Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
23
So, wrzesień

3 kwietnia br. w lokalu Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP w Rzymie,  mieszczącym się w samym sercu Wiecznego Miasta przy placu Weneckim, mali Polacy i ich włoscy przyjaciele podczas zorganizowanych przez szkołę warsztatów własnoręcznie lub z pomocą rodziców ozdobili pisanki.

Malowanie jajek okazało się wspaniałą zabawą integracyjną, jako, że z dużą radością wzięli w niej udział rodzice, którzy z rozrzewnieniem wspominali czasy swojego dzieciństwa i tę piękną polską tradycję  rodzinnych przygotowań do  Świąt Wielkanocnych.

Na zakończenie spotkania trud pracy artystycznej wszystkich dzieci został wynagrodzony słodkim poczęstunkiem, przygotowanym przez mamy.

nadesłane przez nauczycieli
Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP w Rzymie

Ania Dondalska przyjechała do Włoch w 2006 roku i właśnie tutaj zaczęła rozwijać swój talent muzyczny. W chwili obecnej wraz z mężem, Carlo specjalizują się w produkcji muzyki Digital. Jednak w przyszłości młoda Polka chciałaby pracować również jako producent.

Przyjechałaś do Rzymu 6 lat temu, ale na początku nie myślałaś żeby zostać tu na stałe. Przesądził jednak o tym zabawny epizod.
(Śmiech) To długa i zarazem zabawna historia. Miałam wykupiony bilet do Rzymu tylko w jedną stronę. Przyjechałam do Wiecznego Miasta dokładnie w dzień finału 18 Mistrzostw Świata w piłce nożnej, który oglądałam na Circo Massimo razem z milionem osób ubranych w stroje kąpielowe. Po wygranej Włoch z Francją  świętowałam zwycięstwo „azzurri” kąpiąc się w Fontanna Di Trevi.
Pomyślałam wtedy, że mój pobyt zapowiada się bardzo interesująco. Do tej pory moi przyjaciele żartują, że jestem zwolniona z tradycji wrzucania monet do fontanny, bo sama się w niej wykąpałam i zostałam we Włoszech na stałe.

Ale  przecież nie miałaś osiedlić się w Italii, tym bardziej że gorący klimat nie odpowiada ci zbytnio. Jednak ktoś sprawił, że pokochałaś Włochy…
Wolę zimne, deszczowe kraje. Tam czuję się najlepiej. Powodem przyjazdu tutaj był Carlo, dzisiaj mój mąż,  z którym po rocznej znajomości i jego comiesięcznych podróżach do Polski zdecydowałam się wreszcie przyjechać do Bel Paese. Muszę przyznać, że nie było łatwo mieszkać osobno przez tyle czasu i musiałam podjąć konkretny krok.
Zakochałam się w Rzymie, ale nie od samego początku. Wyobrażałam sobie Wieczne Miasto trochę inaczej. W tym wielkim mieście, z taką ilością mieszkańców, czułam się przerażona i słaba. W chwili obecnej, po latach życia w Rzymie wydaje się to zabawne, ale na początku naprawdę nie było mi łatwo. Teraz prowadzę normalne życie, mam naprawdę dużo przyjaciół i jestem tu szczęśliwa.

Powróćmy jednak do Torunia, kiedy poznałaś swojego obecnego męża. Wasze pierwsze spotkanie było przypadkowe, ale drugie okazało się  jeszcze bardziej niesamowite.
Z Carlo poznaliśmy się w Toruniu, moim rodzinnym mieście. Był on w trakcie wakacyjnej podróży z kolegą. Spotkaliśmy się w jednym z lokali w centrum miasta. To on zaczepił mnie zaraz po moim wejściu.
Porozmawialiśmy chwilkę, ale to było wszystko. Nie wymieniliśmy się numerami telefonu, więc tak się skończyło nasze spotkanie. Nie mieliśmy żadnego kontaktu ze sobą, więc nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek się jeszcze zobaczymy. Po 2 tygodniach wybrałam się z grupką przyjaciół na wspólną kolację do centrum Torunia. Był to w środek tygodnia, więc każdy z nas chciał szybko wrócić do domu,  żeby wypocząć przed kolejnym dniem pracy. Po kolacji wybraliśmy się do pubu, w którym serwują wyśmienitego Guinnessa. Gdy dotarłyśmy na miejsce przed wejściem zobaczyłam uśmiechających się z daleka Carla z kolegą. Pomyślałam wtedy „co oni mogli robić 2 tygodnie w tym małym mieście?”. Okazało się, że wrócili z długiej podróży, której celem było Oslo w Norwegii.  W drodze powrotnej zdecydowali się zatrzymać w mieście, w którym bawili się najlepiej i był to Toruń. Zjawili się w pubie dosłownie 5 minut przed moim przyjściem.

Można powiedzieć, że los sprzyjał waszej miłości.
Tak, zdarzyło nam się jeszcze kilka nieoczekiwanych momentów, w które do dzisiaj ciężko jest nam uwierzyć, ale niech zostanie to między mną a Carlo.    

Powróćmy do ciebie. Grasz na wielu instrumentach, komponujesz muzykę i realizujesz DJ set. Kiedy zainteresowałaś się muzyką elektroniczną, Trance Progressive?
Gram na pianinie, gitarze i na skrzypcach, chociaż ten ostatni jest bardzo trudnym instrumentem. W chwili obecnej komponuję muzykę i realizuję DJ set, używając innego rodzaju instrumentów, jak synthesizer (syntezator) i controller.
Muzyką elektroniczną interesowałam się już w latach dziewięćdziesiątych. Moim idolem był Paul van Dyk. W tych czasach większość moich znajomych słuchała rocka, a ja dzięki również mojemu bratu (który w domu słuchał muzyki TRANCE przeważnie na cały regulator) jako jedna z pierwszych zaczęłam uczęszczać do klubów muzyki electro (EDM).

Czyli Carlo poślubiając ciebie, skazany był na pokochanie także tego rodzaju muzyki?
Zaraziłam Carla moją kolekcją płyt winylowych z muzyką house i trance. No i udało się, w tej chwili komponujemy razem.

I w 2010 roku stworzyliście razem projekt Wireframes.
Projekt koncentruje się na wspólnej pasji do muzyki elektronicznej, Trance Progressive, jak również DJ Set. Narodził się on bez jednoznacznego odniesienia muzycznego. 
Tworzymy muzykę w stylu innowacyjnym, którego rezultatem jest organiczny mix rytmicznych struktur oraz zmiennych, owijających się hipnotycznych harmonii, uzupełnionych żeńskim i męskim wokalem.
Ja ze swojej strony zawsze kochałam muzykę i od zawsze życzyłam sobie mieć zespół muzyczny taki jak Wireframes. Wcześnej grałam w innym zespole, lecz nie spełniało to moich oczekiwań i miałam ograniczone miejsce na kreowanie. Nie chciałam tylko "grać"...chciałam tworzyć.
Obecnie specjalizuję się w produkcji muzyki Digital, a w przyszłości chciałabym pracować również jako producent.

We wrześniu ubiegłego roku ukazał się wasz debiutancki album „Keep Your Eyes On The Stars" wyprodukowany przez rosyjską wytwórnię ScentAir Records. Dlaczego zdecydowaliście się na produkcję płyty w Rosji?
To nie był nasz wybór. Grupa Wireframes była aktywna od prawie roku. W momencie kiedy dostaliśmy tę wspaniałą propozycję od rosyjskiej wytwórni płytowej ScentAir Records.
Rosja jest krajem z innowacyjnymi, awangardowymi trendami muzycznymi, więc byliśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z wytwórnią z tego kraju i z promocji naszej debiutanckiej płyty "Keep Your Eyes On The Stars".
Na płycie można znaleźć utwory elektroniczne up tempo jak również utwory spokojne, klasyczne .Muszę powiedzieć z radością, że płyta jest odbierana bardzo pozytywnie.

Kilka razy zagrałaś na imprezach dla Polaków we Włoszech, wcześniej grałaś tylko dla włoskiej publiczności, która według Ciebie odbiera Cię lepiej?
Emocjonujące jest granie dla włoskiej jak i polskiej publiczności, są jednak publicznością bardzo zróżnicowaną.
Włosi mają opinię ludzi bardzo otwartych. Na koncerty nowych grup zwykle  przychodzą zaciekawieni, ale też nieufni.
Natomiast Polacy, którzy pozornie są bardziej chłodni od Włochów na koncertach okazuje się, że są ludźmi pełnymi energii i potrafią się naprawdę świetnie bawić! Realizowanie setów dla publiczności polskiej nie należy do prostych, ponieważ bawić się przychodzą osoby w różnym wieku, dlatego trudno zadowolić wszystkich. Ja staram się jednak wszystkich porwać do tańca.

Czy w chwili obecnej pracujesz wraz z Carlo nad nową płytą?
Nagrywamy bardzo dużo nowych utworów i setów, które nazywamy "PROGRESSION" i myślimy, że w drugiej połowie bieżącego roku ukaże się nasza kolejna płyta.

Życzę ci Aniu samych sukcesów i czekamy na wasz kolejny album.
Dziękuje.

rozmawiała Anna Malczewska


embed video plugin powered by Union Development

Grzegorz Bieda Stabach jest młodym raperem. We Włoszech mieszka od trzech lat. Przeprowadził się do La Spezia wraz z rodziną, która zmuszona była do opuszczenia Polski z powodów ekonomicznych. Kilka dni temu ukazała się jego najnowsza płyta "Bieda - W moich oczach”. Jego poprzedni projekt nosił tytuł "Bieda - Witam W Rzeczywistości". W swoich utworach ukazuje problemy dzisiejszej młodzieży oraz dorosłych. Wielki nacisk kładzie w tekstach także na politykę, która według niego „niszczy całe nasze otoczenie i społeczeństwo”.

Grzegorz Bieda StabachGrzegorz rapuje w tej chwili tylko po polsku, ponieważ z włoskim ma jeszcze trochę problemów i nie umie w tym języku wyrazić swoich odczuć. Przyjechał z Gorlic i osiadł wraz rodziną w La Spezia. Pomimo tego, że we Włoszech mieszka od zaledwie trzech lat, dzięki muzyce udało mu się znaleźć wielu przyjaciół Włochów. Od Polaków nie stroni, wręcz przeciwnie, jest otwarty na każdą inicjatywę naszych rodaków.

- To dziwne, ale odkąd tutaj przyjechałem nigdy nie zostałem źle potraktowany przez Włochów. Natomiast jeżeli chodzi o Polaków, przypięli mi natychmiast łatkę  ćpuna, dilera i wyrokowca, a to dlatego że jestem raperem – mówi Grzegorz i dodaje – Ci ludzie przecież mnie w ogóle nie znają, a osądzają mnie jedynie po wyglądzie. To, że ubieram się na skejta nie oznacza, że jestem bandytą.

Rap od małego interesował Grzegorza. Jego pierwsze nagranie „Bieda – Pamiętam” powstało w 2010 roku. Mówiło ono o tęsknocie do Polski, kumpli i osiedla.

W swoich kawałkach Bieda pragnie przekazać rzeczywistość, którą widzi na co dzień. W swoich utworach ukazuje problemy młodzieży oraz dorosłych. Wielki nacisk kładzie w tekstach także na politykę, która według niego „niszczy całe nasze otoczenie i społeczeństwo. Wystarczy tylko popatrzeć realistycznie na to, co nas otacza – bezdomni, głodni, choroby… Nie ma skutku bez przyczyny."

Grzegorz ma zaledwie 22 lata, a w utworach przekazuje wiele ważnych przesłań. Alkohol, narkotyki, młodzi ludzie, którzy się staczają.

- Niestety, ale to jest prawda tej rzeczywistości. Wielu młodych ludzi sięga po alkohol, narkotyki, staczają się na dno, nie patrząc w przyszłości, marnują swoje życie.  W moich kawałkach jest część mojego życia – przyznaje Polak – popełniłem wiele błędów, ale w odpowiednim momencie zrozumiałem, że nie warto marnować sobie życia. Wielu ludzi pakuje się w problemy, a zamiast iść w ich stronę, trzeba uciekać od nich. Trzeba iść w stronę marzeń, nie patrzeć na przeszłość, ale w przyszłość – dodaje.

Wszystkie teksty pisze sam Grzegorz, słowa jego utworów są ciężkie, wypowiedziane ze złością, ale i dobitne.

- Hip Hop jest czymś, co mnie cieszy i daje satysfakcję. Muzyka jest moją miłością. Pozwala mi uwolnić z siebie złość, emocje i to jest mocniejsze niż narkotyk. Mam nadzieję, że może ktoś, kto jeszcze drogi nie znalazł, znajdzie ją u mnie w piosenkach - stwierdza - Teraz bardzo dużo młodych szuka sensu w muzyce rap. Każdy z nas musi mieć wiarę i siłę do walki, trzeba jedynie udowodnić sobie, że potrafimy. Jestem w 100% zadowolony z siebie. Moje marzenie już zostało zrealizowane i życzę każdemu, żeby osiągnął swój życiowy cel.

Już niedługo Polacy mieszkający w Rzymie i okolicach będą mieć okazję poznać Grzegorza i jego muzykę. 8 kwietnia w BarKabar w Ostii odbędzie się polska dyskoteka wielkanocna, podczas której młody raper zagra kawałki z nowej i starej płyty.

- Bardzo się cieszę, że będę mógł wystąpić przed Polakami. Z tej okazji postanowiłem także napisać nowy utwór o emigracji, o tym, żeby się nie poddawać, że trzeba walczyć o lepsze życie. Polska zawsze będzie w sercu i nie ma co się pogrążać, że rodzina jest daleko, ponieważ ona pamięta i myśli o tobie.

rozmawiała Anna Malczewska

 

embed video plugin powered by Union Development

27-letnia gdynianka, Amandha Fox postanowiła startować w najbliższych wyborach administracyjnych na stanowisko burmistrza Taranto.  Jej decyzja może wywołać zarówno wielkie zainteresowanie, jak i oburzenie. Jednak Polka wierzy, że dzięki programowi wyborczemu, może zmienić oblicze miasta.

Amandha Fox / foto: Wilson Gomez,  Marco MinelloAmandha Fox przyjechała do Włoch ponad 6 lat temu. Swoje pierwsze kroki w Italii stawiała w night clubach w Toskanii i Reggio Emilia, jak tancerka lap dance.
-  Od zawsze marzyłam o pracy tancerki lap dance, dlatego też było mi łatwo znaleźć pracę we włoskich świątyniach nocnej rozrywki – mówi Amandha – jeżeli chodzi o porno, muszę przyznać, że uwielbiam pokazywać moje ciało i nie neguję, że w moim życiu miałam więcej mężczyzn, niż włosów na głowie. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że dlaczego by nie spróbować swoich sił w branży porno.

Kilka miesięcy temu gazeta Nuovo Quotidiano di Puglia opublikował obszerny artykuł na temat możliwej kandydatury Fox na fotel burmistrza.  Slogan wyborczy młodej Polki brzmi: „Taranto, obudź się”. W swoim programie Amandha ogłasza chęć „zdobycia wszystkich, zanieczyszczających środowisko gigantów przemysłowych oraz terenów należących do włoskiej marynarki wojennej, aby oczyścić Taranto”. Jej przepisem na powodzenie jest stworzenie odpowiednich możliwości rozwoju turystyki dla elit, poprzez budowę mini kasyn i hoteli, restauracji i lokali rozrywkowych, takich jak kluby nocne. Oprócz tego, kandydatka chciałaby stworzyć międzynarodową imprezę „Taranto Sex”, która odbywać by się miała dwa razy do roku.

Ale jak to się stało, że gwiazda porno zaczęła myśleć o wejściu do polityki?
- Będąc na kolacji w jednej ze znanych restauracji Taranto, wybitny polityk zapytał mnie wprost: „dlaczego taka piękna kobieta nie stara się o zdobycie stanowiska burmistrza miasta przemysłowego Włoch?” – kontynuuje Fox.

Czy młodej Polce uda się przekształcić Taranto we Włoskie Las Vegas?
- Jeżeli zostanę wybrana na burmistrza miasta, pokaże, że wszystko, o czym mowa w moim programie wyborczym zostanie zrealizowane - stwierdza.

Jej decyzja może wywołać zarówno wielkie zainteresowanie, jak i oburzenie. I tak też się stało na początku.
- Taranto jest miastem, gdzie odczuwa się ogromny wpływ kościoła katolickiego. Dlatego też na początku mieszkańcy chłodno przyjęli moją kandydaturę, ale teraz każdego dnia otrzymuję mnóstwo e-maili, w których ludzie wierzą we mnie – przyznaje Polka.

Kandydatura Amandhy może oburzyć także wielu Polaków, mieszkających we Włoszech. Jednak, jak sama przyznaje „moi rodacy poinformowali mnie poprzez facebook, że są gotowi do tego, by mnie wspierać”.

Plany Polki są ambitne, ale czy nie spowodują wzrostu zorganizowanej przestępczości, prostytucji i handlu ludźmi?
- Taranto jest miastem, w której już od dawna istnieje problem zorganizowanej przestępczości, ale wynika to z faktu, że jeden młody człowiek na dwóch jest bezrobotny. Jeżeli chodzi o imigrantów, są oni od wielu lat nagminnie wykorzystywani przy zbiorach owoców na naszych terenach – stwierdza Fox.

Według danych ISTAT, na początku 2011 roku w Taranto mieszkało legalnie 129 obywateli polskich, kandydatka na stanowisko burmistrza „nie myślała do tej pory o zorganizowaniu kampanii wyborczej w języku polskim”.

Objęcie stanowiska burmistrza miasta jest nie małym wyzwaniem, ale Amandha nie ma zamiaru zrywać z jej dotychczasowym zajęciem.
- Moja praca związana jest z rozrywką dla dorosłych i pozwoliła mi poznać się we Włoszech, więc nie sądzę, że zrezygnuje z niej dla polityki.

Niestety Amandha nie udzieliła odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób otrzymała obywatelstwo włoskie, stwierdziła jedynie, że „jest to pytanie bardzo osobiste i będąc gwiazdą porno jest w pewien sposób dziewczyną wszystkich swoich fanów”.

rozmawiała Anna Malczewska

Rozmowa z Justyną Dehmel, polską artystką w Rzymie.

Poznanianka, rocznik 1975. Ukończyła z wyróżnieniem architekturę wnętrz w „Academy of Visula Arts” w Poznaniu. Dyplom studiów wyższych zdobyła pod kierunkiem Remigiusza  Korcza, uzyskując specjalizację renowacja dzieł sztuki i pozłotnictwo. Wystawiała swoje prace  m.in. w Holandii, Niemczech, Szwajcarii, Włoszech i oczywiście w Polsce.

W Wiecznym Mieście mieszka od 2004 roku, do którego przybyła, aby pogłębić swoją wiedzę z historii sztuki. Podjęła współpracę z galerią sztuki „Arte in cornice” i wieloma antykwariuszami. W latach 2005-2007 wystawiała swoje obrazy w kilku rzymskich lokalach, m.in. „La Bain” i „Level”.  Jej prace tak spodobały się włoskim gościom, że wszystkie zostały sprzedane.

W 2008 roku zorganizowała wystawę w samy sercu Wiecznego Miasta w „Bottega di Montecitorio”. W 2009 roku brała udział w drugiej edycji konkursu Premio Terna 02 ze swoją pracą „Touch”. Od beatyfikacji Jana Pawła II współpracuje z galerią „La Pigna” należącą do Unione Cattolica Artisti Italiani (UCAI), dzięki której wzięła udział w czerwcu br. w wystawie zbiorowej „Le stanze dell’arte”, zorganizowanej w salach historycznego pałacu Pontificio Maffei Marescotti w stolicy Włoch.


Od jak dawna mieszka Pani na emigracji?
Od  blisko 10 lat żyje poza granicami Polski, do której chętnie wracam na święta i uroczystości rodzinne.
Życie to dla mnie podroż, wyzwania i niekończące się poznawanie i przede wszystkim poszukiwanie i realizowanie siebie samej.

Kiedy zaczęła się Pani przygoda ze sztuką?
Od wczesnego dzieciństwa. Byłam  taką dziewczynką z warkoczykami, nieustannie rysującą, malującą  i tworzącą figurki z plasteliny.
Profesjonalnie zaczęłam swoją twórczość od malarstwa sakralnego,  ściśle połączonego ze złotnictwem - ikony. Następnym krokiem było kopiowanie dzieł wielkich mistrzów jak Van Gogh, Picasso, Modigliani, Botero, Warhol, de Lempicka, Dali,  a przede wszystkim mojego  ulubionego artysty - Gustawa Klimta.

W Pani obrazach da się zauważyć ten podziw dla Klimta.
Tak, to prawda, bowiem tak  jak on lubię łączyć wiele technik malarstwa (tempera, akryl, olej) ze złoceniami i sztukaterią, a także mozaiką.

Pani prace poruszają wiele tematów, czy jednak jest jakiś jeden, szczególny, do którego często Pani wraca?
Interesuje mnie  właściwe wszystko, więc trudno mówić o jednym wiodącym temacie. Jestem nieustannie na drodze poszukiwań. Lubię obserwować otoczenie, innych artystów i robię wiele zdjęć. Często inspiracja przychodzi nagle we śnie lub w podroży.

Jaki jest Rzym widziany oczyma Justyny Dehmel?

Rzym jest miastem chaotycznym, zatłoczonym i hałaśliwym za dnia i jednocześnie magicznym, przytulnym i ciepłym nocą. Uwielbiam wieczorne spacery po starożytnym centrum, które znam bardzo dobrze, gdyż tam mieści się siedziba Dante Alighieri, gdzie studiowałam historię sztuki. W takim miejscu jak Wieczne Miasto, a zwłaszcza jego zabytkowa część  nie można być obojętnym na piękno.

Jak Włosi przyjmują nowych artystów?

Większość Rzymian jest wrażliwa na sztukę i umie ją docenić, zdecydowanie jednak tę klasyczną. Jeśli chodzi o dzieła współczesne to  są oni  dosyć nieufni i krytyczni.  Pomimo to zdecydowałam się wystawić  pięć  moich dzieł na wernisażu  „Le Stanze dell'Arte”, które nie mają nic wspólnego ze światem klasycznym. Ku mojemu zdziwieniu wzbudziły zainteresowanie i pozytywne emocje.

Czy łatwo jest być polskim artystą we Włoszech?
Myślę, że generalnie nie jest łatwo być artystą - osobą ze specyficznego rodzaju wrażliwością i sposobem widzenia świata. To może być błogosławieństwo lub przekleństwo - zależy od punktu widzenia.
Dla mnie ważne jest bycie kreatywnym  i pozytywnie nastawionym do tego, co przynosi nam życie.

Beatyfikacja Jana Pawła II była ważnym wydarzeniem dla wielu Polaków, a tych zamieszkałych we Włoszech szczególnie. Pani ma szczególne wspomnienie związane z tą uroczystością….
Moja przygoda z galerią "La Pigna" zaczęła się tuż po beatyfikacji Jana Pawła II i właściwie dzięki temu wydarzeniu. W tym czasie pracowałam w biurach Opera Romana Pellegrinaggi, oddziału Watykanu, odpowiedzialnego za organizację uroczystości i przyjecie pielgrzymów. Zajmowałam się tłumaczeniami i koordynacja informacji. Galeria znajdowała się na dziedzińcu naszego budynku. Zaproponowano mi udział w wystawie ku czci Karola Wojtyły w roku Jego Beatyfikacji (stworzyłam jedna małą instalacje).....i tak się zaczęła nasza współpraca. Mogę powiedzieć, że zawdzięczam ją naszemu Wielkiemu Rodakowi.

 

Rozmawiała: Danuta Wojtaszczyk

{gallery}galleries/justyna_dehmel{/gallery}

 


18 lutego br. odbyła się rodzinna zabawa karnawałowa dla dzieci uczęszczających do Sobotniej Szkoły Kultury i Języka Polskiego przy Stowarzyszeniu Instytut dla Polonii w Neapolu. W zabawie wzięli udział również rodzice, którzy tak jak ich dzieci wystąpili w karnawałowych kostiumach.

- Była to jedna z okazji, by zapoznać mieszkające tu dzieci z polskimi i piosenkami. Wielkim powodzeniem cieszyły się gry „Stary niedźwiedź mocno śpi” i  „Baba Jaga patrzy”. Dzieci bawiły się w nie pierwszy raz i absolutnie nie chciały zaprzestać. Niektórzy nasi uczniowie pochodzący z rodzin włosko-polskich z naturalnych powodów nie  znają polskich zwyczajów i często podczas wakacyjnych pobytów w Polsce nie biorą udziału w zabawach ze swoimi rówieśnikami ponieważ ich nie znają. Stąd też tego typu spotkania są jak najbardziej pożyteczne dla dzieci, ale i nie tylko. Również rodzice chętnie bawili się we wszystkie zabawy, zwłaszcza te, które pamiętają z ich dzieciństwa. Niektóre mamy były wzruszone, gdyż nie przypuszczały że na włoskiej ziemi będą bawić się wraz ze swoimi pociechami  w te gry, w które same się bawiły w dzieciństwie” – mówi Agnieszka Folcik, jedna z założycielek Szkoły.

Podczas zabawy dzieci wzięły udział w quizie tematycznym o Polsce, wygrywając liczne nagrody ufundowane przez Stowarzyszenie Instytut dla Polonii. Na zakończenie balu rozstrzygnięto Konkurs na najpiękniejszy strój karnawałowy. Pierwsze miejsce egzekwo przyznano – jednej uczennicy i jednej mamię.

Zwyciężczynie nagrodzono polskimi książkami.
Na karnawałowym stole znalazły sie smakołyki przygotowane przez mamy, gdzie nie zabrakło polskich ciast, szczególnie docenionych przez włoskich tatusiów.

Zabawa trwała ponad cztery godziny.

Instytut dla Polonii

{gallery}galleries/neapol_karnawal{/gallery}

Ekspozycja polskich strojów ludowych na wesoło podczas spotkania karnawałowego w polskim klubie w Solerno.

16 lutego 2012 r. w polskim klubie przy Largo Montone w Salerno odbyło się spotkanie karnawałowe dla dzieci. Część dzieci (i nie tylko) było ubranych w polskie stroje ludowe. Podczas wieczoru uczestnicy spotkania mieli okazję obejrzeć, umieszczoną w honorowym miejscu sali, mini-wystawę znanego polskiego satyryka Szczepana Sadurskiego, przedstawiających 12 sympatycznych par w polskich strojach ludowych. Dla niektórych dzieci była to pierwsza okazja, aby zobaczyć tradycyjne, polskie stroje ludowe. Niektórzy uczestnicy spotkania powiedzieli, że na przyszłoroczne spotkanie karnawałowe ubiorą się tak, jak... na rysunkach.

- Szkoda, że teraz już się tak nie chodzi - powiedział oglądający ekspozycję Włoch, wskazując na strój Krakowiaka - ale dobrze, że jest ktoś, kto takie stroje utrwala, aby zachować polską tradycję.

Dzieci otrzymały czarno-białe kserokopie rysunków, aby je pokolorować po powrocie do domu. - A ja namaluję Kujawiankę w innych kolorach niż ten pan! - powiedział jeden z chłopców.

Organizatorami spotkania były: Teresa Okla, Ewa Widak i Maria Matras, a ksero rysunków wykonał Dino Figliolia.

Plansze z postaciami w polskich strojach ludowych wszystkim zainteresowanym bezpłatnie udostępnia pocztą elektroniczną zainteresowanym portal SuperPolonia.info. Wystarczy napisać na adres: dobryhum[at]wa.onet.pl.