I udało się Wam. Po występie zauważyłam, że publiczność, szczególnie jej żeńska część, zakochała się w Twoich utworach i głosie.
Bardzo mi miło, jest to dla mnie ogromny komplement.

Jakie wrażenie sprawili na tobie Polacy żyjący we Włoszech?
Powiem szczerze, że przed przyjazdem tutaj bałem się przyjęcia przez Polonię Włoską, tym bardziej że mam różne doświadczenia z Polakami żyjącymi za granicą. Mieszkałem w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Będąc tam, zawsze próbowałem nawiązać kontakt ze stowarzyszeniami polonijnymi czy instytucjami polskimi i nie zawsze te kontakty były pozytywne.
Nie chcę tu teraz mówić, gdzie miałem negatywne czy pozytywne doświadczenia, ale generalnie te doświadczenia były różne i dlatego baliśmy się reakcji Polaków we Włoszech. Jesteśmy wszyscy mile zaskoczeni, ponieważ nie spodziewaliśmy się tak ciepłego przyjęcia, i że ktoś będzie o nas tak bardzo dbał. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się u Was czuliśmy.

Jak już wspomniałeś, mieszkałeś przez jakiś czas w Niemczech, gdzie wcześniej występowałeś z Międzynarodową grupą 12 Tenorów, potem w Londynie. Od jakiegoś czasu mieszkasz ponownie w Polsce. Czy nie ciągnie cię znowu do podróżowania?
Bardzo. Jestem człowiekiem uzależnionym od podróży. Moja walizka jest zawsze do niej gotowa.

Skończyłeś Akademię Muzyczną. Dlaczego nagle zacząłeś zajmować się muzyką rozrywkową?
Wybór kierunku studiów tak naprawdę był zbiegiem okoliczności. Ciągnęło mnie od zawsze do muzyki. A dlaczego wybrałem specjalizację śpiew operowy? Dla mnie, jako zwykłego laika, było czymś niesamowitym usłyszeć śpiewaka operowego, który wychodzi na scenę i śpiewa bez mikrofonu. Robiła na mnie ogromne wrażenie cała otoczka tego świata i dlatego zdecydowałem się spróbować. Poszedłem  na pierwsze konsultacje, by sprawdzić czy w ogóle się nadaję. Pamiętam do tej pory, że na tym przesłuchaniu zaśpiewałem “Wlazł kotek na płotek”.

Uczyłeś się śpiewu wcześniej?Występ Michała Masłonia Band podczas pierwszego Finału WOŚP we Włoszech / foto: Anna Malczewska
Nie, nie uczyłem się nigdy wcześniej śpiewu. Poszedłem tam “z ulicy”. Po przesłuchaniu, pani profesor stwierdziła, że jest sens, żebym zaczął śpiewać i postanowiła przygotować mnie do egzaminu. Przez rok jeździłem z Częstochowy do Łodzi na lekcje i za drugim razem udało mi się dostać na Akademię. Muszę przyznać, że pomimo tego, że skończyłem studia, zawsze ciągnęło mnie jednak do rozrywki. Praca z mikrofonem, większy kontakt z publicznością bardziej mnie satysfakcjonuje.

Sam piszesz teksty i współtworzysz muzykę do twoich utworów.
Tak, czasami napisanie słów zajmuje mi bardzo dużo czasu, ponieważ brakuje mi bodźca. Każdy artysta tworzy teksty na podstawie swoich przeżyć. Ponoć jest łatwiej pisać o tym co się samemu przeżywa.

Zostałeś laureatem konkursu „Emigranci mają talent” zorganizowanego przez Polskie Radio Londyn i portal elondyn.co.uk.
Zgłosiłem się na ten konkurs dosłownie w ostatniej chwili, a głosowanie trwało już od kilku tygodni. Zająłem wtedy 10 miejsce. Pamiętam, że promowane były przede wszystkim piosenki wykonawców z trzech pierwszych pozycji w klasyfikacji. Pamiętam jak któregoś dnia jadąc do pracy, otrzymałem telefon od organizatorów z informacją,  że zdecydowali się, pomimo tego że uplasowałem się na dalekim miejscu, promować mnie. Dostałem tą szansę i zaśpiewałem podczas uroczystej gali, która odbyła się w legendarnej sali Shepherds Bush Empire w Londynie. Było mi niezmiernie miło, kiedy śpiewając zauważyłem, że kilka osób z publiki śpiewa ze mną. Oznaczało to, że ludzie znali moje piosenki, które przesłałem na konkurs.

Powracając do pobytu w Rzymie, jakie wrażenie wywarły na Tobie Włochy?
Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Jadąc do Rzymu autokarem byłem przez cały czas „przyklejony” do szyby. Chciałem przekonać się, czy rzeczywistość włoska pokrywa się z moimi wyobrażeniami o Włoszech. I tak jest. To piękny kraj.

Czy w związku z Twoim pobytem we Włoszech myślisz już o napisaniu kolejnej piosenki?
Myślę, że przyjdzie moment, że napiszę taki tekst. Muszę jednak „przetrawić” mój pobyt i potem powstanie na pewno na ten temat piosenka.

Czy Twoja twórczość mogłaby "rozwinąć skrzydła" we Włoszech?
Niestety nie znam za dobrze włoskiego rynku muzycznego. Znam i uwielbiam Elisę. Jest to moja włoska bogini. Nie wiem, czy to co robię w tej chwili miałoby szansę zaistnieć we Włoszech. Problemem byłby też język, ponieważ słowa musiałyby zostać przetłumaczone, a przy tym zmienione na włoski lub angielski. Poza tym mój styl muzyczny nie jest jeszcze taki, jak go sobie wyobrażam.

Kiedy możemy się spodziewać Twojej debiutanckiej płyty?
W tej chwili jeszcze nie wiem, mam nadzieję że już niebawem.

Wiele osób pyta, kiedy po raz kolejny przyjedziecie na koncert do Rzymu?
Myślę , że jak najszybciej. Po powrocie z Włoch postanowiłem przygotować sobie specjalną walizkę, która zawsze będzie gotowa na podróż do Italii.

rozmawiała Anna Malczewska

embed video plugin powered by Union Development