Mam apetyt na życie - Nasz Swiat
23
So, wrzesień

Polacy we Włoszech

Rozmowa z Marzeną Rybą, polską pielęgniarką i fotografem.


Z zawodu pielęgniarka, z zamiłowania fotograf. Z Marzeną Rybą – laureatką tegorocznego Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Kulinarnej w kategorii AMATORZY, od wielu lat mieszkającej we Włoszech rozmawia Anna Malczewska.

Kiedy przyjechała Pani do Włoch i jaki był powód przeprowadzki?
Do Italii przyjechałam po raz pierwszy zaraz po maturze w 2001 roku, jak większość z nas, w celach zarobkowych. Chciałam być osobą niezależną finansowo. Na początku zatrudniłam się przy zbiorach truskawek nieopodal Werony, w kolejnych latach przyjeżdżałam do pracy na tzw. „stałkę” lub sprzątałam we włoskich domach. Następnie zdecydowałam się na podjęcie studiów na Uniwersytecie w Padwie, po których zostałam pielęgniarką.

Porozmawiajmy o pasjach, jedną z nich jest robienie zdjęć. Robi Pani zdjęcia żywności, dlaczego zdecydowała się Pani na ten rodzaj fotografii?
Jedzenie to bardzo wdzięczny obiekt do fotografowania, nie rusza się, nie płacze, nie jest mu gorąco, nie trzeba się umawiać na spotkanie, angażować makijażystki, stylistki, poszukiwać modelki, a do tego potrzebuje bardzo mało miejsca. (śmiech)
Czyż nie jest to idealny obiekt, dla kogoś kto ciągle żyje na walizkach, jak ja? Trudno mi określić dokładnie moment, w którym zaczęłam fotografować żywność, ale jest on związany z czasem od kiedy stałam się pielęgniarką.

Moja pierwsza praca w tym zawodzie, wcale nie była taka jak sobie wyobrażałam, zamiast kilku pacjentów na pielęgniarkę na dyżur, przypadało około 20 w dzień i 30 w nocy i to w dodatku na oddziale neurologicznym. Brak czasu na odpowiednie zajęcie się wszystkimi pacjentami, sprawiał, że bardzo to przeżywałam emocjonalnie, chciałam dawać jak najwięcej z siebie, zaangażowałam się tak mocno w tę pracę, że moje życie prywatne praktycznie nie istniało, dom służył mi tylko spania, a na spotkania z przyjaciółmi i wychodzenie nie miałam ani ochoty, ani sił. Od dziecka jedzenie przynosiło mi radość, więc zaczęłam w wolnych chwilach gotować i robić zdjęcia, najpierw kompaktem, potem lustrzanką i tak oto historia się zaczęła… w jedzeniu szukałam kontrastu dla ludzkiego cierpienia i bezsilności, na którą patrzyłam każdego dnia, no i oczywiście ogromnym plusem jest wygoda robienia zdjęć w domu, nawet z podkrążonymi oczami po nocnym dyżurze, bez makijażu i takich tam dress codów, kiedy wychodzi się w plener, czy do ludzi.

Domowe babeczki. Fot. Marzena Ryba
Domowe babeczki. Fot. Marzena Ryba



Czy fotografowanie żywności jest łatwe? Proszę zdradzić tajemnicę w jaki sposób udaję się Pani w tak bardzo apetyczny sposób pokazać nawet najprostsze, niewyszukane dania, czy produkty?
Fotografowanie żywności samo w sobie nie jest trudne, choć to też czasem zależy od obiektu, nie wszystko jest fotogeniczne, ale można dołożyć wszelkich starań by takie się stało, jeśli odpowiednio zajmiemy się kompozycją potrawy na talerzu i scenerii w jakiej chcemy ją pokazać. Tzw. stylizacja jedzenia jest dla mnie podstawowym sekretem dobrej fotografii kulinarnej i wcale nie musi to oznaczać mega drogiej zastawy czy suto zastawionego stołu, a np. listek świeżej mięty, kilka ziarenek pieprzu, warzywa w tle, ręka trzymająca łyżkę, ściereczka pod talerzem, itd.

Jak ja robię moje zdjęcia? Po pierwsze kocham jedzenie, jestem niesamowicie wdzięczna losowi, że żyje w takich czasach, że jest ono na wyciągnięcie ręki, że nie trzeba stać w kilometrowych kolejkach i liczyć kartek, jak to było wcale nie tak dawno temu. Cieszę się z każdego kawałka chleba, zerwanego jabłka, pięknych owoców, ciągnącego się sera. Jedzenie obdarzam szacunkiem i miłością. Zamykam oczy i pozwalam sobie czuć emocje, a te swoją drogą są dla mnie inspiracją do zdjęć, pomysły same przychodzą mi do głowy, widzę obrazy, które potem staram się zachować na dłużej dzięki fotografii. Natomiast jeśli zdjęcie robię dla kogoś, staram się zawsze wczuć przede wszystkim w potrzebę takiego zdjęcia i jaki wizualny przekaz ma pójść w świat? Czy ma zaprezentować ładnie produkt, czy ma wywołać emocje związane z domem, ucztą w gronie rodziny, uśmiech, dylemat, a może zachęcić do dyskusji?

Jeśli chodzi o sekrety praktyczno-techniczne to wbrew pozorom nie jest to tylko aparat, owszem jest on podstawowym i najważniejszym narzędziem pracy fotografa, ale nawet kompaktem można zrobić dobre zdjęcie, nie będzie ono miało wielkiej głębi ostrości jaką daje lustrzanka, ale jeśli zadbamy o odpowiednią stylizację i światło możemy wyeksponować pięknie każdy produkt. Najlepsze światło do fotografii kulinarnej to godziny poranne i wieczorne, takie do 2 godzin po świcie i przed zachodem słońca. Fotografowanie w samo południe jest bardzo ciężkie, ale jeśli nie mamy wyboru, bo akurat w samo południe podajemy do stołu potrawę, której nie sposób odtworzyć w godzinach porannych to próbujemy mimo wszystko, pamiętając, żeby potrawy nie wystawiać na słońce, przygotować odpowiednią scenerię w cieniu, ustawić ją tak by światło wpadało z tyłu lub z boku niej, jeśli przód jest niedoświetlony, odbijamy światło białą kartką, lusterkiem lub folią aluminiową (mowa oczywiście o warunkach amatorskich, profesjonaliści użyją softboxów, blend lub innych gadżetów).

Polskie maliny. Fot. Marzena Ryba
Polskie maliny. Fot. Marzena Ryba



W czerwcu zajęła Pani I miejsce w II Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Kulinarnej w kategorii AMATORZY. Co znaczy dla Pani to wyróżnienie? Czy po raz pierwszy brała Pani udział w tego rodzaju konkursie?
Tak, to był mój pierwszy konkurs fotograficzny, w którym brałam udział i w sumie trafiłam na niego przypadkiem. Śledząc na portalu społecznościowym FanPage Olympusa, pokazał mi się w aktualnościach slogan „nieważne czy umiesz gotować, ważne, że umiesz fotografować”, był on dla mnie swego rodzaju wyzwaniem. Poddać się ocenie wykwalifikowanej jury, zmierzyć z innymi to chyba był znak od losu, że już czas na kolejny krok do przodu. Poza tym marzyłam o małym, wysokiej jakości aparacie, jaki sponsorował w konkursie Olympus, by móc zabierać go ze sobą. Mojego Canona kocham nad życie, ale jest za ciężki, by nosić go wszędzie za sobą.

Tematem AMATORÓW było jajko. Można je było zinterpretować dowolnie. Pomysł na zaprezentowanie jajka wpadł mi od razu do głowy, gorzej  było z jego z realizacją. Wybrałam jajko przepiórcze. Było małe i gubiło się na każdym naczyniu jakie wyciągałam. W pewnym momencie mój kącik fotograficzny przypominał bazar staroci, a dobrego zdjęcia nadal brakowało. Kiedy po kilku godzinach zmieniania scenerii miałam się już poddać, moim oczom ukazały najzwyklejsze przezroczyste kieliszki i to był strzał w 10-tkę, dały mi przezroczystość i przestrzeń, jakiej potrzebowałam by wyeksponować jajko tak, jak sobie wymyśliłam.

Za tę fotografię Marzena Ryba została nagrodzona I miejscem w II Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Kulinarnej w kategorii AMATORZY

 

II Ogólnopolski Konkurs Fotografii Kulinarnej to dla mnie jedno z tych przeżyć, które na zawsze zostanie w pamięci. To wydarzenie dzięki któremu, poczułam się pewniej i wyszłam ze swoimi zdjęciami do ludzi, zaczęłam się nimi dzielić na Facebooku, publikować w sieci. Do tej pory nie traktowałam mojego hobby tak poważnie. Teraz wiem, że fotografowanie jedzenia może cieszyć oczy nie tylko moje, ale i innych, może też być inspiracją dla innych pasjonatów fotografii kulinarnej.

Lubi Pani także gotować. Proszę podzielić się z naszymi czytelnikami jednym z swoich przepisów.
Uwielbiam gotować i jeść. Bardzo chętnie podzielę się przepisem na moją zmodyfikowaną Parmigianę z bakłażanów. Mamy jeszcze lato, więc idealnie sprawdzi się na piknik czy na plażę. Zamiast smażyć melanzane w oleju, opiekam je w piekarniku, dzięki czemu wydobywam z nich cały smak, a przy tym pozostają dietetyczne, do tego mam mały sekrecik: zamiast szynki, smażę kilka cieniutkich plasterków boczku na chipsy, następnie kruszę je na kawałki i posypuje nim warstwy bakłażanów.  Wystarczy odrobina by nadać im niesamowity smak.

Składniki na 3 porcje
3 dorodne bakłażany
ok. 80 g parmezanu
6 cieniutkich plasterków boczku
1 mozzarella (ok.100-125g)
1 mała cebulka
200 ml pomidorów z puszki lub passaty pomidorowej
1 łyżeczka soli, cukru
kilka listków bazylii
oliwa do skropienia
forma do pieczenia – najlepiej keksówka

Przygotowanie
Opiekamy bakłażany, tj. kroimy na plastry o grubości 0,5 cm, posypujemy odrobiną soli, parmezanu, skrapiamy oliwą i pieczemy 15 minut w 200 stopniach lub do lekkiego zarumienienia. Następnie przygotowujemy sos pomidorowy: podsmażamy cebulkę, dodajemy passatę pomidorową, sól, cukier i dusimy na wolnym ogniu 15-20 minut. Na końcu aromatyzujemy bazylią (kilka listków). Boczek podsmażamy na rumiano, osuszamy na papierze kuchennym, a kiedy wystygnie- chrupiący kruszymy na kruszonkę. Mozzarellę odciskamy z wody i kruszymy w rękach. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia. Przekładamy na przemian warstwy bakłażanów, sosu pomidorowego, posypujemy parmezanem, skruszonym boczkiem i mozzarellą i tak aż do wykończenia warstw. Zapiekamy przez ok. 30 minut w 200°C (wierzch musi się lekko zarumienić). Czekamy aż trochę przestygnie i podajemy.

Uczta dla oczu i żołądka: Parmigiana Marzeny Ryby



Czy chciałaby Pani wystawiać swoje zdjęcia, czy Polacy we Włoszech będą mieć okazję zobaczyć gdzieś Pani smakowite zdjęcia?
Wystawa – hmm, to brzmi tak dostojnie, na razie chyba jeszcze nie czuję się na siłach, by zorganizować taki event, ponieważ wciąż się uczę i zdobywam doświadczenie, ale kto wie może kiedyś. Na dzień dzisiejszy zapraszam wszystkich czytelników na mojego facebooka Fotografia i kuchnia, tam dzielę się każdym nowym zdjęciem. Wszystkie moje zdjęcia są naturalne, potrawy, warzywa, wędliny – ja ich nie marnuje, ja je potem jem, nie używam też żadnej obróbki graficznej, nie miałabym do tego cierpliwości, ani czasu.

Włoski przysmak: szynka i melon. Fot. Marzena Ryba

Włoski przysmak: szynka i melon. Fot. Marzena Ryba

Proszę jeszcze zdradzić kim jest Marzena Ryba oprócz pielęgniarki i fotografa?
Hm, jestem skromną osobą, trochę skrytą, ale kochającą ludzi i świat wokół, wdzięczną za życie i za każde zdarzenie, nawet te przykre, bo one doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym jestem dzisiaj. Kiedyś obwiniałam się, że być może źle wybrałam i nie daję rady emocjonalnie w moim zawodzie, ale to dzięki niemu zaczęłam fotografować i wiem, że to doświadczenie było mi potrzebne, by poszukiwać piękna i dobrej strony życia.

To najsmaczniejszy portret Naszego Świata jaki kiedykolwiek wykonano! Fot. Marzena Ryba.
Pani Marzenie za tę przemiłą niespodziankę dla zespołu redakcyjnego i czytelników serdecznie dziękujemy!

 

rozmawiała Anna Malczewska