Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
24
So, sierpień

Już po raz trzeci Stowarzyszenie Kulturalne Włosko – Polskie w Veneto zorganizowało Karnawał Rodzinny po polsku, po raz drugi odbył się w siedzibie Polskiej Ludoteki Rodzinnej w Campiglia dei Berici.

11 lutego 2012 r. przy dźwiękach polskiej muzyki dziecięcej bawiły się dzieci w wieku do lat 8, z całego Regionu Wenecji Euganejskiej, przebrane za księżniczki, kowbojów, pieski i postacie z bajek.. Odwiedziła nas cała Smerfna Rodzina, rodzina Biedronek i cała rzesza pomysłowo przebranych dzieci i dorosłych.

Nad animacją i laboratorium karnawałowym czuwały nauczycielki z Polskiej Ludoteki Rodzinnej i Polonijnej Szkoły Podstawowej w Veneto, ciepłe posiłki i słodycze przygotowały niezastąpione ludotekowe mamy, a Rada Rodziców zorganizowała Wielką Loterię Fantową.

Serdecznie dziękujemy za udział w zabawie i do zobaczenia ... za rok!

Barbara Czyżewska

Koordynator Polskiej Ludoteki Rodzinnej

{gallery}galleries/ludoteka_karnawal{/gallery}

Przyznam otwarcie: mam słabość do pasjonatów.  Pasjonaci posiadają wyobraźnią artysty, skrupulatność naukowca i pewną dozę fanatyzmu, która powoduje, że zazwyczaj niezmordowanie do końca swych dni pielęgnują i rozwijają swoją pasję. Kiedy prześledzimy biografie  wielu wynalazców, odkrywców, osób, które na stałe wpisały się na karty historii zauważymy, że większość z nich postawiła milowy krok dziejach ludzkości nie dlatego, że sumiennie wykonywała swój wyuczony zawód, ale dlatego, że bez pamięci oddała się swojemu hobby. Nic też dziwnego, że częściej bestsellerami wydawniczymi okazują się publikacje pióra miłośników jakiegoś tematu, niż rozprawy naukowe „zawodowców”, czego najlepszym dowodem jest niedawno wydany  „Spacerownik historyczny” Zagłębiaka z Bolonii, który od tygodni jest najlepiej sprzedawaną publikacją w sosnowickim Empiku.

Dariusz Kmiotek od ponad ćwierć wieku za sprawą swojej osoby, wszechstronnych działań zawodowych i społecznych jest dumą Polonii włoskiej.  Z zawodu inżynier  a z zamiłowania kolekcjoner  i historyk.  Właściciel między innymi wyjątkowej i przebogatej kolekcji starych pocztówek za sprawą, których pięknie opowiedział historię Sosnowca we wspomnianym powyżej  „Spacerowniku historycznym” .

Urodził się w 1959 roku po tej stronie Brynicy, po której przed I wojną światowa chwalono Cara i płacono rublami. Tak więc, w odróżnieniu od Ślązaków, którzy używali marek i mieli cesarza Wilhelma jest Zagłębiakiem z krwi i kości. Warto o tym wspomnieć, bo właśnie z powodu zamiłowania do swojej małej Ojczyzny znany jest i doceniany przez mieszkańców Sosnowca i Dąbrowy Górniczej. Z Dąbrową związany jest poprzez miejsce urodzenia, z Sosnowcem ze względu na fakt, że jest absolwentem II LO im Plater w czasach, kiedy profesorami w owym liceum byli Zbieg, Kabała i Rudzki. Studia ukończone na Politechnice Śląskiej i kilkuletni pobyt w Gliwicach pozwolił mu na poznanie również gwary śląskiej, której jest wielkim miłośnikiem.

Z Italia związany jest od przełomu lat  80. i 90. ubiegłego stulecia i przez te prawie ćwierć wieku stał się postacią znaną w świecie bolońskich antykwariuszy i kolekcjonerów,  jak również wśród tutejszej Polonii.
Kilka lat temu założył stowarzyszenie  kulturalne „Dom Polski”, a następnie otworzył Galerię Sztuki Polskiej, w której na przestrzeni  czterech  lat zorganizował ponad tuzin wystaw artystów polskich – głównie z terenu Zagłębia Dąbrowskiego. W kolejnych latach udało mu się zorganizować wspaniały koncert Anny Kostrzyńskiej z okazji 200-lecia urodzin Fryderyka Chopina, a w roku następnym  w Bolonii pojawili się artyści z Piwnicy Pod Baranami oraz Joanna Klisowska.  Jest też współpomysłodawcą założenia formacji artystycznej Piwnica pod Dwiema Wieżami, która właśnie rozpoczyna swoją działalność w Bolonii.

Dariusz Kmiotek, mieszkający od wielu lat w Bolonii, który 6 lat temu założył tam Galerię Sztuki Polskiej “Il Tempo” został kandydatem na Człowieka Roku 2011 w Dąbrowie Górniczej.

Dariusz KmiotekKmiotek od zawsze stara się zaszczepić wśród młodzieży i wszystkich mieszkańców miłość do tradycji, historii i kultury ziem zagłębiowskich, a także samej Dąbrowy Górniczej – czytamy na stronie naszemiasto.pl.

Oprócz bycia właścicielem galerii “Il Tempo” w Bolonii, Dariusz Kmiotek jest kolekcjonerem archiwaliów (pocztówek, map, wizytówek, znaczków) i autorem licznych publikacji historycznych, a w 2010 roku wydał album "Sosnowiec. Spacerownik historyczny".

“Dziennik Zachodni” wysunął osiem kandydatur Polaków, którzy osiągnęli w 2011 roku sukcesy lub było o nich głośno. Obok kandydatury Dariusza Kmiotka, wśród kandydatów znaleźli się:
- Małgorzata Wawrzyńczak - prezes Fundacji Godne Życie w Dąbrowie Górniczej.
- Danuta Lech, która od 1972 roku zajmuje się wolontariatem. Pomaga rodzinom wielodzietnym, osobom bezrobotnym, bezdomnym, a przede wszystkim dzieciom. Jest założycielem dąbrowskiego Stowarzyszenie Rodzin w Kryzysie.
- Polska siatkarka Krystyna Strasz, grająca na pozycji libero, reprezentantka Polski, grająca obecnie w klubie Tauron MKS Dąbrowa Górnicza.
- Kazimierz Kalaga - pedagog, społecznik, podharcmistrz. Od lat przekazuje swą historyczną wiedzę młodzieży. W 1993 r. zainicjował miejskie obchody święta niepodległości.
- Dawid Podsiadło - uczeń dąbrowskiego I LO swoim występem zachwycił widzów i jurorów programu "X-Factor". Nie tylko śpiewa, też komponuje i pisze teksty.
- Piotr Ślusarczyk – w jego krwiobiegu płynie społecznikostwo. Angażuje się w organizację akcji honorowego oddawania krwi wśród młodzieży i wszystkich dąbrowian.
- Łukasz Baruch - niewidomy pasjonat muzyki i śpiewak, który stara się wspólnie z małżonką Aleksandrą i swoimi przyjaciółmi z Fundacji "Wygrajmy razem" pomagać innym niepełnosprawnym osobom.

NS

Jak przystało na prawdziwą polonijną szkołę również w Bolonii dzieci wraz z rodzicami i nauczycielami postanowiły przywołać  najpiękniejsze polskie bożonarodzeniowe tradycje.

Spotkanie wigilijne, które odbyło się w sobotę 17 grudnia, rozpoczęło się przedstawieniem jasełkowym. Spektakl, wprowadził  uczniów szkoły i zaproszonych  gości w świąteczny nastrój i przypomniał, że  Boże Narodzenie to nie tylko choinka i prezenty, lecz przede wszystkim wspomnienie narodzin Chrystusa.

Mali aktorzy mieli okazję sprawdzić się na pięknie przygotowanej scenie z profesjonalnym oświetleniem i kurtynami, niczym w prawdziwym teatrze. W przedstawieniu świątecznym wzięły udział dzieci wszystkich klas. Odkryliśmy wiele aktorskich talentów.  Aktorzy odtwarzający rolę Maryji, Józefa, pastuszków, królów i aniołów  grały tak wzruszająco, że wielu widzom popłynęły łzy.

Po przedstawieniu wszyscy zasiedli do suto zastawionych, pięknie udekorowanych stołów, które niemal uginały się od tradycyjnych polskich potraw i słodkości. Była to zasługa rodziców, którzy tak wspaniale zorganizowali przyjęcie i których nieoceniony wkład w kultywowanie polskich tradycji należy podkreślić.

Ukończył Akademię Muzyczną w Łodzi na  wydziale wokalno – aktorskim na specjalizacji śpiew operowy. Po zakończeniu studiów wyjechał do Niemiec na tournee z grupą operową 12 Międzynarodowych Tenorów. Przez kilka lat mieszkał w Berlinie i Londynie: W tej chwili swoje życie dzieli pomiędzy Warszawą a Częstochową, gdzie jest nauczycielem śpiewu w Młodzieżowym Domu Kultury.
15 stycznia  Michał wraz z nowym zespołem wystąpił podczas pierwszego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy we Włoszech, który odbył się w Rzymie. Jego głos zahipnotyzował wszystkich obecnych, a w szczególności żeńską część publiczności. O Michale i o jego występie we Włoszech mówi się przez cały czas. Mamy nadzieję, że już niedługo będziemy mogli usłyszeć go ponownie…

Michał Masłoń / foto © Robert GałkaKilka tygodni temu wystąpiłeś podczas pierwszego w historii Finału WOŚP we Włoszech. Przyjechałeś zaśpiewać tu dla Polaków po raz pierwszy. Jaki są twoje wrażenia z pobytu w Wiecznym Mieście?
Muszę przyznać, że pobyt tutaj był czymś cudownym pod każdym względem. Nie żałuję, że zdecydowałem się przyjechać do Włoch, pomimo tego, że jeszcze kilka dni przed podróżą miałem trochę problemów zawodowych i do końca nie było wiadomo, czy uda mi się wyrwać z Polski. Przyjazd do Rzymu był dla mnie olbrzymią odskocznią od rzeczywistości.

Wystąpiłeś w Rzymie z muzykami, których praktycznie nie znałeś.
Tak, przyjechałem z zespołem, którego większość składu była ludźmi nowymi, wiec występ tutaj poprzedzony był wielkim stresem. Przyjechali ze mną: Steve Nash, Tomasz Czapliński, Paweł Stanibuła i Agnieszka Kural. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że było warto. Odnalazłem się z nimi bardzo dobrze. Od początku bardzo się polubiliśmy i chcieliśmy ze sobą współpracować. Wydaje mi się, że nikt z nas nie zrobił niczego na siłę.

I udało się Wam. Po występie zauważyłam, że publiczność, szczególnie jej żeńska część, zakochała się w Twoich utworach i głosie.
Bardzo mi miło, jest to dla mnie ogromny komplement.

Jakie wrażenie sprawili na tobie Polacy żyjący we Włoszech?
Powiem szczerze, że przed przyjazdem tutaj bałem się przyjęcia przez Polonię Włoską, tym bardziej że mam różne doświadczenia z Polakami żyjącymi za granicą. Mieszkałem w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Będąc tam, zawsze próbowałem nawiązać kontakt ze stowarzyszeniami polonijnymi czy instytucjami polskimi i nie zawsze te kontakty były pozytywne.
Nie chcę tu teraz mówić, gdzie miałem negatywne czy pozytywne doświadczenia, ale generalnie te doświadczenia były różne i dlatego baliśmy się reakcji Polaków we Włoszech. Jesteśmy wszyscy mile zaskoczeni, ponieważ nie spodziewaliśmy się tak ciepłego przyjęcia, i że ktoś będzie o nas tak bardzo dbał. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się u Was czuliśmy.

Jak już wspomniałeś, mieszkałeś przez jakiś czas w Niemczech, gdzie wcześniej występowałeś z Międzynarodową grupą 12 Tenorów, potem w Londynie. Od jakiegoś czasu mieszkasz ponownie w Polsce. Czy nie ciągnie cię znowu do podróżowania?
Bardzo. Jestem człowiekiem uzależnionym od podróży. Moja walizka jest zawsze do niej gotowa.

Skończyłeś Akademię Muzyczną. Dlaczego nagle zacząłeś zajmować się muzyką rozrywkową?
Wybór kierunku studiów tak naprawdę był zbiegiem okoliczności. Ciągnęło mnie od zawsze do muzyki. A dlaczego wybrałem specjalizację śpiew operowy? Dla mnie, jako zwykłego laika, było czymś niesamowitym usłyszeć śpiewaka operowego, który wychodzi na scenę i śpiewa bez mikrofonu. Robiła na mnie ogromne wrażenie cała otoczka tego świata i dlatego zdecydowałem się spróbować. Poszedłem  na pierwsze konsultacje, by sprawdzić czy w ogóle się nadaję. Pamiętam do tej pory, że na tym przesłuchaniu zaśpiewałem “Wlazł kotek na płotek”.

Uczyłeś się śpiewu wcześniej?Występ Michała Masłonia Band podczas pierwszego Finału WOŚP we Włoszech / foto: Anna Malczewska
Nie, nie uczyłem się nigdy wcześniej śpiewu. Poszedłem tam “z ulicy”. Po przesłuchaniu, pani profesor stwierdziła, że jest sens, żebym zaczął śpiewać i postanowiła przygotować mnie do egzaminu. Przez rok jeździłem z Częstochowy do Łodzi na lekcje i za drugim razem udało mi się dostać na Akademię. Muszę przyznać, że pomimo tego, że skończyłem studia, zawsze ciągnęło mnie jednak do rozrywki. Praca z mikrofonem, większy kontakt z publicznością bardziej mnie satysfakcjonuje.

Sam piszesz teksty i współtworzysz muzykę do twoich utworów.
Tak, czasami napisanie słów zajmuje mi bardzo dużo czasu, ponieważ brakuje mi bodźca. Każdy artysta tworzy teksty na podstawie swoich przeżyć. Ponoć jest łatwiej pisać o tym co się samemu przeżywa.

Zostałeś laureatem konkursu „Emigranci mają talent” zorganizowanego przez Polskie Radio Londyn i portal elondyn.co.uk.
Zgłosiłem się na ten konkurs dosłownie w ostatniej chwili, a głosowanie trwało już od kilku tygodni. Zająłem wtedy 10 miejsce. Pamiętam, że promowane były przede wszystkim piosenki wykonawców z trzech pierwszych pozycji w klasyfikacji. Pamiętam jak któregoś dnia jadąc do pracy, otrzymałem telefon od organizatorów z informacją,  że zdecydowali się, pomimo tego że uplasowałem się na dalekim miejscu, promować mnie. Dostałem tą szansę i zaśpiewałem podczas uroczystej gali, która odbyła się w legendarnej sali Shepherds Bush Empire w Londynie. Było mi niezmiernie miło, kiedy śpiewając zauważyłem, że kilka osób z publiki śpiewa ze mną. Oznaczało to, że ludzie znali moje piosenki, które przesłałem na konkurs.

Powracając do pobytu w Rzymie, jakie wrażenie wywarły na Tobie Włochy?
Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Jadąc do Rzymu autokarem byłem przez cały czas „przyklejony” do szyby. Chciałem przekonać się, czy rzeczywistość włoska pokrywa się z moimi wyobrażeniami o Włoszech. I tak jest. To piękny kraj.

Czy w związku z Twoim pobytem we Włoszech myślisz już o napisaniu kolejnej piosenki?
Myślę, że przyjdzie moment, że napiszę taki tekst. Muszę jednak „przetrawić” mój pobyt i potem powstanie na pewno na ten temat piosenka.

Czy Twoja twórczość mogłaby "rozwinąć skrzydła" we Włoszech?
Niestety nie znam za dobrze włoskiego rynku muzycznego. Znam i uwielbiam Elisę. Jest to moja włoska bogini. Nie wiem, czy to co robię w tej chwili miałoby szansę zaistnieć we Włoszech. Problemem byłby też język, ponieważ słowa musiałyby zostać przetłumaczone, a przy tym zmienione na włoski lub angielski. Poza tym mój styl muzyczny nie jest jeszcze taki, jak go sobie wyobrażam.

Kiedy możemy się spodziewać Twojej debiutanckiej płyty?
W tej chwili jeszcze nie wiem, mam nadzieję że już niebawem.

Wiele osób pyta, kiedy po raz kolejny przyjedziecie na koncert do Rzymu?
Myślę , że jak najszybciej. Po powrocie z Włoch postanowiłem przygotować sobie specjalną walizkę, która zawsze będzie gotowa na podróż do Italii.

rozmawiała Anna Malczewska

embed video plugin powered by Union Development

Chiara Paulina Pellicanò ma 12 lat, jest w pół krwi Włoszką i pół krwi Polką. Chociaż jest młoda wiekiem, jest już dojrzałą pisarką. Rok temu ukazała się  drukiem w języku włoskim jej baśń „Le fantastiche avventure di Anastasia” oraz  jej polski przekład (tłumaczenie Monika Dziedzic) pod tytułem „Fantastyczne przygody Anastazji”.

Nasza historia zaczęła się wiele lat temu w Świecie Bajek, bardzo oddalonym od naszej Ziemi. W świecie, który można zobaczyć jedynie zamykając oczy i myśląc o czymś pięknym. Była sobie kiedyś dziewczynka o imieniu Anastazja, która żyła w królestwie Osatapur. Mieszkała z rodzicami w królewskiej stolicy zwanej Dako. Nie miała rodzeństwa. Pewnego dnia jej mama zmarła, i dziewczynka dorastała u boku swego ojca Juliusza, bardzo biednego stolarza. Pewnego poranka dziewczyna zapytała ojca: “Ojcze, dlaczego nie wyjedziemy do Naturali? Ojciec westchnął i zamilkł, bo dobrze wiedział, że nie mogli wyjechać z Dako, gdyż jedynie tutaj miał pracę, która pozwalała im przetrwać. Minęło wiele lat i Anastazja nie mogła się doczekać nowych przygód (…)

Tak zaczyna się opowieść o przygodach Anastazji. Jak we wszystkich baśniach również w książce Chiary Pauliny Pellicanò czytelnik zostaje wprowadzony w wiele zaczarowanych miejsc i spotyka typowo baśniowych bohaterów: czarownice, wróżki, smoki i jednorożce.

Wizyta u fryzjera, zwłaszcza jeżeli idziemy do niego po raz pierwszy, jest trudną decyzją. Z początku nie ufamy osobie, która ma nas ostrzyc. Dlatego bardzo ważne jest podejście fryzjera do klienta. Takie specjalne przyjęcie czeka na wszystkich  w salonie Trinity.

Piotr Wywiał zawodu uczył się w Krakowie, a następnie w Londynie w Akademii Toni&Guy i Vidal Sasson. Do Rzymu przeprowadził się 11 miesięcy temu.  Na początku grudnia 2011 roku otworzył swój pierwszy salon fryzjerski w sercu Wiecznego Miasta, w którym zadbał naprawdę o wszystko.
- Przyjechałem do Włoch z Londynu kilka lat temu. Zamieszkałem w Lecce, ale niestety tam nie mogłem się odnaleźć jako fryzjer stylista, dlatego postanowiłem przeprowadzić się do Wiecznego Miasta - mówi Piotrek i dodaje – chciałem otworzyć salon podobny do tych, w których pracowałem w Wielkiej Brytanii.
Zaraz po wejściu do salonu fryzjerskiego Piotra, położonego na via dei Delfini, 18 (nieopodal Ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej)  możemy poczuć się wyjątkowo. W powietrzu unosi się zapach świeżej kawy, którą współpracownicy polskiego fryzjera podają klientom na powitanie. Z głośników płynie muzyka poważna, która wprowadza fantastyczną atmosferę.

Mycie i masaż to podstawa
Mycie włosów jest w Trinity rytuałem relaksującym, przy którym zabiegani przeważnie klienci odpływają.
- Ja wykonuję masaże TAO TAO, moi pracownicy wykonują w tej chwili tylko masaże relaksujące” – przyznaje polski stylista fryzur.

Czytaj także: Złote rady Piotra

Nie każdy szampon jest dobry
- Podstawą zdrowych i lśniących włosów jest rodzaj szamponu, jakiego używa się do mycia. Na rynku możemy znaleźć ich setki, dobranie odpowiedniego zależy jednak od kilku aspektów. Wszystko zależy od włosa. Aby dobrać odpowiedni szampon musimy zwrócić uwagę na grubość i ich kolor – radzi Piotr Wywiał – poza tym musimy pamiętać, że ważne w doborze szamponu jest także to, czy włosy były poddawane zabiegom chemicznym (trwała ondulacja, farbowanie) lub keratynowym. Bardzo duże znaczenie ma też ilość włosów, ponieważ mocniejszy szampon regenerujący bardziej może zaszkodzić gęstym włosom, niż im pomóc, jeśli źle go dobierzemy.

Tytanowe nożyczki idą w ruch
Po dokładnym umyciu i odżywieniu włosów, przychodzi czas na Piotrka, który swoimi tytanowymi nożyczkami potrafi stworzyć niesamowite fryzury i z pewnością wszystkie panie, które zdecydują się na wizytę w jego salonie będą zadowolone z jego propozycji w 100%. W dobrze dobranej fryzurze wszyscy klienci czują się piękni i dowartościowani, nic więc dziwnego, że często zaprzyjaźniają się z Piotrkiem na dłużej.

W większości przypadków klientki, które przychodzą do fryzjera, decydują się jedynie na podcięcie włosów, mało z nich postanawia zmienić radykalnie swój look. Jeżeli jednak zdecydujemy się na zmianę fryzury, Piotrek zrobi to w doskonały sposób.  - Na początku rozmawiam i obserwuję klientkę, która oddaje włosy w moje ręce – mówi mistrz nożyczek.  Fryzurę dobieram do kształtu twarzy, ale też do osobowości i stylu bycia klienta, przecież zakonnicy nie mogę zrobić irokeza :).

Ulotne życie fryzury
Piotrek doradza wizyty w salonie co 6 tygodni, ponieważ tyle trwa życie fryzury. Potem włosy zaczynają się rozdwajać i wyłamywać. Panie, które farbują włosy powinny pamiętać, że po około 2 miesiącach włosy tracą blask i pojawiają się odrosty. - Przychodzą do mnie klientki, które składają wizytę u fryzjera raz w roku i narzekają, że im włosy bardzo wolno rosną. Jest to nieprawda, ponieważ włos przyrasta około 8-12 mm miesięcznie. Klientki nie widzą żadnych zmian, ponieważ ich włosy łamią się. Dlatego bardzo ważne jest, by przynajmniej raz na dwa miesiące podciąć chociażby same końcówki włosów - radzi Piotrek.

Klient nasz pan
Wizyta w salonie Trinity nie kończy się jedynie na obcięciu, czy farbowaniu włosów. Dzień później Piotrek dzwoni do swoich klientek, by dowiedzieć się, czy są one nadal zadowolone z nowej fryzury. - Dobry kontakt z klientami to podstawa. Osoba, która przychodzi do mojego salonu musi czuć się najważniejsza i wiedzieć, że to ona będąc u mnie jest panem sytuacji – stwierdza polski stylista fryzur.

Wpadki ludzka rzecz
Piotrek Wywiał podchodzi do swojej pracy bardzo ostrożnie. Niestety jak my wszyscy, polski stylista fryzur nie jest nieomylny. Zdarzyło mu się kilka wpadek, a jedną z nich pamięta do dziś. - Będąc jeszcze w szkole podczas praktyk lubiłem eksperymentować. Moja koleżanka, która jest jasną blondynką wyszła ode mnie z zielono-szarymi włosami. Na szczęście skończyło się dobrze, bo i tak miała agresywny styl i kolor bardzo do niej pasował – wspomina – ale to były czasy szkolne. Teraz na takie błędy nie mogę sobie pozwolić.
Na pytanie, czy zdarzyła mu się niezadowolona klientka, Piotrek żartobliwie odpowiada: - A czy urodził się taki co każdemu potrafi dogodzić? Klientka może być już niezadowolona zanim przekroczy próg salonu, przyjdzie wyładować się na pracownikach i wyjdzie w odrobinę lepszym humorze, bo komuś dogryzła.
Piotrek zawsze pamięta, że włosy, które strzyże, farbuje lub układa nie należą do niego, dlatego zawsze jest bardzo skupiony i uważny na prośby i wskazówki swoich klientów.

Anna Malczewska

(Salon Trinity: Via dei Delfini, 18 Rzym; tel: 0669940639)