Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
16
So, luty

Tegoroczny Festiwal Kultury Polskiej Corso Polonia, organizowany przez Instytut Polski, rozpoczęła wystawa zdjęć autorstwa polskiej tłumaczki i fotografki, mieszkającej we Włoszech - Marii Stefanek. Dedykowana ona była rzymskim Romom. Kilka dni po wernisażu autorka zdjęć opowiedziała redakcji „Naszego Świata” o swoim pobycie z aparatem fotograficznym na terenie, do niedawna jeszcze największego w Europie obozowiska Romów, „Casilino 900”.

foto Maria StefanekMaria Stefanek przyjechała do Włoch pod koniec lat ’70.  Po zakończeniu studiów postanowiła wyjechać na miesiąc albo do Paryża, albo do Rzymu. - Złożyłam dokumenty do obu ambasad i tylko ta włoska mi odpowiedziała. Planowałam zostać tutaj miesiąc, jednak 2 tygodnie po przyjeździe poznałam mojego przyszłego męża i postanowiłam zostać w Wiecznym Mieście na dłużej. Rok później wyszłam za mąż - wspomina.

Od 25 lat jest tłumaczem przysięgłym, a w wolnych chwilach poświęca się swojemu hobby, fotografii. Talent do robienia zdjęć odkryła przypadkowo podczas pobytu w Kenii. - Po powrocie mój kolega, zawodowy fotograf, oglądając moje zdjęcia powiedział, że mogłabym zająć się fotografią profesjonalną – mówi Maria Stefanek.

Dzisiaj, 23 czerwca o godzinie 21.15 w Atelier Meta-Teatro będzie można zobaczyć monodram „Na pniu” utalentowanego polskiego aktora i reżysera, Jana Kozaczuka inspirowany Lolitą Vladimira Nabokova oraz Leczeniem uzależnionego umysłu Lee Jampolsky’ego.

“Na pniu”
Spektakl oprawiony w nowoczesne techniki medialne porusza tematykę miłości, rozczarowania i związanych z nim utraconych nadziei. Główny bohater wspomina najciekawsze lata spędzone z upragnioną kobietą. Koleje postępujących zdarzeń w ich pożyciu małżeńskim wywołują u bohatera wewnętrzną walkę i żal za utraconą miłością. Mężczyzna wprowadza widzów w nastrój refleksji nad przemijającym czasem i wpisanymi weń doświadczeniami egzystencjalnymi. Jednocześnie odbiorcy monodramu są obserwatorami postępującej przemiany emocjonalnej bohatera.

Aktor opowiada o nieudanym małżeństwie, zdradzie i poczuciu osamotnienia, a w szerszym kontekście - o miłości i nienawiści, odrzuceniu i uzależnieniu od drugiej osoby. Przedstawienie Jana Kozaczuka łączy w sobie dwie zazwyczaj trudne do połączenia sfery - subiektywną narrację i "uniwersalny" temat. Choćby bowiem słowa napisane przez aktora miały być najbardziej osobistą spowiedzią, kontekst przedstawienia zmienia mimo wszystko w oczach odbiorców to, co prywatne w to, co publiczne i przekształcalne w zakresie każdego z widzów z osobna, co nadaje tekstowi wypowiadanemu ze sceny uniwersalizujący rys.

tekst: Barbara Minczewa, Rzym (Instytut Polski w Rzymie)

Źródło: www.kulturalna.warszawa.pl

Jan Kozaczuk – absolwent   Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera  w Łodzi, wydział aktorski. Aktor Teatru Nowego w Warszawie. Współpracował z wioloma wybitnymi reżyserami teatralnymi, m.in.: Ewą Bułhak, Maciejem Prusem, Zbigniewem Brzozą i Adamem Hanuszkiewiczem.

(wda)

 

 

 

 

 

 

 

 

Promocja historii Polski przez Związki polonijne z południowych Włoch.

W dniach 20 i 21 maja 2011 r. w PEDARZE (CT) i REGGIO CALABRIA odbyły się koncerty poświęcone uczczeniu 220 rocznicy Konstytucji 3 Maja i 150-leciu Zjednoczenia Włoch.
Obu uroczystościom patronowały: ze strony włoskiej: Urzędy Miasta Pedara i Reggio Calabria – Assessorat ds Kultury, Sztuki i Spektaklu / ze strony polskiej: Wydział Konsularny przy Ambasadzie RP przy Kwirynale w Rzymie, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” – Zarząd Krajowy, Senat RP – Komisja Łączenia Polaków za Granicą z Warszawy.

20 maja 2011
PEDARA
Małe miasteczko, niedaleko Katanii (14 km), w połowie drogi pomiędzy Etną i morzem, gościło dwóch znanych polskich artystów: Panią Annę Kostrzyńską – sopran i Pana Marcina Dominika Głucha – pianistę i dyrygenta.

Kilka miesięcy temu prasa włoska zaczęła rozpisywać się o Ani Golędzinowskiej, polskiej modelce, która od 12 lat mieszka we Włoszech, wplątując ją, wbrew jej woli w słynną w całej Italii, aferę „Rubygate”. Czy Ania bywała na imprezach w posiadłości Berlusconiego w Arcore?

Ania Golędzinowska z Paolo Beretta / foto: Novella 2000 W ostatnim wydaniu tygodnika „Novella 2000” Ania Golędzinowska podkreśliła, że całkowicie wbrew jej woli została wplątana w aferę „Rubygate”. Przyznała, że rozmawiała i wysyłała smsy kilkakrotnie do głównej bohaterki seks skandalu - córki marokańskich imigrantów Ruby, w których ostrzegała i radziła dziewczynie by „trzymała się z daleka” od menedżera gwiazd i celebrytów Lele Mory, którego teraz prokuratura chce postawić przed sądem za nakłanianie do prostytucji. I wyjaśniła: „Ja także pracowałam dla Lele. To on wysłał mnie w paczce ozdobionej kokardami do domu Berlusconiego w Rzymie; to były jego urodziny w 2008 roku”.

- Nie zdawałam sobie sprawy do kogo jadę – mówi redakcji „Naszego Świata” Ania - Nie chciano mi nic powiedzieć, ponieważ chodziło o tak ważną osobę.

Okazuje się, że oryginalne, żywe prezenty dla premiera Berlusconiego wysyłano kilkakrotnie. – Na Wielkanoc partia Berlusconiego (PDL) podarowała mu ogromne jajko, z którego wyszła skrzypaczka, grająca specjalnie dla Silvio – wspomina Ania – Nie rozumiem dlaczego teraz robi się taką aferę z tego, że ja wyszłam z paczki  i zaśpiewałam premierowi "HAPPY BIRTHDAY MR.PRESIDENT" – dodaje.

W rozmowie z Radio Zet, Ania przyznała, że impreza urodzinowa u premiera była normalną kolacją, podczas której nic dziwnego się nie wydarzyło.

Polska modelka nie pracuje już dla Lele Mora. Zrezygnowała z pracy dla niego po tym, jak Lele Mora wysłał ją z innymi dwiema dziewczynami na imprezę zorganizowaną przez właściciela jednego z włoskich browarów, który podobno szukał nowej testimonial. – W rzeczywistości nie była to normalna kolacja, oczekiwano tam od nas czegoś więcej – stwierdza Ania – Kiedy się zorientowałam o co chodzi, zadzwoniłam natychmiast do Mora i pokłóciłam się z nim. Od tej pory przestałam pracować dla jego agencji.

W wypowiedzi dal Radio Zet Polka przyznała, że jest dość blisko związana z rodziną Berlusconiego. A w szczególności z Paolo Beretta.
- Paolo jest siostrzeńcem Silvio Berlusconiego, synem zmarłej w 2009 roku siostry premiera. To właśnie od jej śmierci jestem przy nim i wbrew pozorom nie uczęszczam na imprezy w Arcore, czy  Villa Certosa. Bywam tam jedynie na spotkaniach rodzinnych i nie wchodzę na nie tylnimi drzwiami – oświadcza Golędzinowska – Oburza mnie podejście polskich gazet plotkarskich, które piszą o mnie mnóstwo bzdur. Jestem jedyną osobą, którą w tej sprawie broni publicznie w komunikacie prasowym siostrzeniec premiera – podkreśla.

Anna Malczewska

W niedzielę 5 czerwca 2011 w Rocca di Papa fraz. Vivaro w area piknik „Terra nostra” odbył się polski piknik zorganizowany w celu relaksu , odpoczynku oraz w lepszego, wzajemnego poznania się.

Przybyło ponad 100 osób z Rzymu i Castelli Romani na ten piękny 5 – hektarowy teren, gdzie znajduje się bar, basen, grille, plac zabaw dla dzieci, jak też boisko dla dorosłych.

Polskim akcentem była obecność dwóch sklepów: sklepu polskiego Aleksandry Hebdy z Ladispoli i „Polonus” z Rzymu (dzielnica Marconi).
Wbrew nie najlepszej pogodzie zabawa potrwała do późnych godzin popołudniowych.

Czytaj: Kolejny piknik odbędzie się 10 lipca

Najwięcej radości sprawiło przybycie Roberta Skwarka i Jacka Bobra z Rzymu, którzy śpiewając i grając na gitarach, „rozśpiewali” wszystkich obecnych gości.

Wspólnie śpiewaliśmy : „Przeżyj to sam”, Hej Sokoły”, „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”, itp…
Świeże powietrze, przepięknie zagospodarowany teren oraz towarzystwo naszych rodaków- wszystko to sprawiło, iż zrodziła się chęć na powtórzenie tego rodzaju spotkania.

Następny piknik odbędzie się 10 lipca 2011 – „stesso posto, stessa ora” Serdecznie zapraszamy!

Organizatorki:

Bożena Wróblewska
i Edyta Felsztyńska.

Dobrze im razem. Łączy ich pasja, wspólna praca i ciekawość par, które tak jak oni pod jednym dachem tworzą polsko-włoski dom. Za kilka dni 16 czerwca, w Konsulacie Honorowym RP w Bolonii  zostanie zainaugurowana wystawa fotograficzna, przedstawiająca rezultat wspólnych zachwytów, Stasi i Fausta Branchi fotografów z zawodu i z zamiłowania, nad polską i włoską przyrodą. Wcześniej, 5 czerwca  zapraszają zaś pary polsko-włoskie na wspólne grillowanie.

Ze Stasią i Faustem Branchi rozmawia Danuta Wojtaszczyk

Jesteście pomysłodawcami spotkań par polsko-włoskich, których odbyło się już siedem, a ósme zostało zaplanowane na 5 czerwca. Z relacji, które nadsyłacie do naszego dwutygodnika wiemy, że Wasze grono stale się powiększa i że świetnie się wszyscy bawicie hołdując polskim i włoskim tradycjom, nie tylko kulinarnym. Kiedy wpadliście na pomysł zorganizowania tych spotkań?
Stasia:  Pomysł, aby zorganizować spotkania par polsko-włoskich narodził się w sierpniu 2009 roku. Rozmawiając z przyjaciółmi Fausta odkrywaliśmy, że często ktoś z ich znajomych ma żonę lub narzeczoną Polkę. Znaliśmy już kilka par i zapraszaliśmy do naszego grona następne.

Stasia i Fausto: Podczas naszych spotkań rozmawiamy po polsku i po włosku, wymieniamy się rożnymi doświadczeniami dotyczącymi życia codziennego, spraw urzędowych, wychowania dzieci.
Przygotowujemy zawsze przekąski polskie i włoskie. Ze względu na to, że mamy w Bolonii sklep polski Biało-Czerwona są do dyspozycji produkty oryginalne.
Ogólnie poznaliśmy 30 par, w tym jedną „inną”, gdyż żona jest Włoszką, a mąż Polakiem - para bardzo sympatyczna.

Czytaj: Wystawa fotograficzna Stanisławy i Fausta Branchi „Polska-Włochy: pod tym samym niebem.  Przyroda – muzyka dla oczu”

Stasiu, masz to szczęście, że Twój włoski mąż jest żywo zainteresowany Polską i chętnie uczestnicy w obchodach ważnych dla Polski rocznic i świąt, i pewnie czuje się wgłębi duszy trochę Polakiem. Znasz innych Włochów, których tak jak Fausta ciekawi nasz kraj? Polska nie zalicza się jeszcze do  ulubionych met wycieczkowych turystów z Włoch, ale ja osobiście coraz częściej spotykam osoby, które pragną spędzić urlop nad Wisłą i proszą mnie o praktyczne wskazówki. A jakie jest są Twoje doświadczenia?



Mój mąż Fausto bardzo chętnie uczestniczy w polskich imprezach kulturalnych i czuje się w połowie Polakiem. Nie opuścił nigdy uroczystości związanych z obchodami rocznic wyzwolenia Bolonii. Ostatnio natomiast fotografowaliśmy Rajd Motocyklowy „Z ziemi włoskiej do Polski”, ich pobyt na Piazza Maggiore, zwiedzanie bazyliki San Petronio, następnie przejazd i wspólną modlitwę na Cmentarzu Polskim w San Lazzaro di Savena.
Spotykam się często z pozytywnymi opiniami o naszym kraju. Nawet przy okienku na poczcie, pani opowiadała mi o pięknej wycieczce grupy Włochów, którzy zwiedzili Kraków. Jest to miasto najczęściej przez nich odwiedzane.

„Zawiozłaś” jakichś znajomych Włochów do Polski?
Stasia: Nie,  na razie nie, nie licząc Fausta, ale moja córka Asia była z grupą włoskich przyjaciół na Sylwestrze kilka lat temu w Krakowie.  Mało tego, Asia i jej narzeczony Włoch postanowili przeprowadzić się do Polski na stałe.
Natomiast  starsza córka Ela mieszka tak jak my w Bolonii, pracuje w biurze adwokackim i na razie nie myśli o powrocie do kraju, ale chętnie jeździ do Polski na wakacje.
Podczas naszych podroży często spotykamy w Polsce turystów z Włoch np. w Białowieży, na Mazurach, w Przemyślu. Uważamy na to, co mówimy po włosku, ponieważ bardzo, ale to bardzo dużo osób zna język włoski i zdarzają się często śmieszne sytuacje, wręcz niewiarygodne.

Obecnie wspólnie prowadzicie profesjonale studio fotograficzne? Fausto jest zawodowcem, a dla ciebie fotografowanie było początkowo hobbym. To mąż „wciągnął” Cię w fotografowanie, takie całkiem już „na serio”?
Stasia: W dziedzinie fotografii Fausto jest ekspertem, wie wszystko o technice i sprzęcie. Od niego nauczyłam się bardzo dużo i wciąż rozwijam swoją pasję do fotografii. Razem z Faustem zainwestowaliśmy w Bieszczadach i przygotowujemy tam bazę wypadową.  Pragniemy promować Polskę, zapraszać włoskich fotografów, pasjonatów natury, piękna krajobrazów, przygody, wszystkich, którzy są otwarci na poznawanie nowych miejsc, nowych przyjaciół. Operujemy czterema językami: angielskim, włoskim, polskim i rosyjskim, więc niewykluczone, że uda się nam zebrać międzynarodowe grono.

Fotografia to pasja, która Was łączy, ale nie jedyne Wasze hobby. Zdradźcie co robicie, kiedy nie fotografujecie?
Stasia: Moją drugą pasją jest kuchnia włoska. Od przyjaciół otrzymuje dużo pochwał, moja teściowa dzieli się ze mną tradycyjnymi przepisami z kuchni bolońskiej, które następnie odnoszą sukces.
Organizuję również obiady i kolacje polskie, które cieszą się powodzeniem wśród Włochów, niektórzy namawiają mnie, abym otworzyła polski bar.

Jakie polskie dania najbardziej smakują Waszym włoskim przyjaciołom?
Stasia: Smakuje im bardzo żurek z jajkiem, gołąbki z ryżem i mięsem, pierogi ruskie, z kapustą, z grzybami, zupa cebulowa, zapiekanki  z ziemniaków, racuszki z jabłkami, naleśniki z owocami, krokiety z kapustą, polskie torty, ciasteczka i  ciasta, a zwłaszcza szarlotka.

 

Czytaj: 8. spotkanie par polsko-włoskich odbędzie się już za kilka dni

Jak na co dzień polskie i włoskie zwyczaje współżyją w Waszym domu?

Stasia i Fausto: Pod naszym polsko-włoskim dachem jest wesoło. Mamy wielu przyjaciół i przy byle okazji, nawet w wąskim odstawiamy mini-teatrzyk polsko-włoski. Może kiedyś zaprezentujemy go w większym gronie.
Święta są u nas zawsze tradycyjne polskie. Wigilia z opłatkiem i 12 daniami (w małych ilościach, ale zawsze 12!).

Fausto, co najbardziej uderzyło Cię w Polsce, podczas Twojej pierwszej podroży?
To był 1990 albo 1991 rok. Jan Paweł II chciał, aby kolejny Dzień Młodzieży odbył się w Krakowie. Od zawsze kochałem przyrodę, dlatego zacząłem od „studiowania” jak wygląda fauna i flora w tym dalekim kraju, ojczyźnie Papieża.
W tamtych czasach nie było ani tak szczegółowych, ani tak bogato ilustrowanych przewodników po Polsce, jakie można nabyć teraz, a internet dla cywili jeszcze nie istniał. Napisałem więc do polskiego biura podróży, Orbisu, o ile dobrze pamiętam. Przysłali mi kilka broszur, dzięki którym odkryłem, że bizony europejskie i lasy dziewicze znajdują się właśnie w Polsce.
Baaa, dowiedziałem się, że w Polsce mieszka ostatnie stado tych dostojnych ssaków. Od razu zakochałem się w żubrach, spakowałem plecak i w sierpniu 1991 roku przybyłem do Krakowa. Stamtąd udałem się oczywiście do Białowieży, później na Mazury, dalej do Gdańska i na wydmy w Łebie. Do Włoch wróciłem przez Niemcy.
„Ile tu Trabantów, ile małych Fiatów (126) ile starych ciężarówek, i wszyscy, jak tylko mogą ustępują ci pierwszeństwa, czyli dokładnie na odwrót niż jeździ się we Włoszech” – myślałem. W ciągu 20 dni pobytu nigdy na ulicy nie spotkałem zestresowanych ludzi, gotowych cię zaatakować, jeśli tylko zagapisz się na światłach i nie wystartujesz od razu na zielonym…Od razu poczułem się dobrze w tym kraju.

Wymień pięć  rzeczy (dowolnej kategorii), które najbardziej podobają ci się w Polsce.
Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła w Polsce i to już podczas pierwszej podroży była niebywała gościnność. Było około godziny 23.00, zaraz po przejechaniu granicy z Czechosłowacją zatrzymałem się, aby coś zjeść. Właściciel restauracji, który  domyślił się, że jestem Włochem, zaserwował kotleta z frytkami i jeszcze, aby umilić mi wieczór włączył dość głośno kasetę z piosenkami Al Bano.
Bardzo lubię żurek, zwłaszcza Stasi, bo robi doskonały i flaczki mojej teściowej.
Ale to, co najbardziej podoba mi się w Polsce to solidność,  determinacja i chęć, bez względu na wszystko, aby być razem. Myślę, że są to cechy, które pozwoliły Polakom przetrwać najtrudniejsze czasy i odrodzić się jako naród, mimo że był, okupowany, ciemiężony i masakrowany.
Gościnność i dyspozycyjność to dwie inne cechy, które urzekły mnie w Polsce pamiętnego lata ‘91 roku, kiedy to byłem gościem rodziny w Narewce, z którą do dziś się przyjaźnie i która jest dla mnie jak moja bliska rodzina.

Słyszałam, że uczysz się polskiego. Jak Ci idzie?
Żyję nadzieją, że pewnego dnia będę mógł swobodnie porozmawiać z moim teściem bez pomocy tłumacza :) Jednak póki co, moje słownictwo w języku polskim nie jest zbyt bogate.

Ale jesteś już w stanie się dogadać po polsku?
Jeśli rozmowa jest prosta, to jakoś daję sobie radę. Potrafię na przykład samodzielnie kupić pączki, które uwielbiam :)

Co sprawia Ci najwięcej trudności w nauce?
Budowa zdania, która nie jest natychmiastowa. Ale moją prawdziwą bolączką są deklinacje – niewiarygodne, że jeden wyraz może przybierać tyle form! Dla Włocha to trochę abstrakcja, bo po włosku dom to zawsze dom: vado a casa, entro in casa, casa di Maria….

Stasia, jako nauczycielka, jest wyrozumiała czy surowa?
Surowa.

Pomaga Ci w odrabianiu lekcji?

Zawsze mówi, że mam sam odrabiać. Ale potem mi pomaga…

D.W.


STANISŁAWA STECIAK BRANCHI urodziła się w Polsce, w Bieszczadach, zauważyła jakiś czas temu w małej pizzerii w San Lazzaro di Savena fotografa z taką samą pasją dla pizzy, który pozdrowił ją z nieśmiałym  uśmiechem.
Prawdę mówiąc FAUSTO BRANCHI fotoreporter z zawodu, nie miał zamiłowania do pizzy, ale do pięknej pani z obcym akcentem i udawał się do pizzerii tylko dla niej. Po kilku pizzach Fausto zapragnął poznać Stasię bliżej. Odkrył, że mają dużo wspólnych pasji: podróżowanie, fotografowanie, krajobrazy i sztuka.
Przed odkryciem fotografii Stasia z przeszłością konserwator zabytków-sztukator w Polsce, rysowała swoją ziemię, wielki kolorowy park naturalny w Karpatach i marzyła.
Fausto też marzył od dzieciństwa. Marzył o zwiedzaniu świata z aparatem fotograficznym na szyi i przygotowywał się odkrywając ścieżki niedaleko swojego domu w Parco dei Gessi Bolognesi ze swoimi zachwycającymi wzgórzami, jaskinią della Spipola, del Farneto, Montecalvo, gdzie zimą po  zadymach śnieżnych niebo się otwiera i można przebiec wzrokiem od Apeninów do Dolomitów i dotrzeć do błękitnego morza.
Stasia i Fausto czują się dobrze razem. Z aparatem na szyi udają się na odkrycie Włoch i Polski, ale ze spokojem, ponieważ to nie pizza do zjedzenia w pośpiechu na stojąco.
Dla pełni wrażeń czekają aż blade światło słoneczne oświetli kwiaty i owady, które się do nich zalecają. Czekają na wiosnę, lato, jesień, zimę, gorąco, zimno, pełnię księżyca i pioruny.Czekają aż lot flamingów zakoloruje niebo na różowo.
Spotykają spojrzenie żubra, fotografują walkę wilków na śniegu, napotykają dziki wychodzące z lasu.
W swoim dzienniku podróży wpisali Puszczę Białowieską, Elbę, Rezerwat Naturalny Valli di Sant’Antonio Karpaty Wschodnie, Abruzzo-Valle della Majella, Apeniny, Alpy, Sardynia Delta del Po...
Odkryli razem, że wiele krajobrazów polskich jest podobnych do tych włoskich. Odkryli, że Polska i Włochy są połączone od Odrodzenia, historia ucisków podziałów i dyktatur.
Narody, które wymieniają się w swoich hymnach narodowych. Więź braterska.
To nie przypadek, że 21 kwietnia 1945r. Polacy wyzwolili Bolonię spod nazistowskiej dyktatury.
Podczas wizyty w Bolonii Papież Jan Paweł II gościł też na Cmentarzu Polskim w San Lazzaro di Savena. Uklęknął wzruszony i objął jeden z 1441 białych krzyży, upamiętniających żołnierzy, wielu płakało razem z nim.
Mario Rebeschini,
prezes  Associazione Italiana Reporters Fotografi


Niniejsza prezentacja jest wstępem do katalogu wystawowego Stanisławy i Fausto Branchi „Polska- Włochy: pod tym samym niebem. Przyroda: muzyka dla oczu”.

Możliwości internetu w naszym codziennym życiu są niemal nieograniczone. Wystarczy posiadać komputer podłączony do sieci, by móc swobodnie kupować, sprzedawać, poznawać nowych ludzi, zapewniać sobie różne rozrywki . Ostatnio osoby, które nie mogą lub nie mają czasu na bezpośrednią pomoc psychologa, mogą teraz skorzystać z internetowych usług psychoterapeutycznych i psychologicznych. Do kogo skierowane są tego rodzaju e-gabinety? Jakie są ich zalety oraz wady? Na te i inne pytania odpowiada mgr Agata Rakfalska-Vallicelli.

Kiedy wpadła Pani na pomysł stworzenia internetowego gabinetu psychologicznego?
Mieszkając poza granicami Polski od 5 lat, z jednej strony zrozumiałam, iż nie jest tak łatwo być emigrantką, a z drugiej strony uświadomiłam sobie, iż nie ma wielu psychologów we Włoszech mówiących w języku polskim. Moje zainteresowanie tą formą pomocy wypłynęło z naturalnej chęci pomocy Polakom mieszkającym za granicą.

Do kogo skierowany jest tego rodzaju e-gabinet?
Prowadzony przeze mnie Internetowy Gabinet Psychologiczny OPEN skierowany jest przede wszystkim do Polaków mieszkających za granicą, którzy z różnych względów nie mają możliwości skorzystać  z pomocy psychologa w języku polskim.  Ponadto oferta w postaci konsultacji psychologicznych skierowana jest również do osób, których warunki pracy (np. częste wyjazdy służbowe), bądź sytuacja życiowa (świeżo upieczone mamy, osoby fizycznie niepełnosprawne, itp.) nie pozwala im na regularne wizyty w tradycyjnym Gabinecie.

W jaki sposób odbywają się spotkania, jak działa tego rodzaju gabinet?
Gabinet Psychologa on-line działa w podobny sposób do tradycyjnego Gabinetu. Osoba potrzebująca porady/konsultacji z psychologiem, rejestruje się na stronie i umawia na pierwszą darmową konsultację, podczas której może poznać sposób pracy psychologa, sprawdzić, czy odpowiada jej taka forma pomocy psychologicznej,  a przedstawiając swój problem zobaczyć, czy psycholog jest w stanie jej pomóc.

Kiedy już dana osoba ma swoje konto na stronie (login i hasło), może wybrać z kalendarza odpowiadającą mu datę spotkania, opłacić ją i w danym dniu o określonej godzinie być zalogowanym na Skypie (musi posiadać konto na Skype).  W trakcie trwającej około godziny rozmowy omawiane są problemy danej osoby i proponowane sposoby ich rozwiązania.
Uważam, iż bezpośrednia rozmowa (poprzez Skype, z kamerką lub bez) jest najlepszym sposobem, aby poznać problemy danej osoby i wspólnie znaleźć sposoby, aby je rozwiązać.

Czy pacjent musi się specjalnie przygotować do spotkania?

Pacjent musi umieć korzystać z komputera, posiadać dość dobre łącze, pozwalające na normalną komunikację i oczywiście posiadać konto Skype (słuchawki, kamerka).
W dniu spotkania powinien znaleźć sposób, aby nikt mu nie przeszkadzał w rozmowie. Dobrze by było, aby w osobnym pokoju mógł usiąść wygodnie w fotelu,  spokojnie i bezstresowo porozmawiać z psychologiem.

W jaki sposób dokonuje się płatności?
Płatności można dokonać na dwa sposoby: za pomocą karty kredytowej (poprzez PayPall) lub za pomocą przelewu bankowego przez internet z podstawowych polskich banków (Dotpay).

Dlaczego zdecydowała się Pani na otworzenie gabinetu on-line?
W chwili obecnej prowadzę normalny Gabinet Psychologiczny w Modenie i Spilamberto (Emilia Romagna). Z reguły pacjenci to Włosi, chociaż ostatnio zgłosił się do mnie również Polak (musiał jechać 2 godziny na spotkanie, więc widać, jak bardzo był zmotywowany do rozmowy , ale i jak bardzo taka pomoc była mu potrzebna.

Dlaczego otworzyłam gabinet on-line? Dobre pytanie. Pomysł wyszedł sam z siebie, kiedy widziałam, jak wiele osób przebywających za granicą ma różnego rodzaju problemy, z którymi nie może sobie poradzić, a jednocześnie nie wie, do kogo się zgłosić.

Uważam, że najważniejszą kwestią jest zgłoszenie się o pomoc do specjalisty, jak tylko problem się pojawi, nie czekanie na jego pogorszenie. Często problem może być rozwiązany w krótkim czasie, jeśli zostanie odpowiednio wcześnie podjęta decyzja o wizycie u psychologa. 
Stawiam na prewencję, a nie leczenie!

Jak można sprawdzić, czy rzekomy psycholog ma odpowiednie kwalifikacje?
We Włoszech jest to bardzo proste – istnieją regionalne Izby Psychologów (ja jestem zapisana do Ordine degli Psicologi dell’Emilia Romagna. Ponadto psycholog powinien nieustannie się dokształcać (kursy, szkoły podyplomowe, konferencje), być pod ciągłą superwizją.

W Polsce sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdyż nie istnieje ustawa o zawodzie psychologa, dlatego też każda osoba (nawet bez wykształcenia) może wykonywać ten zawód. Istnieje Polskie Towarzystwo Psychologiczne, które reguluje pewne kwestie, np. odnoszące się do etyki zawodu.
Ponadto ważne jest rozróżnienie psychologa od psychiatry.

Czy dużo Polaków mieszkających za granicą korzysta z tego rodzaju gabinetów?
Ciężko jest określić, ile osób korzysta.  Wiem, że jest dość duże zainteresowanie tego typu pomocą, choć wiele osób z różnych  powodów nie decyduje się na nią (ani tradycyjną, ani internetową). Podjęcie decyzji o wizycie u psychologa jest trudne, z różnych powodów (np. pomyślą, że jestem chora psychicznie, szalona; nie potrafię rozmawiać o swoim problemie z nikim obcym;  próbowałam już wszystkiego, więc nie sądzę, aby psycholog znalazł na to rozwiązanie, zbyt dużo kosztuje, itp.).

Często jednak nie zdajemy sobie sprawy, jakie koszty podejmujemy nie korzystając z pomocy psychologicznej (np. masz problem w pracy może pogorszyć relacje rodzinne, spowodować, że sięgniemy po leki, czy alkohol, który tylko pogorszy nasze  wyniki w pracy, i tak powstaje błędne koło). W Europie naturalną rzeczą jest wizyta u dentysty, kiedy boli nas ząb; wizyta u kardiologa, kiedy boli nas serce, ale nie jest jeszcze przyjęte, aby pójść do psychologa, kiedy dopada nas depresja, nie możemy poradzić sobie z naszymi lękami, mamy problemy w relacjach z innymi, itp.).

Na jakie problemy napotykają najczęściej Polacy mieszkający na emigracji?
Zdawać by się mogło, iż Polacy na emigracji mają jakieś specyficzne problemy, które nie spotkały by ich w Polsce.  Moje doświadczenie pokazuje, iż problemy są podobne, choć ujawniają się one wcześniej, gdyż przebywanie w obcym kraju może być czynnikiem stresujących wywołującym jakieś negatywne reakcje. Oczywiście największym problemem jest adaptacja do nowego środowiska i nowej kultury (języka, zwyczajów). Zdaje się, że mniej problemów mają dzieci emigrantów, niż ich rodzice.

Główne problemy adaptacyjne objawiać się mogą poprzez różne zaburzenia, jak np. objawy depresyjne , różnego rodzaju lęki (tzw. nerwica), ataki paniki, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (tzw. nerwica natręctw), itp. Wiele osób sięga po alkohol, jakby to on miał rozwiązać wszystkie problemy. Duży procent osób zgłaszających się do mnie ma problemy w relacjach, zarówno tych związanych z adaptacją w nowym kraju (znalezienie nowych znajomych, odnalezienie się w nowej pracy, czy po prostu poczucie samotności i odizolowania od innych), jak i problemy w relacjach z członkami rodziny, które pozostały w Polsce (rozmowy na odległość, problemy zdrady i braku zaufania). Wiele z tych problemów  można wspólnie z psychologiem rozwiązać w dość krótkim okresie czasu, ale ważna jest tutaj motywacja do zmiany i chęć do działania.

Specjalizuje się Pani w Krótkoterminowej Psychoterapii Strategicznej, na czym ona polega?
Każdy psycholog, psychoterapeuta pracuje w różny sposób, w zależności od szkoły jaką skończył.  Ja jestem w trakcie studiów w Szkole Krótkoterminowej Terapii Strategicznej w Arezzo, którą kieruje znany psycholog prof. Giorgio Nardone.

Reprezentuje ona rodzaj rewolucji kopernikańskiej w dziedzinie psychoterapii, gdzie pomoc terapeutyczna skupia się na efektywnym i szybkim rozwiązywaniu problemów prezentowanych przez klientów. Utrzymujące się przez lata problemy natury psychologicznej, związane z tym cierpienie osób nimi dotkniętych, jak i rodziny, nie zawsze wymagają używania skomplikowanych metod terapeutycznych wydłużonych w czasie.

Wyniki otrzymane za pomocą dobrze ustrukturyzowanych i zaaplikowanych we właściwy sposób interwencj strategicznych pokazują ( w ciągu ostatnich 20 lat w Centro di Terapia Strategica w Arezzo pomoc uzyskało ponad 86% klientów w czasie około 7 sesji terapeutycznych), iż możliwa jest szybka i efektywna pomoc psychologiczna w przeważającej liczbie zaburzeń psychicznych.
Na temat Krótkoterminowej Terapii Strategicznej można przeczytać więcej na moim blogu.

Czy jest ona skuteczna?
Skuteczność psychoterapii jest często poruszanym problemem. Krótkoterminowa Terapia Strategiczna zakłada rozwiązanie przedstawionego przez pacjenta problemu w czasie do 10 sesji (spotkania odbywają się  co 2 tygodnie).  Wiele oczywiście zależy od problemu, od oporu, który przejawia pacjent, od  jego motywacji, czynników drugorzędnych, czy wreszcie od doświadczenia psychoterapeuty.

rozmawiała Anna Malczewska

mgr Agata Rakfalska-Vallicelli / www.agatarakfalska.comAgata Rakfalska-Vallicelli o sobie
Jestem osobą, która kocha podróżować, sprawdzać się w nowych sytuacjach,  odkrywać  „nowe lądy”. Właśnie podróż do Hiszpanii sprawiła, że tam poznałam mojego przyszłego męża Paolo, dla którego przeniosłam się do Włoch (Modena).
W Polsce pracowałam jako psycholog, dlatego też nie wyobrażałam sobie, aby robić coś innego we Włoszech. Droga do uzyskania tytuły magistra psychologii we Włoszech i możliwość pracowania tutaj w zawodzie zajęła mi 4 lata (Studia na Uniwersytecie w Padwie, Roczny staż z psychologii w Modenie i San Diego, obowiązkowy do zdania Esame di Stato, który pozwala się zapisać do Izby Psychologów, aby móc regularnie wykonywać zawód).
We Włoszech mieszkam od czerwca 2006 roku z małymi przerwami na podróże, m.in. miesiąc w Australii, około 6 miesięcy w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn.
Oprócz prowadzenia prywatnego Gabinetu Psychologicznej w Modenie, jestem także Instruktorką Fitness (http://fitness-vita.blogspot.com/ ), prowadzę różnego rodzaju projekty z zakresu aktywności fizycznej dla kobiet i świeżo upieczonych mam.
Mieszkanie poza granicami kraju, w którym się urodziliśmy bywa różne. Wiele zależy od tego, co robimy, dlaczego wyemigrowaliśmy,  jakimi ludźmi się otaczamy.
Emigracja ma dobre i gorsze strony. Będąc optymistką staram się zawsze dostrzegać „szklankę do połowy pełną”. Zapraszam na stronę: www.agatarakfalska.com


Więcej artykułów…