Spełniło się moje marzenie o własnym sklepiku - Nasz Swiat
16
N, czerwiec

Polacy we Włoszech

- Praca jako badante nie dawała mi żadnej satysfakcji – mówi bohaterka naszej rozmowy, przedsiębiorcza Polka, która od 2005 roku prowadzi w Bolonii, przy via Giuseppe Massarenti 412,  własną  kwiaciarnię. Jak opowiada udało jej się zrealizować marzenie o prowadzeniu  własnego sklepiku dzięki życzliwości znajomych Włochów i funduszom pozyskanym od państwa włoskiego na rozkręcenie działalności.

Z Genowefą Kamińską rozmawia Danuta Wojtaszczyk

Kiedy przyjechała Pani do Włoch?
Przyjechałam do Włoch pod koniec lat osiemdziesiątych, do pracy w Rzymie jako badante. Miałam wówczas 29 lat, męża i dwoje małych dzieci. W planach było popracować kilka miesięcy, by kupić nowe meble do mieszkania, lepszy telewizor i ogólnie podbudować budżet domowy. 

Jednak ten pobyt bardzo się przedłużył…  Z Rzymu przeniosła się Pani do Bolonii, gdzie 7 lat temu otworzyła Pani własny sklepik. Kiedy wpadła Pani na pomysł otwarcia kwiaciarni?
Przed przyjazdem do Włoch byłam pracownikiem biurowym, nie miałam więc doświadczania w branży handlowej. Kiedy kupowaliśmy w Polsce z mężem nowe mieszkanie, patrzyłam z zachwytem na  projekty  małych sklepików przy nowych osiedlach i wtedy obudziło się  we mnie marzenie, aby w przyszłości też  by mieć taki mały, własny sklepik.

Pomimo, iż nie miałam żadnego doświadczenia w sprzedaży, to jeżdżąc do pracy do Włoch moje marzenie rosło coraz bardziej. Praca jako badante nie dawała mi żadnej satysfakcji i była bardzo ciężka, więc coraz częściej śniłam o pracy na własny rachunek,  która dawałaby mi radość. Zaczęłam więc mówić głośno wszystkim  wokoło o moim marzeniu, aż  pewnego dnia zaprzyjaźnieni Włosi zadzwonili do mnie z informacją, że jest kwiaciarnia do kupienia.

Pojechałam, zobaczyłam, opowiedziałam mężowi przez telefon... i zadecydowałam: kupuję!

Czy procedury związane z otwarciem własnej działalności we Włoszech były skomplikowane?
Nie miałam żadnych problemów z otwarciem mojego sklepiku. Zaraz po tym jak zdecydowałam się na zakup kwiaciarni powierzyłam moje sprawy w ręce CNA (Confederazione Nazionale dell'Artigianato e della Piccola e Media Impresa), która zatroszczyła się w moim imieniu o wypełnienie niezbędnych formalności.

Poprzednia właścicielka sklepu miała zaplanowane zamknięcie swojej działalności na dzień 30 czerwca, czyli 2 miesiące od mojej rozmowy z nią w sprawie kupna.  Oczekując na zwolnienie się lokalu wystąpiłam do państwa włoskiego o pomoc w dofinansowaniu mojej działalności.

Kupiłam kwiaciarnię na własność i otrzymałam wsparcie w ramach rządowego projektu wpierania przedsiębiorczości kobiet-cudzoziemek. 
W sumie dobrze się złożyło, że na przejęcie kwiaciarni musiałam trochę czekać, gdyż potrzebowałam czasu na załatwienia spraw notarialnych i złożenie wypowiedzenia w pracy (na warunkach ustawowych i ugodowych), gdzie zatrudniona byłam jako opiekunka.

Jak wspomina Pani pierwszy okres pracy "na swoim"?

Bardzo miło, chociaż nie zapomnę strachu jaki towarzyszył mi, kiedy sprzedawałam swój pierwszy z życiu bukiet. Wykreować wiązankę na oczach klienta to nie to samo, co podać kostkę masła czy zapakowaną fabrycznie koszulę.
We wrześniu miałam ukończone trzy pierwsze podstawowe kursy na temat kwiatów i od tego momentu nabrałam pewności siebie. Miałam już nie tylko głowę pełną pomysłów, ale też i umiejętności, niezbędne do prowadzenia kwiaciarni. Po dziś dzień, każdy kurs, każde targi kwiatowe, w których uczestniczę dodają  mi odwagi i przynoszą inspiracje na nowe kompozycje.

Napisała Pani na facebooku: „Czuje się tu jak we własnym kraju,  bo Włosi traktują mnie jak swoją siostrę, martwią się o mnie obym nie doznała obecnego kryzysu”? Proszę opowiedzieć coś więcej o tych dowodach życzliwości i solidarności ze strony Włochów.
Włosi stanowią 80 proc. moich klientów. Mój sklepik mieści się w dzielnicy, gdzie znajdują się trzy supermarkety, a jeden z nich  na wspólnym ze mną podwórku,  i wszyscy sprzedają jakieś  tam kwiaty,  i to po cenach mojego zakupu zresztą, jak każdy inny towar. Mimo to okoliczni mieszkańcy wolą przyjść do mnie z różnych powodów… Między innymi po to,  bym nie splajtowała, bym mogła coś zarobić, by pogadać o ciężkim okresie dla wszystkich, by pocieszyć, że będzie lepiej, ale też zwierzyć się ze w swoich problemów.

Jestem otwarta i gadatliwa, może dlatego ludzie do mnie ciągną. Czasami czuję się jak ksiądz spowiednik, bo niejednokrotnie klienci opowiadają mi o swoich bardzo osobistych sprawach. A jeśli na dodatek zdarzy się tak, że któryś z  nich  ma w rodzinie Polkę, jako synową, bratową czy żonę to doznaję życzliwości, serdeczności i poczucia solidarności w zwielokrotnionej formie.
Tak na marginesie dodam, że  bardzo chwalą Polki i są dumni, że mają je w rodzinie. Miło mi słuchać takich pochlebnych wypowiedzi o naszych paniach.

A czy Pani włoscy znajomi i klienci  są ciekawi Polski, naszej kultury i tradycji?
O tak!  Bardzo są ciekawi! Ci, którzy mieli okazję być w Polsce  chwalą się przede mną tym faktem i  z detalami opowiadają  co jedli, jak byli ugoszczeni, co widzieli i jak wdychali nasze świeże, chłodne powietrze. Ponieważ w sklepie mam powieszoną  mapę Polski, to do tego nie omieszkają dokładnie pokazać, które miasta zwiedzili. Ci zaś, którzy do Polski dopiero się wybierają proszą, abym im pokazała, gdzie leży  Kraków, Wrocław, Gdańsk i Mazury.
Kiedyś miałam sporo broszurek o Polsce,  które otrzymałam  w naszym konsulacie. Rozchodziły się one jak świeże bułeczki! Muszę znaleźć trochę czasu i wybrać się do konsulatu po kolejne materiały promujące polską turystykę…

Co Pani najbardziej podoba się we Włoszech i Włochach?
We Włoszech podoba mi się wszystko: ciepły klimat, architektura, jedzenie, język. Na początku mojego pobytu ta specyfika włoskiej mowy,  składająca się ze słów z gestami rąk wywoływała uśmiech na mojej twarzy,  była dla mnie pocieszeniem w smutnych chwilach. Dziś już nie zwracam na to uwagi,  może też dlatego, że bolończycy mniej też gestykulują w stosunku np. do  rzymian.

Włosi jako ludzie są narodem życzliwym, wesołym i bardzo na luzie, chociaż zauważam, że od pewnego czasu są mniej ufni i otwarci wobec cudzoziemców, może dlatego, że  odbierają wzrost imigracji jako „najazd” na ich kraj.

Tęskni Pani za Polską? Za czym najbardziej?

Za polską tęskniłam zawsze wtedy,  kiedy było mi smutno i wtedy kiedy było mi wesoło,  i tak jest do dziś.  Najbardziej tęsknię za mieszkankiem,  które w między czasie kupiliśmy i urządziliśmy, za rodziną, za grzybami i jagodami w lesie, no i przede wszystkim za polską mową na ulicy w sklepach, urzędach... i pięknym miastem Gdańskiem,  z którego pochodzę.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w życiu zawodowym i osobistym.

rozmawiała Danuta Wojtaszczyk

Kwiaciarnia Pani Genowefy Kamińskiej
UN MONDO DI FIORI
Via Giuseppe Massarenti, 412
40138 Bolonia

{gallery}galleries/kaminska{/gallery}