To kryzys zagrał na ich sukces - Nasz Swiat
24
So, sierpień

Polacy we Włoszech

Rozmowa z Arturem Iwanisikiem i Grażyną Żabską, właścicielami agencji grafiki reklamowej Design & Print w Anagni, miasta leżącego 50 km od Rzymu, którzy po wielu latach pracy dla kogoś, zdecydowali się zaryzykować i otworzyć własny biznes.

Artur IwanisikArtur przyjechał do Włoch ponad 20 lat temu. Dotarł do Rzymu po 13 dnia podróży, przekraczając nielegalnie granice kilku państw europejskich aż sześć razy i zwiedzeniu w międzyczasie 28 większych i mniejszych miast. Przez te wszystkie lata na emigracji wykonywał wiele różnych prac: od mycia szyb po ogrodnika, od sprzątaczki po murarza, od hydraulika po kierowcę, od pizzaiolo po kierownika hurtowni, od ferraiolo po grafikę reklamową.
Grażyna wyjechała z kraju w 1993 roku. Do tej decyzji zmusił ją ciągły brak pieniędzy. W Polsce pozostawiła czwórkę dzieci, które dojechały do niej dopiero po 5 długich latach. Jej początki we Włoszech były bardzo ciężkie, ponieważ nie znając języka nie mogła przebierać w ofertach pracy.

Wspólny początek
Poznali się 4 lata temu. Grażyna już od 16 lat nie żyła ze swoim mężem, a Artur był w separacji od ośmiu.
- Kiedy się poznaliśmy Artur zajmował się wtedy grafiką reklamową. Pracował w Rzymie na zajezdniach ATAC (transport publiczny) przy dekoracji autobusów. Jego praca była bardzo dobrze płatna, ale też bardzo ciężka, a przy tym pochłaniała wiele czasu. Musiał być do dyspozycji firmy, zarówno w dzień jak i w nocy, w niedziele i święta – wspomina Grażyna. – Widywaliśmy się zaledwie po kilka godzin dziennie, a czasami wcale. 
- Nie można było zbudować nowego, trwałego związku, widząc się tylko przez dwie, trzy godziny dziennie. Dlatego też w pewnym momencie postanowiłem rzucić pracę i otworzyć agencję grafiki reklamowej – opowiada Artur i dodaje – już rok wcześniej kupiłem ploter do cięcia winylu i termoprasę do koszulek i czapek.

Na swoimGrażyna Żabska
W rozmowie przyznają, że „pieniędzy na rozpoczęcie działalności nie mieli prawie wcale”, ale Artur miał „wiele chęci i optymizmu”. Przez ponad półtora roku pracował w domu, jeżdżąc do klientów w poszukiwaniu zleceń.  Dopiero dwa lata temu ich sytuacja uległa zmianie, dzięki pomocy finansowej ze strony mamy Artura. Wtedy też postanowili wynająć lokal na firmę.
- Lokal był w opłakanym stanie, remont wykonaliśmy własnymi silami, z pomocą Michała, najstarszego syna Grażyny – wspomina Grażyna, a Artur dodaje - wydatki związane z remontem i otwarciem agencji pochłonęły wszystkie pieniądze i praktycznie zaczynaliśmy kolejny raz wszystko od zera. 
W 2011 roku mama Artura ponownie zrobiła im prezent w postaci plotera do druku, dzięki czemu nie muszą już korzystać z serwisów zewnętrznych. Skrócił się w ten  sposób  czas oczekiwania dla klientów, podniosła się jakość produktów i trochę zarobki.

Oszczędność – Czas – Wysoka jakość
Otwarcie firmy we Włoszech nie jest trudne, o wiele cięższe jest zdobycie zaufania klientów do firmy prowadzonej przez cudzoziemców. Polakom udało się ich zyskać dzięki kryzysowi, ponieważ jak stwierdza Artur „klienci coraz częściej zaczynają patrzeć, gdzie mogą zaoszczędzić, mieć pracę wykonaną szybko i solidnie.
- W małych miasteczkach, takich jak Anagni, ludzie nie maja zaufania do Włochów pochodzących z innych regionów, a co dopiero mówić o obcokrajowcach. Poza tym istnieją jeszcze układy, znajomości, powiązania rodzinne – przyznaje Grażyna.
Oszczędność – Czas – Wysoka jakość: na tych punktach bazuje się działalność Design & Print.  

Czy warto?
Nasi bohaterowie postanowili zaryzykować, nie chcieli do końca życia pracować dla kogoś. Postawili wszystko na jedną kartę. Czy było warto?
- Ogromna trudność na jaką natknęliśmy się to przede wszystkim potrzebne na otwarcie tego typu firmy nakłady finansowe. Nie przestraszyły nas formalności, związane z rozpoczęciem działalności gospodarczej, bo na to naprawdę niewiele potrzeba. Ogromnym problemem był brak pieniędzy na zakup urządzeń, tonerów, tuszy, itd. Poza tym na samym początku dostawcy nie mieli zaufania do nowopowstałej spółki – tłumaczy Artur - zwłaszcza w okresie kryzysu w jakim żyjemy - dodaje.
- Przez ponad półtora roku musieli płacić za wszystkie zamówienia z góry lub przy odbiorze. Dopiero w tym roku kilku dostawców pozwala nam na płacenie po 30 lub 60 dniach. O bankach czy innych instytucjach szkoda nawet wspominać. Nie można liczyć z ich strony na żadną pomoc  - stwierdza Grażyna.

Naszymi klientami są także Polacy
- Nasi klienci to głównie Włosi, chociaż jednym z najlepszych jest firma , której właścicielem jest Rumun. Od tego roku, dzięki współpracy z polskim duetem M&M Events oraz Naszym Światem dołączyli do ich grona również polscy przedsiębiorcy – mówią uśmiechnięci.

Ich marzenia
Artur i Grażyna marzą o tym, by ich firma rozwinęła się na tyle, aby mogli zatrudnić kogoś do pracy. W tej chwili poświęcają temu zajęciu po 10-12 godzin dziennie. Oboje bardzo lubią podróżować, kochają naturę i pracę w ogrodzie, dlatego ich największym marzeniem w tej chwili jest znalezienie trochę czasu na te drobne przyjemności.

Anna Malczewska

Firma Design & Print zajmuje się drukiem wizytówek, ulotek, plakatów, posterów (również na papierze fotograficznym). Można w niej zamówić banery, flagi, nalepki, obrazy na płótnie Canvas, tapety na ściany z dowolnym nadrukiem. Oprócz tego wykonują różnego rodzaju szyldy, tablice informacyjne, wyklejają witryny sklepowe oraz dekorują pojazdy. Od niedawna zajmują się także personalizacją wnętrz, mebli, ścian i parkietów. Realizują również termotransfery na koszulki, czapki, torby oraz gadżety reklamowe.
Firma ma również swój sklep na portalu Ebay, a już niedługo zamierzają rozwinąć e-commerce na swojej stronie internetowej www.designprint.eu.

{gallery}galleries/artur{/gallery}