Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
24
So, sierpień

Jakub Rekwirowicz jest jedynym obcokrajowcem wśród ponad 400 gondolierów pracujących w Wenecji. To prawdziwy ewenement. Zgodnie z tradycją zajęcie to od lat wykonują tylko rodzimi mieszkańcy tego miasta.

Jakub Rekwirowicz mieszka we Włoszech od szóstego roku życia. Jako gondolier w Wenecji pracuje od 12 lat. – Pomysł ten podsunęła mi moja znajoma, nauczycielka muzyki, której mąż jest gondolierem – wspomina Polak. – Pewnego dnia zapytała mnie czy nie spróbowałbym swoich sił w tym zawodzie. Po niedługim namyśle stwierdziłem, że warto podjąć się tego wyzwania. Na samym początku, do nauki wykorzystałem ich małą łódkę.

Szkolenie dla wybranych
Dostanie się na kurs gondoliera jest bardzo trudne. Nie ma w Wenecji żadnych szkół do których można by się zapisać, czy z góry określonych terminów przeznaczonych na egzaminy. Takie szkolenia organizowane są nieregularnie, raz na jakiś czas. Trzeba mieć dużo szczęścia, aby się na nie dostać. – Na początek musiałem uzyskać uprawnienia na gondolę – mówi Jakub. – Potem przyszedł czas na zdobycie licencji, która pozwala na wykonywanie samodzielnej pracy. Od momentu rozpoczęcia szkolenia potrzeba 1,5-2 lat, aby zostać pełnoprawnym gondolierem.
W czasie szkolenia kandydat na gondoliera uczy się jak poruszać się po kanałach, poznaje historie miasta, sztuki i marynarki. Warunkiem podjęcia pracy w tym zawodzie jest komunikatywna znajomość dwóch języków obcych. Najczęściej jest to angielski i francuski.
- Trudno mi teraz powiedzieć ile obecnie kosztuje taki kurs. W każdym razie jest to spory wydatek – dodaje Jakub.

Najpierw na zastępstwie
Choć żaden przepis nie zabrania obcokrajowcom podjęcia takiej pracy, to zgodnie z tradycją od wielu wieków gondolierem mógł zostać tylko wenecjanin. To, że Polakowi udało się trafić do tej zamkniętej kasy wynika stąd, że nie jest to zawód zbyt pożądany. – To ciężka praca, wymagającą cierpliwości i dobrej kondycji fizycznej. Przez pierwszy rok po zdobyciu uprawnień pracowałem jako zastępca gondoliera – mówi Polak. – Po zdobyciu licencji podjąłem samodzielną pracę, którą wykonuje do dziś. To duży wyczyn, gdyż nie brakuje w Wenecji gondolierów, którzy przez lata pływają bez licencji. Wygląda to w ten sposób, że podpisują umowy z innymi gondolierami, których potem zastępują na jeden lub kilka dni.
Pan Jakub zaczyna dzień pracy o godzinie 10.30, a kończy około 19-stnej. Jeszcze nie tak dawno pracował po 12 godzin dziennie. Zajęcie to sprawia mu wiele przyjemności i póki co nie myśli o zmianie pracy. Tym bardziej, że zawód gondoliera można wykonywać do 70 roku życia. Polak pracuje zwykle w charakterystycznym stroju, w biało-granatowej bluzie w pasy i kapeluszu ze wstążką.

Jak taksówkarz
Zawód gondoliera przypomina trochę pracę taksówkarza oczekującego na swoich klientów. Podobnie jak on rozlicza się z nimi według z góry ustalonej taryfy. Zgodnie z obowiązującym cennikiem 40 minutowy rejs po weneckich kanałach kosztuje 80 euro. W gondoli może przebywać jednocześnie 6 osób.
Jakub nie chce zdradzić swoich dochodów, choć jak sam przyznaje można z tej pracy całkiem nieźle wyżyć. Nam udało się ustalić z innego źródła, że przeciętne zarobki weneckiego gondoliera wahają się w granicach 35-60 tys. euro rocznie. Najwięcej pieniędzy wpada do kieszeni w okresie letnim, kiedy do Wenecji przybywają rzesze turystów. Zimą zarobki ulegają znacznemu zmniejszeniu.
Polscy turyści odwiedzający miasto na wodzie z zaskoczeniem reagują na widok naszego gondoliera. Jedni uciekają, gdy tylko usłyszą język polski, inni natychmiast wskakują do gondoli licząc, że pan Jakub opowie im historię miasta w ich rodzimym języku oraz doradzi, jakie restauracje najlepiej odwiedzić.

Maciej Sibilak (przedruk z dwutygodnika Praca i nauka za granicą)

 

Jadwiga K. (43 lata). Przyjechała do Włoch, bo ani ona ani mąż nie mogli znaleźć pracy w Polsce. Pracowała od świtu do nocy i wyrzekała się wszystkiego odkładając każdy grosz. Z natury ufna, lojalna, nie dostrzega zła nawet jeżeli jest ono widoczne gołym okiem. Teraz jest szczęśliwa, ale przeszła piekło... Z panią Jadwigą rozmawiają Anna Malczewska i Danuta Wojtaszczyk.

Od ilu lat pracuje Pani we Włoszech i co było powodem przyjazdu?
Przyjechałam do Bolonii 10 lat temu. Pracę znalazła mi sąsiadka, która mieszka we Włoszech od 17 lat. Pierwsze trzy miesiące po przyjeździe były dla mnie prawdziwym koszmarem. Pochodzę z małej miejscowości w Bieszczadach. Nie potrafiłam odnaleźć się w tak dużym mieście, nie znałam języka, tęskniłam bardzo za rodziną. Płakałam co noc.

Jak Panią traktowali pierwsi pracodawcy?
Trafiłam na „stałkę” do starszej pani, która traktowała mnie jak niewolnicę. Mój dzień pracy zaczynał się o godzinie 6.00 rano, a kończył często po północy. Czasami zastanawiam się, jak ja to wszystko wytrzymałam. Musiałam prać, sprzątać, gotować dla mojej pracodawczyni, a także dla mieszkającego w pobliżu syna. Nigdy nie miano dla mnie dobrego słowa. Posiłki jadałam zawsze w samotności, w kuchni. Wychodne miałam tylko w niedzielę po południu (3 godziny). Ponieważ nikogo nie znałam, a w pobliżu nie mieszkały żadne Polki, czas ten spędzałam w kościele. Mogę powiedzieć, że przetrwałam to piekło jedynie dzięki modlitwie.

Jakie jest najlepsze i najgorsze wspomnienie z Włoch?
Najgorsze było dla mnie pierwsze Boże Narodzenie, ponieważ moja pracodawczyni nie zgodziła się na to, żebym pojechała do Polski. Mimo to chciałam, żeby te święta były czasem pojednania. Na wiele dni przed Wigilią rozpoczęłam piec ciasta i przygotowywać typowe wigilijne potrawy. Kupiłam upominki dla wszystkich członków rodziny, u której pracowałam. Nawet przy wigilijnym stole zabrakło miejsca dla mnie. Poproszono mnie nawet, żebym zamknęła się w swoim pokoju i nie przeszkadzała, nie mówiąc nic o prezencie...
To było straszne! Nie złożono mi nawet życzeń. Myślałam, że pęknie mi serce.
Moje najlepsze wspomnienie wiąże się z przyjazdem moich dwóch synów. Od 3 lat mieszkają razem ze mną w Bolonii.

Dlaczego zdecydowała się Pani zostać we Włoszech?
Decyzję podjęło za mnie życie. Na początku 2000 roku mój trzynastoletni wówczas syn zaczął sprawiać problemy wychowawcze. Bardzo się martwiłam, że wpadnie w złe towarzystwo. Również młodszy, 11 letni Krzysiu zaczął się dziwnie do mnie odnosić. Opryskliwie i niechętnie rozmawiali ze mną przez telefon. Natomiast mój mąż uspokajał mnie, że wszystko jest w porządku i „podtrzymywał mnie na duchu”, mówił: „Jadziu, jak wytrzymasz jeszcze rok, to wykończymy nasz dom. Zobaczysz, niedługo znajdę pracę i ja będę mógł was utrzymać”. Przed Wielkanocą otrzymałam dziwny telefon od mojej dalekiej kuzynki, która mieszka w pobliskiej wsi. Z rozmowy zapamiętałam jedynie: „Jadźka wracaj, bo coś niedobrego dzieje się w twoim domu”. Nie miałam z kim porozmawiać, zwierzyłam się mojej ówczesnej pracodawczyni Luisie, która natychmiast kupiła mi bilet do Polski. (płacz).
Nie potrafię o tym mówić... Mąż miał od prawie czterech lat kochankę, czyli, jak jeszcze mieszkałam w Polsce. Na szczęście po rozwodzie, sąd przyznał mi opiekę nad synami. Mąż zgodził się, abym zabrała synów do Włoch, bo jego nowa „partnerka” była w 6 miesiącu ciąży, więc nie zależało mu na dzieciach. Nie miałam dokąd pójść. Bardzo pomogła mi włoska rodzina, u której pracowałam od kilku lat. Na początku pomagali mi w płaceniu wynajmu mieszkania, odbierali chłopców ze szkoły, kiedy ja pracowałam.
Obecnie pracuję na własny rachunek. Dzięki dobremu sercu Luisy mam krąg stałych klientek, dla których szyję ubrania. Zarobione pieniądze wystarczają na opłacenie mieszkania, rachunków i bieżących wydatków. Tęsknię za moimi rodzinnymi stronami. Myślę jednak, że nieprędko zdecyduję się na powrót do Polski.
Mój brat jest alkoholikiem, a rodzice od wielu lat już nie żyją. Nie mam po prostu do czego wracać. Rana w sercu po tym, co zrobił mi mój były mąż jeszcze się nie zabliźniła...

Czy gdyby, mogła Pani cofnąć czas, zdecydowałaby się na wyjazd do pracy zagranicę?
Tak, ale żałuję, że nie wyjechałam od razu z dziećmi. Nie tylko straciłam kilka lat z nimi, to niewiele brakowało, że straciłabym je na zawsze. Pomimo wielu wyrzeczeń we Włoszech udaje mi się żyć godnie, być niezależną.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Karolina Stańczyk przyjechała do Włoch kilka tygodni temu, a dzięki współpracy z fotografem Miss Italia Abruzzo oraz selekcjonerem kandydatek na Miss Italia - Antonio Oddi, na początku sierpnia 23-letnia Polka została wybrana Miss Abruzzo24ore.tv.

Karolina StańczykW rozmowie z Abruzzo24ore.tv, Karolina przyznała, że jest zakochana we Włoszech i przyjeżdżała już tu kilkakrotnie, ale dopiero tym razem, po raz pierwszy została zatrudniona jako modelka na pokazie mody w Avezzano.

Zapytana o udział w konkursie Miss Italia, młoda Polka odpowiedziała, że niestety nie może brać w nim udział, ponieważ nie ma obywatelstwa włoskiego.

Karolina ma nadzieję, że dzięki współpracy z Oddi, uda się jej rozpocząć pracę w świecie show-biznesu.

Stańczyk pochodzi z Elbląga. W tym roku rozpoczęła naukę w Regent College - Uniwersytet języka angielskiego. Mówi bardzo dobrze po włosku i jej marzeniem oprócz show-biznesu jest zostanie tłumaczem.

W tej chwili piękna blondynka o niebieskich oczach mieszka w Pescarze.(mam)

Zobacz zdjęcia Karoliny Stańczyk

Jest upalny czerwcowy wieczór. Wieczne Miasto, Zatybrze. Atelier Meta-Teatro wypełnia się do ostatniego miejsca. Włosi przyszli zobaczyć Polaka, który będzie grał dla nich po polsku. Napisy ich nie odstraszają. Nie zniechęca ich też upał,  ani cena biletu.
Polak, ma wygląd "classica faccia da bravo ragazzo”. Wysoki blondyn o rozmarzonym spojrzeniu pasuje w sam raz do roli księdza, jaką zresztą niedawno zagrał w filmie „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Tymczasem na deskach rzymskiego teatru Polak, o wyglądzie grzecznego chłopca,  pokazuje swój pazur.  Dotyka najintymniejszych strun wrażliwości widzów opowiadając o zdradzie, nieudanym małżeństwie, odrzuceniu i uzależnieniu od drugiej osoby. Sztuka wymaga od widzów wysiłku interpretacyjnego i skupienia. Włosi przyjmują to wyzwanie i śledzą sceniczną metamorfozę bohatera z zapartym tchem. Monodram Jana Kozaczuka „Na pniu” wyraźnie im się podoba i po spektaklu zaglądają za kulisy, żeby zapytać, kiedy znów będą mogli zobaczyć go w Rzymie.

Jan Kozaczuk to człowiek renesansu. Aktor teatralny i filmowy, reżyser i mecenas sztuki współczesnej, choć słowo „mecenas” uważa za przesadzone i woli, żeby nazywać go po prostu organizatorem wystaw.
Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Filmową, Telewizyjną i Teatralną im. Leona Schillera  w Łodzi. Współpracował z wieloma najlepszymi twórcami polskiego teatru, m.in.: Ewą Bułhak, Maciejem Prusem, Zbigniewem Brzozą i Adamem Hanuszkiewiczem. Aktor Teatru Nowego w Warszawie. Szerszej publiczności znany jest z dużego i małego ekranu – zagrał w wielu filmach (m.in. Prawo ojca, Popiełuszko. Wolność jest w nas)  i serialach (M jak miłość, Na Wspólnej, Plebania, Na dobre i na złe i wielu innych). Obieżyświat. Ponad 10 lat życia spędził w Stanach Zjednoczonych. Z Włochami związany jest od kilku lat poprzez artystów, których promuje  i rzymską grupę teatralną „L’Officina”, do której należy. Poza tym jeździ po Europie, za „swoimi” artystami. . W minionych tygodniach przemieszczał się na trasie Warszawa-Rzym-Londyn-Rzym.

Laurę Drzewicką znamy z 9. edycji Big Brothera, gdzie zastąpiła jedną z uczestniczek programu. Jej udział w popularnym reality show nie przyniósł jej największego rozgłosu. Oprócz kilku flirtów oraz seksownego kalendarza dla TGcom, o Laurze przez dłuższy okres czasu nie było słychać. Kilka dni temu, podczas rozmowy z tygodnikiem „Top”, młoda Polka ujawniła, że kończy pisać książkę.

Laura urodziła się 3 czerwca 1986 r. w Hamburgu, gdzie jej rodzice prowadzili restaurację. Kiedy lokal splajtował rozpoczęły się kłótnie w rodzinie. Ojciec stał się agresywny i często groził matce. W 1996 roku mama wraz z małą Laurą przeprowadziła się do Włoch. W chwili obecnej polska Barbie, taki pseudonim otrzymała po wejściu do domu Wielkiego Brata, mieszka w Mediolanie.

Polka już przed wejściem do najbardziej śledzonego domu we Włoszech obracała się w środowisku artystycznym. Brała m. in. udział w reality show „Bar Wars” w satelitarnej telewizji Sky. Na swoim koncie ma również udział w lokalnych programach telewizyjnych jako „valetta” i w telezakupach. W 2010 roku została twarzą TGcom (internetowa gazeta grupy Mediaset), z którą stworzyła seksowny kalendarz. W tym samym czasie Laura spotykała się z 33 lata starszym Marco Balestri, znanym prezenterem telewizyjnym.

Kilka dni temu podczas rozmowy z tygodnikiem „Top” Laura oświadczyła, że jest w trakcie pisania książki. „Piszę książkę i jestem w siódmym niebie. Poświęcam jej cały mój czas” - przyznaje Laura. Nie wiadomo jednak jaki jest temat książki. Polka wyznała także, że od 6 miesięcy związana jest z młodym  mężczyzną, który jest spoza świata show-biznesu.  „Jestem szczęśliwa, mogę powiedzieć, że tym razem jest to poważny związek” - mówi.

Pomimo tego, że Drzewicka rozpoczęła karierę jako pisarka, w wywiadzie dla „Top” przyznała, że chciałaby pracować w telewizji, ale zrozumiała, że „w tym świecie trzeba się rozpychać łokciami” i dodała „jestem zmęczona wieczną walką z innymi osobami, z których połowa ma tzw. wejścia”.

Anna Malczewska

18-letnia Marlena Hajduk wygrała 3 sierpnia ósmy etap konkursu Miss Mediterraneo, który odbył w  Montesilvano.

Marlena mieszka w Chieti, ma brązowe oczy oraz włosy i 172 cm wysokości. Jest uczennicą 3 klasy Instytutu Sztuki w Chieti.

O tytuł Miss, Polka walczyła z 20 konkurentkami. Dziewczyny podczas trzech pokazów pokazały się w wieczorowych sukniach oraz kostiumach kąpielowych.

 

Marlena Hajduk / foto: Valerio Simeone (wireless.wordpress.com)

Ania Golędzinowska to jedna z niewielu Polek znanych we Włoszech. Swoją karierę rozpoczęła jako modelka i show-girl, a ostatnio zadebiutowała jako pisarka, wydając swoją biografię „Oczami dziecka”. W rozmowie z PolskaItalia opowie o swoim życiu we Włoszech.

Jak to się stało, że trafiłaś do Włoch?
Wyjechałam z Polski w przekonaniu, że jadę do włoskiej agencji modelek. Jednak wkrótce okazało się, że zostałam wywieziona pod Turyn, do nocnego klubu.

Nawiązując do twojego burzliwego życia we Włoszech, podobno przyczyniłaś się do skazania przestępców, ściągających młode Polki do Włoch i zmuszających je  do nierządu?
Tak te informacje pojawiły się nawet na pierwszych stronach polskich gazet. Po kryjomu pomagałam pewnemu dziennikarzowi wytropić zorganizowaną grupę przestępczą, która ściągała tak jak i mnie, młode Polki do agencji towarzyskich do Włoch. Dzięki śledztwu tego dziennikarza, policji udało się schwytać winnych, jednak bez wystarczających dowodów i śwadków całą tę szajkę uniewinniono.
Dopiero po 9 latach, kiedy to zdecyodowałam się zeznawać w sądzie,  udało się ostatecznie skazać winnych, którzy zostali ukarani za ściąganie młodych Polek do Włoch pod przykrywką agencji modelek i zmuszanie ich do nierządu.


Jaki stosunek mają Włosi do Polaków?
Włosi lubią nas Polaków, doceniają nas za naszą kulturę i system wartości. Poza tym, fakt iż Papież Jan Paweł II był Polakiem sprawił, że jesteśmy postrzegani lepiej.

Jak rozpoczęła się twoja kariera we Włoszech, w końcu nie łatwo wybić się i oglądać swoją twarz we włoskiej prasie i telewizji?

Zobaczyć siebie w telewizji,  to było moje marzenie jeszcze z czasów dzieciństwa. Wszystko wydarzyło  się zupełnie  przypadkiem. Gdy przyjechałam do Mediolanu tak się złożyło, że poznałam tzw lokalną bohemę włoskich gwiazd, ludzi biznesu i zaczęłam się obracać w tym towarzystwie. Potem wszystko potoczyło się samoistnie swoim torem. Otrzymałam kilka propozycji pracy w mediach i zaczęłam pojawiać się na okładkach niektórych włoskich czasopism, oraz występować w telewizji.

Podobno przyjaźnisz się z rodziną Berlusconi?
Tak utrzymuję kontakty z rodziną Berlusconi, a między innymi z Paolo Enrico Beretta, który jest siostrzeńcem Premiera.Tak się składa, że między innymi wczoraj byłam w mediolańskim teatrze Manzoni i również był Premier Silvio Berlusconi.


Jak poznałaś Silvio Berlusconi?
Zostałam wysłana przez mojego ówczesnego agenta Lele Mora na prywatne przyjęcie urodzinowe do Rzymu. Moim zadaniem było wyskoczyć z paczki prezentu i zaśpiewać jak Merlyn Monrou, angielską wersję „sto lat, sto lat”. Okazało się, że przyjęcie  było organizowane dla premiera Włoch - Silvio Belrusconi, o czym ja nie wiedziałam. Gdy ujrzałam przede mną Premiera Włoch, poczułam się tak jakby zatrzymało mi się serce. Nie spodziewałam się, że jadę na przyjęcie do Premiera. W taki właśnie sposób poznałam Premiera Włoch, na jego własnym przyjęciu urodzinowym.


Jakim on jest on człowiekiem?
Premier Silvio Berlusconi jest bardzo sympatycznym,  zabawnym i dowcipnym mężczyzną.
Jako o człowieku nie mogę nic złego o nim powiedzieć. Z kolei  w kwestii polityki wolę się nie wypowiadać.


Ostatnio sporo się mówi o przyjęciach u Premiera Włoch w jego willi w Arcore. Miałaś okazję w nich uczestniczyć?
Ja uczestniczyłam w wielu przyjęciach i bywałam na kolacjach rodzinnych u Premiera w wielu jego posiadłościach, a m.in  w willi Arcore, jednak bywałam tam w towarzystwie Paolo.

Włoska  prasa, a m.in. „Repubblica” czy „Corriere della Sera” opublikowaly twoje sms-y wysłane do głównej bohaterki skandalu - Ruby, znacie się?
Ja nigdy jej osobiście nie poznałam. To ona sama znalazła mnie na Facebooku i zaczęła do mnie pisać. Gdy wybuchł cały ten skandal i dowiedziałam się, że Ruby ma do czynienia z Lele Mora, skontaktowałam się z nią i ostrzegłam, by się trzymała od niego z daleka. Z kolei Ruby odpowiedziała mi, że Lele Mora jest jedynym, który tak naprawdę jej pomaga. Wówczas przestałam odpowiadać  na jej telefony.

Z tego co się dowiedziałam, również i ty współpracowałaś z Lele Mora i to chyba nie były pozytywne doświadczenia?

Tak, to prawda. Miałam pewną nieprzyjemną sytuację podczas przyjęcia, w którym uczestniczyłam jako hostessa reklamująca pewną znaną markę włoskiego piwa. Gdy zrozumiałam podczas tej imprezy, że dziewczyny od Lele Mora są stawiane w dwuznacznych sytuacjach  do takiego stopnia, że mogą być mylone prez niektórych gości z dziewczynami gotowymi na wszystko, zerwałam tę współpracę z Lele Mora tego samego wieczoru. Od tej pory już dla niego nigdy więcej nie pracowałam.

Podobno zarzucasz niektórym polskim portalom i prasie, iż niesłusznie określa cię mianem eskort, skąd te pomówienia?

Tak to prawda. Niektóre polskie portale plotkarskie, opublikowały pewne zdarzenia i moje słowa wyrwane kompletnie z kontekstu, sugerując tym samym, iż byłam jedną z dziewczyn uczestniczących w domniemanych orgiach u premiera.  A to są kompletne bzdury.  Poza tym prawdziwy dziennikarz dzwoni do osoby zainteresowanej i sam osobiście pyta się o jej wersję wydarzeń, zamiast wypisywać niestworzone rzeczy.  Oni powinni być dumni z Polek, którym udaje się za granicą, a nie tylko oczerniać.


Z kolei we Włoszech masz i swoich obrońców, a m.in  siostrzeńca Premiera - Paolo Enrico Beretta?

Paolo zna mnie bardzo dobrze. Znamy się z resztą już  od trzech  lat. Byłam przy nim gdy zmarła jego mama, siostra Silvio Berlusconiego. Nasza znajomość jest czysto platoniczna, mimo że bardzo często się spotykamy. W zasadzie, od mojego powrotu z Medjugorie zmieniłam moje życie i w rezultacie od roku  nie wychodzę prawie wogóle z domu. W związku z tym, od czasu do czasu spotykam się tylko  z kilkoma bliskimi przyjaciółmi, bądź z Paolo np w restauracji. On  to rozumie i szanuje moje decyzje. W związku z tym broni mnie, ponieważ zna prawdę i nie chce by niesłusznie insynuowano rzeczy, które nie miały miejsca, a przy okazji  mnie oczerniano.


Powróćmy do twojej książki. „Con gli occhi di bambina” jest twoją biografią  o poszukiwaniu utraconej niewinności, dlaczego taki tytuł?

Tytuł nawiązuje do moich trudnych przeżyć i do mojej przeszłości. Wszystkie fakty i zdarzenia są autentyczne i bez retuszu. Nie pozwoliłam nic zmienić mojemu wydawcy, czy podkoloryzować.

Dlaczego umieściłaś w przedmowie twojej książki cytat Jana Pawła II – „Non abbiate paura. Serenita è farsi portare dal Signore”?
Zdecydowałam się umieścić ten cytat, ponieważ Jan Paweł II jest dla mnie bardzo ważną osobą. Cenię go ze względu na to, jakie wartości przekazywał, za jego człowieczeństwo, dobroć i prostotę.

Poza tym, gdy obracałam się w światku mediolańskiej bohemy i brałam narkotyki, pewnego dnia zobaczyłam moich znajomych, którzy na książce z ilustracją Jana Pawła II wciągali kokainę.  To co zobaczyłam bardzo mnie zabolało i poruszyło. Tak jakby to był jakiś znak dla mnie. Od tamtej pory starałam się skończyć z narkotykami.

Nie zabrakło ci odwagi, by pisać o twoich trudnych  relacjach z rodziną i tragicznych, bardzo osobistych wydarzeniach z twojego życia. Nie bałaś się tego publicznego „uzewnętrznienia”?
Moja historia nie jest jedyną. Bywają jeszcze bardziej trudne przypadki i tragiczne historie osób, które nie mogą mówić o tym co je spotkało czy ze strachu, czy  też ze wstydu. W związku z tym, opisując moje życie chciałam udowodnić, że bez względu na to skąd się wywodzisz, czy z biedoty, czy też ze środowiska narkomanów, posiadając marzenia, możesz je zawsze zrealizować. Publikując moją książkę chciałam dać wszystkim nadzieję.

Jesteś osobą publiczną, nie zastanawiałaś się, że  poprzez opublikowanie twojej biografii, w której opisujesz twoje trudne dzieciństwo, skomplikowane relacje z mamą, oraz tak dramatyczne wydarzenia jak gwałt,  możesz samej sobie zaszkodzić?

Ja nie mam nic do ukrycia, nigdy nikogo nie zabiłam, ani się nie sprzedałam. W książce przyznałam się do moich błędów i opisałam to co przeżyłam. Ci co przeczytają moją książkę mogą to zaakceptować albo i nie. Ostatecznie to inni mają powody, by się wstydzić.

Jesteś  jedną z niewielu Polek, która napisała książkę po włosku i wydała ją najpierw we Włoszech, a nie w Polsce. Jak to się stało?

Najpierw napisałam książkę, a potem oczywiście  dzięki pomocy Flavio Pagano zostały naniesione poprawki językowe. Niektórzy sugerują, że książka została wydana dzięki pomocy moich znajomych, ponieważ wydawnictwo Piemme Gruppo Mondadori należy do rodziny Berlusconi. Jednak w rzeczywistości, nie otrzymałam żadnej pomocy z ich strony.

„Con occhi di bambina" jest książką, która łączy w sobie elementy kryminału, romansu, książki przygodowej i gatunku w stylu o pszukiwaniu siebie. Rozumiem, że te wszystkie elementy składają się na twoje burzliwe życie?
Faktycznie książka jest moją biografią i przedstawia fakty takie jakie miały miejsce. Powtarzam, ja nie mam nic do ukrycia i nie mam czego się wstydzić.

Piszesz również o poszukiwaniu wiary, to chyba  nie jest  modny temat w dzisiejszych czasach?
Nie tak do końca. Obecnie coraz więcej ludzi wierzących chciałoby móc z kimś porozmawiać o swojej wierze, ale po prostu się wstydzi przyznać do tego, że wierzy w Boga.

Co  ci się przydarzyło w Medjugorie, czy ta pielgrzymka miała jakiś szczególny wpływ na twoje życie?

Czułam w głębi duszy, że muszę pojechać do Medjugorie. Gdy tam przebywałam,  pewnego dnia wspinając  po róśnych wzniesieniach i pokonując stacje drogi krzyżowej w okolicach sanktuarium, miałam moment zwątpienia. Chciałam poddać się, zejść na dół i pójść do baru na piwo. Wówczas tak jakby ktoś dodał mi sił i dał do zrozumienia, że ja muszę skończyć tę drogę krzyżową i przejść ją do końca. Gdy dotarłam na sczyt, padłam na kolana i zaczęłam się modlić.

Przebywając w Medjugorie odwiedziłam również stowarzyszenie „Nowe horyzonty”, prowadzone przez siostry zakonne. Tam uczestniczyłam w spotkaniu z osobami, które przeżyły m.in masowy gwałt, albo miały problemy z narkotykami, a dzięki wierze i modlitwie udało im się powrócić do Boga. Po tych doświadczeniach kontynuowałam moją wędrówkę po Medjugorie i wróciłam do Mediolanu spokojniejsza.
Gdy wierzysz w Boga, nie zadajesz sobie zbędnych pytań, bo znasz już na nie odpowiedzi.

Czy twoja książka pojawi się w Polsce?

Odezwało się do mnie pewne  katolickie wydawnictwo świętego Pawła. Być może po rozwiązaniu niektórych kwestii organizacyjnych, typu dokonanie tłumaczenia na język polski, być może książka ukaże się również i w Polsce.

Podobno interesujesz się kwestiami, dotyczącymi przemocy wobec kobiet i dzieci. Co konkretnie robisz w tym kierunku?

Rzeczywiście problem przemocy wobec dzieci i kobiet jest mi szczególnie bliski. Chciałam przekazać część mojego honorarium ze sprzedaży biografii, a także umieścić w moje książce dane konta bankowego niektórych włoskich organizacji, zajmujących się  obroną praw kobiet i dzieci. Organizacje te nie były zainteresowane moją propozycją. Jednak ostatnio nawiązałam kontakty z pewnym polsko-włoskim stowarzyszeniem zajmującym się właśnie kwestią przemocy wśród kobiet i dzieci.

Jakiś czas temu  w nawiązaniu do ujawnionego przypadku księdza pedofila, we włoskich mediach ukazał się twój komunikat, w którym apelujesz by wprowadzono  ustawę o kastracji księży pedofili?

Nie tylko księży, ale wszystkich tych, którzy wykorzystują bezbronne dzieci. Takie osoby, które mimo podjętej próby leczenia nadal krzywdzą dzieci, należałoby poddawać kastracji chemicznej. Jestem za  wprowadzeniem tego typu ustawy, która będzie mogła chronić niewinne dzieci, a nie bezkarnych pedofilów.
Bez względu na to, czy są to pedofile księża czy osoby świeckie, powinny być ukarane za to co czynią. 
A ja nie mam nic przeciwko księżom, ja jestem przeciw pedofilom.

Jakie masz plany na przyszłość: studia, czy kariera?

Mam nadzieję, że w przyszłości albo założę rodzinę, albo być może rozpocznę studia teologiczne. Na chwilę obecną  nie mam jeszcze konkretnych planów. Teraz kończę szkołę i chłonę wiedzę, której tak mi kiedyś brakowało. Czas pokażę co się będzie ze mną działo. Niedługo jadę na kilka tygodni do sanktuarium w Medjugorie do sióstr zakonnych, by zastanowić się co chcę zrobić z moim życiem .

Błysk fleszy i kamer telewizyjnych już cię nie pociągają, a co z planami aktorskimi?
W tej chwili flesze i kamery telewizyjne mnie nie interesują, nie zależy mi na „czerownym dywanie”.
Jeśli pojawiam się w telewizji, to tylko w związku z moją książką „Con gli occhi di bambina”, a na niektórych przyjęciach pojawiam się tylko z konieczności. Poza tym, bardziej cię szanują gdy mniej bywasz i rzadziej pokazujesz się  w towarzystwie.
Co do aktorstwa, to aktorką można być nie tylko w telewizji, ale w każdym innym miejscu. Będąc aktorką, można na przykład  rozbawiać dzieci z sierocińca.

Czym teraz się zajmujesz?
Obecnie pracuję nad kolejną książką, tym razem będzie to triller z motywem religijnym.

Dziękuję za rozmowę.

Ania Golędzinowska od miesiąca przebywa w Medjugorie w stowarzyszeniu prowadzonym przez siostry zakonne. Zrezygnowala z kontraktu proponowanego przez bilionera z Porto Cervo, ponieważ obawiała się, iż „świat pozorów i sztuczności” spowoduje, że znów zejdzie na niewłaściwą drogę.

Obecnie Ania poinformowała na swoim profilu na Facebooku, iż w Mejdugorie oddaje się modlitwie i postom, czytając dzienniki świętej Faustyny Kowlaskiej.

 

Monika Zakrzewska