Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
23
So, wrzesień

Łukasz Górnik ma 33 lata, a od 5 mieszka i pracuje w Italii. Zakochał się w języku włoskim wiele lat temu, a śpiewając po włosku jest w stanie przekazać wszystkie swoje uczucia. Pod koniec 2013 roku nagrał teledysk do swojej piosenki „Voglia di sparire”, mówiącej o nieszczęśliwej miłości. Młody artysta liczy na to, że już w niedługiej przyszłości będzie mógł żyć z muzyki...

Łukasz Górnik / foto: archiwum prywatneOd ilu lat mieszkasz we Włoszech i jaki był powód Twojego przyjazdu tutaj?
W tym roku mija dokładnie 5 lat. Pamiętam jakby to było wczoraj. Walizka pełna ubrań i książek, nowe miejsce, nowi ludzie, nowy język, nowe wyzwania. W trakcie studiowania filologii włoskiej koleżanka zapytała mnie, czy nie chcę wyjechać w przerwie letniej na dwa miesiące do Włoch do pracy i przy okazji podszkolić język. Zgodziłem się natychmiast. Dość miałem uczenia się w domu słówek i gramatyki, a praca była pewna, z zakwaterowaniem i wyżywieniem. Chciałem się sprawdzić, zacząć rozmawiać, a przede wszystkim udowodnić sobie i bliskim, że nauka języka nie wiąże się tylko z zarezerwowaniem hotelu, czy kupienia drinka w barze, ale przede wszystkim, że można nim władać biegle tak jak swoim rodzimym językiem. I udało się.  Mówię biegle w języku włoskim. Tutaj mieszkam i pracuję, a muzyka wypełnia tutaj naprawdę dużą część mojego życia.

Skąd pochodzisz z Polski?
Pochodzę z Sosnowca, ale często mówię, że jestem z Czarnej Góry (miejscowości położonej nieopodal Białki Tatrzańkiej - między Zakopanem a Nowym Targiem). Mój tata jest rodowitym góralem. W Czarnej Górze mamy swój dom i odkąd pamietam  spędzamy tam każde wolne chwile, wakacje czy ferie, a nawet weekendy, by doładować akumulatory.

Od kiedy zacząłeś śpiewać? Jak narodziła się ta pasja?
Śpiewam od zawsze. Jak to mówią moi bracia, krzyczę, wyję i dre się od małego. Tyle dałem "płaczliwych koncertów", że nie da się ich policzyć na palcach u jednej ręki. Od kiedy mieszkam we Włoszech nie rozstaję się z notatnikiem. Opisuję, co widzę i przeżywam. Zapisuję wszystkie swoje myśli po włosku, chwile smutku i radości, problemy z jakimi czasem przyjdzie mi sią borykać, swoje pragnienia, rozterki czy rozczarownia.

Czy uczęszczasz na lekcje śpiewu?
W dzieciństwie ukończyłem szkołę muzyczną im. Jana Kiepury w Sosnowcu w klasie fortepianu i uczęszczałem również na lekcje śpiewu. Bardzo mile wspominam ten czas. Teraz znowu uczęszczam na takie lekcje. Czasem jest naprawdę zabawnie.

Niedawno ukazał się teledysk do Twojej nowej piosenki „Voglia di sparire”, nakręcony przez firmę Creative w Polsce. Opowiedz o jego realizacji.
To niezwykłe uczucie nagrać teledysk do piosenki, której jest się autorem - zarówno  tekstu i muzyki. Utwór powstał w bardzo trudnym okresie mojego życia, stąd "Voglia di sparire". Tak to już jest z nieszczęśliwą miłością. Czasem naprawdę potrafi zatrzymać czas, góry przenosić ale czasem i zranić, zaboleć czy skrzywdzić. Teledysk kręciliśmy w Polsce w Katowicach i w Chorzowie. Nie mieliśmy szczęścia cieszyć się piękną słoneczną pogodą. Pamiętam było bardzo zimno. Okropny wiatr sprawiał, iż odczuwalna temperatura była dużo niższa. Sypało też śniegiem, a my z Pauliną Bałazy (modelką) musieliśmy spacerować ulicami w największy mróz. Przyznam, że po kilku dniach od realizacji dopadła mnie grypa. Mimo, że aura nam nie sprzyjała, sprzyjała jak najbardziej teledyskowi, albowiem piosenka, do której był nagrywany videoclip jest piosenką o nieszcześliwej miłości.


Jesteś autorem wszystkich tekstów twoich kompozycji?
Tak, jestem autorem tekstu i muzyki do wszystkich moich kompozycji. Proces powstawania moich piosenek jest przeróżny. Czasem, gdy zrodzi się w głowie jakaś melodia, zazwyczaj nagrywam ją na dyktafon, ale zdarza się też i tak, że gdy przychodzi wena twórcza potrafię nie spać całą noc, piję kawę za kawą i nucę mały kawałek melodii bez końca, dodając do niej jakieś słowa. Muzyka wypełnia mój pokój po brzegi. Czasem  jednak brak mi pomysłów, mam przysłowiową pustkę w głowie. Natchnienie pryska jak bańka mydlana, rozmywa się i gdzieś ulatuje i wiem, że już nic nie wymyślę, ale zawsze wraca z nadejściem następnego dnia. Mam szczęście.

Dlaczego zdecydowałeś się śpiewać po włosku?
Bardzo lubię język włoski. Pamiętam mój pierwszy przyjazd do Włoch. Gdzieś w radiu na plaży usłyszałem "Vivimi",  jedną z piosenek Laury Pausini i zakochałem się. Wśród pamiątek z podróży, musiała znaleźć się płyta tej artyski. By zrozumieć o czym śpiewa, zacząłem tłumaczyć teksty jej piosenek,a potem wszystkie jej płyty. Kupowałem wiele książek, wiele rozmówek i słowników. Z kolejnych podróży przywoziłem nowe wspomnienia i nowe płyty. I tak zacząłem śpiewać po włosku, aż w końcu zakochałem się po uszy w tej muzyce i w tym kraju.


Jak określiłbyś styl muzyczny, który najlepiej Cię reprezentuje?
Całe moje życie skupione jest przede wszystkim na jednej artystce - Natalii Kukulskiej. Jej muzyka mnie ukształtowała i zawsze do mnie powraca. Jej talent jest naprawdę ogromny. To nią inspirują się artyści. Również i ja. Będąc na początku mojej drogi muzycznej chyba pop jest takim stylem muzycznym, w którym czuję się najlepiej i bezpiecznie. Moje piosenki są bardzo melodyjne i bardzo osobiste. Pokazują jakiś uchwycony moment mojego życia.

Czy swoją przyszłość wiążesz z karierą muzyczną?
Bardzo bym chciał. Z dnia na dzień nabieram coraz więcej doświadczeń, tych muzycznych, jak i życiowych. Zaczynam małymi kroczkami z pokorą i cierpliwością. Ja kocham śpiewać, kocham komponować, kocham pisać. Na pewno znów dam o sobie znać. W maju ukarze się kolejny teledysk do jednej z moich autorskich piosenek. Uważam, że w życiu można osiągnąć wszystko, każdy cel, dzięki najbliższym, których się kocha i oczywiście silnej wierze.

Kim jest Łukasz Górnik prytwanie?
Jestem poukładanym i raczej spokojnym człowiekiem. Zazwyczaj mam wiele trudności nawiązywania kontaktów z ludźmi. Lubię być sam, lubię spokój i ciszę. Czasem zdarza mi się być wybuchowym, ale umiem kontrolować te stany. Gdy przeżywam chwilę słabości, czy wzlotu, staram się zachować dystans do siebie samego. Lubię czasem usiąść w kącie z kubkiem gorącej kawy, smakować chwile, słuchać muzyki i delektowac się drobiazgami. Potrafię cieszyć się życiem. Nie lubię pędzić za czymś w tym zwarjowanym świecie. Lubię się zatrzymać w tym pędzie i iść sobie swoim tempem. Lubię przyglądać się życiu.
rozmawiała Anna Malczewska

Gosia Andrzejewicz / foto: Andrzej KubikPo kilku latach ciszy, polska piosenkarka z Bielsko Białej, zdobywczyni dwóch złotych płyt, Gosia Andrzejewicz, powraca nie tyle na rodzimy, co na zagraniczny rynek. Po udanej współpracy z Dr Albanem, szwedzko-nigeryjskim raperem znanym na świecie z hitu It’s my life oraz po sukcesach w Szwajcarii, Gosia w roku 2014 stawia na Półwysep Apeniński. Artystka mówi biegle po włosku oraz angielsku i już wkrotce można ją będzie zobaczyć w kolejnej muzycznej współpracy z tajemniczą jak dotąd włoską gwiazdą estrady. Dla Naszego Świata Andrzejewicz opowiada telefonicznie o swojej karierze, sukcesach, nowej płycie i marzeniach na obecny rok oraz wyjawia całą prawdę o swoim wojowniczym charakterze i jazzowych korzeniach.

Gosiu, z Włochami łączy cię ciepły i długoletni już związek. Twój talent został przecież odkryty we Florencji przez kompozytora Goffredo Orlandi. Opowiedz nam coś więcej o tym niesamowitym spotkaniu.

To prawda nasze spotkanie było naprawdę niezwykłe. Moja fascynacja językiem włoskim sprawiła, że postanowiłam udać się do Włoch. Bardzo chciałam poznać ten kraj, ludzi,  sprawdzić czy mój włoski pozwala mi na swobodną rozmowę. Byłam wtedy w przedostatniej klasie liceum. Pewnego dnia, kiedy wędrowałam ulicami, moją uwagę przykuł biały fortepian wyeksponowany w witrynie sklepu muzycznego. Usiadłam przed nim i po chwili wahania, delikatnie – tak, aby nikomu nie przeszkadzać- zaczęłam grać, jednocześnie śpiewając jedną z moich pierwszych piosenek. Wtedy właśnie zwrócił na mnie uwagę pewien człowiek. Podszedł do mnie i rozpoczął rozmowę. Był to właśnie Goffredo Orlandi. 

Do tej pory wydałaś w Polsce sześć płyt. Z której jesteś najbardziej dumna? Jaka piosenka przyniosła ci największy rozgłos?

„Pozwól żyć” jest piosenką  najbardziej kojarzoną z moją osobą. Utwór ten cały czas bardzo dobrze jest przyjmowany na moich koncertach. Ulubiona płyta? Kiedy myślę o moich wszystkich albumach to z każdym z nich wiążę różne wspomnienia. Odzwierciedlają one w jakimś stopniu pewne etapy mojego życia. Gdybym jednak miała się pokusić o wytypowanie albumu, z którego jestem szczególnie dumna to mój wybór padłby na „Wojowniczkę”. Album  ten zwiera kilka szczególnych dla mnie piosenek, poza tym bliska jest mi również płyta „Gosia Andrzejewicz Plus”, na której znajduje się piosenka „Pozwól Żyć”. Mam do tego albumu sentyment, był to również pierwszy album wydany przez wytwórnię.

Jak podsumowałabyś swoją muzyczną karierę w kraju?

Mam na swoim koncie kilka złotych płyt. Otrzymałam również nagrody liczące się w polskim przemyśle muzyczny. Mogę tutaj przykładowo wymienić: Radiowy Debiut Roku (nagroda przyznawana przez jedną z największych polski radiostacji), dwie Superjedynki (nagrody zdobyte na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu – jest to festiwal organizowany do 1963 roku), VIVA Comet (nagroda przyznana przez stację VIVA),  Mikrofon Popcornu w kategorii „Wokalista Roku“ (nagroda przyznana przez magazyn Popcorn), nominację do Fryderyka (nagród przyznawanych przez Akademię Fonograficzną). Ponadto mam wspaniałych fanów! Bardzo mnie wspierają! Prowadzą blogi oraz autoryzowane fancluby, wspierają mnie w plebiscytach, konkursach. Muszę w tym miejscu koniecznie wspomnieć również o tym, że przysyłają mi przepiękne prezenty, z czego spora część jest ich własnoręcznym dziełem. W miarę możliwości kilka razy w roku udostępniam numer telefonu, pod którym jestem dostępna, w tym czasie każdy może ze mną porozmawiać.  Natomiast zawsze po koncertach zostaję jeszcze godzinę lub dwie, tak, aby wszystkie osoby, którym zależało na  wspólnym zdjęciu, autografie, czy też krótkiej rozmowie, miały taką możliwość.

Współpraca z zagranicznymi artystami na pewno mobilizuje, dodaje energii i… zmienia. Jak na ciebie wpłynęła współpraca z Dr Albanem,  Rikym Bryanem czy Dj-em Remo? Jak je wspominasz?

To prawda, tego typu współpraca na pewno bardzo inspiruje oraz pozwala spojrzeć na pewne zagadnienia z zupełnie innej perspektywy. Praca z Dr Albanem była dla mnie niezwykłym przeżyciem. Kiedy byłam małą dziewczynką jego piosenki górowały na listach przebojów. Gdyby w tamtym czasie ktoś powiedział mi, że w przyszłości wspólnie coś nagramy to nie uwierzyłabym mu. Sama współpraca była dla mnie z jednej strony dużym wyróżnieniem, z drugiej natomiast sporym wyzwaniem. Dr Alban to człowiek pełen pozytywnej energii, pomysłów, i optymistycznego nastawienia do życia. Podczas nagrań miałam również okazję poznać Andersa Nymana (członka grupy Guru Josh Project - autorzy słynnego hitu "Infinity"), który to był producentem naszej wspólnej piosenki. Z Rikym Bryanem stworzyłam romantyczną balladę „Don't Be Scared”. Myślę, że Riky jest młodym zdolnym wokalistą, który może jeszcze sporo osiągnąć. Natomiast z Dj-em Remo nagrałam kilka wspólnych piosenek, które trafiły później na jego album, bardzo miło wspominam tę współpracą, a sam Dj Remo jest pozytywną i zakręconą osobą. Gdybym miała wybrać naszą najlepszą wspólną piosenkę postawiłabym na bardzo fajny taneczny kawałek „You Can Dance”. 

Ogłosiłaś też w wakacje na swoim profilu facebook konkurs dla raperów, którego zwycięzcą został artysta NatStar. Skąd pomysł na rap?

To był wspólny pomysł, mój oraz mojego producenta St0ne'a. Zasady były bardzo proste, na bycie przygotowanym przez St0ne'a uczestnicy konkursy mieli zaprezentować siebie. Konkurs cieszył się sporym odzewem. Spośród nadesłanych propozycji, jedna szczególnie i wyraźnie przykuła moją uwagę. Autorem tej propozycji był właśnie NatStar. Ponieważ nagrodą w tym konkursie była możliwość nagrania wspólnego utworu rozpoczęliśmy nad nim pracę. Jej rezultatem była piosenka „Choose To Believe”, do której zrealizowany został również teledysk.

W Szwajcarii zakwalifikowałaś się do grupy 9 artystów reprezentujących ten kraj na Eurowizji. To nie twój pierwszy wkład w zagraniczne Eurowizje (Ukraina, Białoruś). Twoja autorska piosenka „I’m not afraid” spodobała się. Teraz trzymamy kciuki, aby to ona wygrała.

Bardzo mi miło, że zostałam doceniona za granicami Polski i dostałam szansę pokazania się szwajcarskiej publiczności. Wydawało mi się to rzeczą niemożliwą i nieosiągalną, rywalizowałam ze 150 wykonawcami ... a jednak się udało! Dzięki tej przygodzie zyskałam wielu fanów z zagranicy. W tym miejscu chciałam serdecznie podziękować wszystkim osobom, które oddały na mnie głosy!

Wiem, że nie możesz na razie zdradzić nam szczegółów twojej włoskiej współpracy, ale… czy możesz nam opisać z grubsza tego tajemniczego atystę?

Zdecydowanie tak! W tym momencie nie chciałabym zdradzać szczegółów, aby nie zapeszać. W każdym razie jego piosenki wywarły na mnie spore wrażenie, a jego samego natomiast cechuje szczególne podejściem do muzyki, do tego co robi, do tego w co wierzy. Mam tu na myśli szczerość jego przekazu oraz osobiste zaangażowanie w twórczość. Jest to wyczuwalne w każdej jego piosence i nadaje jego twórczości bardzo osobisty charakter.  

Gosiu, ze słodkiej, romantycznej wokalistki zmieniłaś się  w ostatnim polskim albumie w prawdziwą wojowniczkę. WGosia Andrzejewicz / foto: Andrzej Kubik piosence i albumie o tym tytule, jak wspomniałaś wyzej, twoim ulubionym,  śpiewasz: „Nigdy się nie poddam, wojowniczki dusze w sobie mam”. O co walczysz? Czy zawsze byłaś taka wojownicza?

Nawet w przedszkolu nie byłam grzeczną dziewczynką [śmiech]. Odkąd pamiętam zawsze byłam wojowniczką. Gdybym nie miała w sobie tych walecznych cech nie mogłabym uprawiać mojego zawodu. Zawsze byłam też romantyczką. Po prostu łączę w sobie wiele na pozór przeciwstawnych cech, które tworzą moją skomplikowaną osobowość. O co walczę? Odkąd sięgam pamięcią wstecz to myślę, że zawsze walczyłam przede wszystkim o marzenia. O to, aby moje myśli mogły nabrać materialnej formy i zaistnieć. Myślę, że każdy z nas powinien walczyć o swoje marzenie, bo jeśli my tego nie zrobimy, to raczej nikt inny za nas tego nie zrobi.

Mało kto wie, że jesteś również pianistką, masz jazzowe korzenie i piszesz swoje teksty. Osobiście nie mogę się doczekać, żeby cie usłyszeć w jakiejś pięknej balladzie na fortepianie w stylu Alicii Keys.

Pisanie tekstów oraz komponowanie piosenek zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce. Trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, w której z jakiegoś powodu nie mogłabym tego robić. Myślę, że właśnie dlatego moje piosenki są mi takie bliskie. Staram się zawrzeć w nich jak najwięcej emocji, pewnych wewnętrznych przemyśleń, tego wszystkiego, czym chcę się podzielić ze słuchaczami. Romantyczna ballada … fortepian … brzmi to dla mnie wyjątkowo intrygująco. Bardzo chciałabym zaśpiewać właśnie taką piosenkę na festiwalu w Sanremo.

W tym momencie pracujesz nad nową płytą. Co to będzie? Pozostaniesz przy swoim stylu pop-dance, czy może zaskoczysz fanów czymś nowym?

Obecnie prace nad moją płytą powoli zbliżają się ku końcowi. Materiał, który na niej się znajdzie, powstawał na przestrzeni kilku lat. W wypadku tego albumu postanowiłam dać sobie znacznie więcej czasu, nie chciałam wytyczać jakiś ścisłych terminowych granic, chciałam po prostu skupić się tylko i wyłącznie na piosenkach. Myślę, że będzie to mój najdojrzalszy album, zdecydowanie bardziej zróżnicowany stylistycznie niż poprzednie.  Znajdą się na nim piosenki utrzymane w stylistyce klubowej, ballady oraz utwory utrzymane w popowych klimatach. Do współpracy nad tą płytą zaprosiłam wielu artystów i producentów z różnych części świata, w tym Deana Kealina - nauczyciela Michaela Jacksona. Dean pokazał mi jak w pełni mogę wykorzystać mojej możliwości wokalne. Myślę, że odmienność kulturowa osób zaangażowanych w tą płytę oraz warunki w jakich powstawały utwory, w moim odczuciu nadają jej szczególny charakter.

rozmawiała Joanna Longawa

Agnieszka Podjacka ma 33 lata. Przyjechała do Włoch 10 lat temu i osiedliła się w północnej części kraju - w małym miasteczku Somma Lombarda. Od zawsze miała ogromne zamiłowanie do malarstwa i makijażu, ale dopiero 8 lat temu odkryła swoją pasję, jaką jest profesjonalny manicure.

Agnieszka Pdjacka wykonuje profesjonalny manicure od 8 lat / fot. arch. prywatneMieszkasz we Włoszech od ponad 10 lat. Co spowodowało, że zdecydowałaś się na zmianę kraju?
Muszę przyznać, że byłam lekko znudzona "szarą” Polską, ale nie planowałam od razu przeprowadzki do innego kraju. Do Włoch wyjechałam na wakacje i już tutaj zostałam.

Od ilu zajmujesz się profesjonalnym manicure?
Od zawsze miałam zamiłowania do malarstwa i makijażu i wszystkiego co się z tym kojarzy. Juz w szkole podstawowej malowałam farbami na szkle i tworzyłam rożnego rodzaju obrazy. Ta pasja popchnęła mnie później w stronę kosmetyki. Profesjonalnie manicurem zajmuje się od 8 lat.

Zajmujesz się rekonstrukcją, odbudową paznokci, a także manicurem 3D. Na czym on polega?
Zajmuję się wszystkim, co dotyczy paznokci. Czyli ich rekonstrukcją, odbudową, zdobieniem oraz utwardzeniem. Rekonstrukcja polega na przedłużeniu paznokci. Można rekonstruować na szablonach bądź na tipsach, w zależności od wymagań klientki. Odbudowa, jak sama nazwa na to wskazuje, polega na odbudowaniu bazy paznokciowej po uszkodzeniach mechanicznych.
 

Czytaj także: Co pomoże na zniszczone pracą ręce?

Wykonujesz także manicure przy użyciu lakierów żelowych, jaka jest jego zaleta? Czy nie niszczy płytki paznokci?
Tak, używam rownież lakierów żelowych i hybrydowych. Jest to nowa amerykańska metoda. Jej zalety to przede wszystkim niższa cena. Nakłada się na paznokcie jak zwykły lakier z różnicą, że utrzymuje się na płytce paznokciowej dłużej niż zwykły lakier, bo aż ponad dwa tygodnie. Czy lakier hybrydowy nie niszczy paznokci? Jeśli jest poprawnie nałożony i zdjęty to pazurki pozostają nienaruszone, ale ja osobiście nie jestem jego zwolenniczka.

Czym jest Gel UV?
Żel UV jest najbardziej popularną i rozpowszechniona metoda utwardzania paznokci na terenie Włoch.

Na czym polega utwardzanie płytki paznokcia?
Utwardzanie płytki paznokcia polega na nałożeniu odpowiedniego materiału, które sprawi, ze paznokieć pozostanie utwardzony na jakiś czas. Zależy to od rodzaju utwardzaczy. Do takich należy przede wszystkim akryl. Paznokieć pozostaje utwardzony aż do 6 tygodni. Po czym trzeba akryl zdjąć i nałożyć nowy lub dopełnić ponieważ widać tzw. odrost. Osobiście nie wykonuje dopełnienia po trzech tygodniach, wolę estetycznie lepszy wygląd paznokcia po nowym nałożeniu akrylu. Koszt jest taki sam, nie ma w tym absolutnie żadnych uszkodzeń paznokcia i wygląd jest bardzo naturalny....i po

Jaką szkołę skończyłaś i jakie kursy są potrzebne, by móc wykonywać tego rodzaju manicure?
Ukończyłam Podyplomowa Szkołę Ekonomiczna. Wiem, wiem, nie ma ona nic wspólnego z moja praca (śmiech). Tak wyszło. Zamiłowanie do artystycznego malowania i zdobienia przezwyciężyło iI przy pierwszej okazji propozycji pracy nie zawachałam się. Aby wykonywać paznokcie we Włoszech należy posiadać świadectwo kosmetyczki bądź technika zdobienia paznokci. Ja osobiście ukończyłam kursy specjalistyczne w tej dziedzinie.

Co mogłabyś doradzić dziewczynom, które chciałyby zajmować się zawodowo profesjonalnym manicure?
Dziewczynom, które marzą o wykonywaniu mojej pracy, polecam przede wszystkim specjalistyczne kursy i targi, na których są zawsze obecne nowe trendy. W tej branży nie można się zatrzymać. Ja codziennie uczę się czegoś nowego. Im wiecej się uczę, tym lepiej pracuję i tworzę nowe paznokcie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiała Anna Malczewska
 

Jeżeli zainteresowała Cię historia Agnieszki i jej praca, odwiedź jej stronę: Aganails

Przyjechała do Włoch 7 lat temu, od kilku miesięcy mieszka w Riano koło Rzymu, gdzie otworzyła Dom Otwarty dla dzieci polskich i dwujęzycznych. Z Elżbietą Kędzierską rozmawia Anna Malczewska.

Elżbieta Kędzierska / foto: archiwum prywatneSkąd narodził się pomysł na Dom Otwarty?
Już Jan Zamoyski powiedział “Takie będą Rzeczpospolite, jakie młodzieży chowanie”, a według mnie odpowiedzialność za wychowanie dzieci ponoszą przede wszystkim rodzice. Państwo, czy to polskie, czy wloskie daje instrument jakim jest szkoła i „zmusza” rodziców do posyłania do niej ich dzieci. Pomysł na Dom Otwarty urodziło samo życie. Jest wiele dzieci, które nie znają języka dziadków – myślę, że to bardzo smutne, ponieważ jest to odcinanie dziecka od korzeni. Proszę sobie wyobrazić drzewo. Pewnego dnia przychodzi drwal i odcina mu korzenie. Drwal wyszedl z założenia, że drzewo „musi” rosnąć bez znaczenia na to, czy ma korzenie, czy też nie. Z dziećmi jest podobnie. Będą rosły, dojrzewały, zakładały rodziny... Problem w tym, że my dzisiaj nie wiemy, gdzie one będą w przyszłości żyć. Teraz są małe, mają otwarte umysły.

I dlatego tak bardzo ważne jest, by uczyć je języka polskiego.
Naukę polskiego w rodzinach włosko-polskich powinno traktować się jak zabawę.  Chodzi tu o danie możliwości dziecku poznania twórczości Jana Brzechwy, czy Kornela Makuszyńskiego. Tak, jak mówiłam wcześniej, my rodzice, dzisiaj nie wiemy, czy za dwadzieścia lat, właśnie naszemu dziecku nie będzie potrzebny język polski. Przypominam sobie, jak 30-40 lat temu moje pokolenie buntowało się przeciw nauce rosyjskiego, dzisiaj wielu pracodwaców szuka pracowników ze znajomością znienawidzonego przez nas języka. Problem odcinania dzieci od korzeni niepokoi nie tylko mnie, ale także wielu nauczycieli i osób prywatnych, które myślą o przyszłości. I nie są to tylko Polacy... Nie chciałabym zanudzać Czytelników, ale jak jest powszechnie wiadomo, coraz więcej Włochów zaczyna przeprowadzać się do Polski.
Dom Otwarty dla dzieci z rodzin polskich i dwujęzycznych nie jest szkołą, to miejsce, gdzie maluchy mają możliwość przełamania „bariery używania w wielu przypadkach, obcego dla nich języka”. Według mnie, takie spotkania z rówieśnikami przy muzyce, wierszach, bajkach i zabawie, mogą tylko pomóc. Dom Otwarty... to taki „przedsionek” przed szkołą.

Czy zajęcia są odpłatne?
Nie. Wspólnie z rodzicami kupujemy niezbędne materiały potrzebne do zajęć, jak bloki rysunkowe, kredki, farby, itp. Nie korzystam z żadnej pomocy finansowej, organizuję wszystko we własnym zakresie.

Czy jest dużo dzieci z rodzin polskich lub polsko-włoskich, które mieszkają w Riano i okolicach?
W tej okolicy jest niewiele takich rodzin. W tej chwili spotkania odbywają się u mnie w domu. Poznaję natomiast rodziców z innych dzielnic Rzymu i w związku z tym zaczęliśmy szukać miejsca „w połowie drogi”, gdzie mogłyby się odbywać zajecia. Do działania motywują mnie rodzice, którym mój pomysł się spodobał. Kilka dni temu rozmawiałam z jedną z mam – mieszkają całą rodziną we Włoszech – której dzieci nie mówią po polsku i która chciałaby, by się jego nauczyły. Powiedziała mi, cytuję: „Proszę Pani, co będzie jak przyjdzie wrócić do Polski...”.

Co chciałaby Pani powiedzieć rodzicom małych Polaków?
Pomóżmy naszym dzieciom poznać to piękne i wzruszające uczucie bycia Polakiem. Pamiętajcie, że Wasze dzieci mają Polskę w genach. Pamiętajcie, że to przyszłość pokaże, że było warto, chociażby dlatego, że będą wiedziały więcej od ich rówieśników i znały język, który pomimo tego, że uznawany za trudny, jest coraz częściej potrzebny.

Przypomnijmy kiedy i gdzie dokładnie można zgłaszać się  do pani Domu Otwartego.
La Casa Aperta da Elizabeth – Riano (RM). Zgłaszać się można, dzwoniąc pod numer 389 8917690.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dziękuję.

Agnieszka Witkowska przyjechała do Włoch w 2005 roku. Na początku myślała o rocznym pobycie w Italii, jednak, jak to często bywa, żyje tu dnia dzisiejszego. We wrześniu br. otworzyła w Mediolanie bar Altro Mondo i wraz ze wspólniczką – Violettą Ciechanowską, oprócz tradycyjnych dań włoskich, postanowiły przybliżyć mieszkańcom stolicy Lombardii kuchnię polską.

Właścicielki baru Altro Mondo. Od lewej Violetta Ciechanowska i Agnieszka Witkowska

Zdecydowałaś się na przyjazd do Włoch w 2005 roku tylko na rok. Zamierzałaś nauczyć się języka włoskiego i poznać kulturę kraju. Niedługo minie 10 lat, a Ty we wrześniu br. otworzyłaś w Mediolanie bar Altro Mondo.

Tak, miał to być tylko 12-miesięczny pobyt, a jak widać trochę się przedłużył. Bar Altro Mondo prowadzę z Violettą Ciechanowską, która zajmuje się przygotowaniem polskich smakołyków oraz innych specjalności kuchni włoskiej. Otwarcie baru było zawsze moim marzeniem. Podobnie było z Violettą. Mamy do siebie 100% zaufanie i myślę, że znamy sie na rzeczy... Jak już wspomniałam, moja wspólniczka króluje w kuchni, ja natomiast za barem. Myślę, że tworzymy idealny duet w naszej pracy.

Przedsiębiorcze Polki zajmują się osobiście przygotowaniem wszystkich potraw

Czy serwowane w barze dania przygotowujecie same?

Tak, przyrządzamy wszystko same od podstaw, zaczynając od kanapek poprzez ciepłe posiłki, kończąc na wyrobach cukierniczych. Z dnia na dzień nasuwają nam się coraz to nowsze pomysły na poszerzenie naszej działalności.

No właśnie, wczoraj zorganizowałyście polski aperitif, pierwszą tego rodzaju imprezę z kuchnią polską w roli głównej w Mediolanie. Czy nie obawiałyście się, że nie wypali ten pomysł?

Muszę przyznać, że byłyśmy bardzo podekscytowane. Bałyśmy się, że może nasz bar i wyroby nie przypadną do gustu gościom, ale wszystko się udało i dało nam siłę do dalszej działalności. Mamy duży lokal, w którym jest także sala, którą wynajmujemy po przystępnej cenie. Można w niej zorganizować np. imprezę urodzinowych, itp., a do tego nie trzeba zamawiać tortu, ponieważ robimy je same.

W barze Altro Mondo nie może zabraknąć polskich pierogów…

Można powiedzieć, że zajmujecie się organizacją różnego rodzaju imprez od A do Z?

Tak, to prawda.

Powróćmy do kuchni, oprócz dań włoskich w Waszym barze można skosztować przysmaków polskich.

Altro Mondo jest barem polsko-włoskim, czyli łączącym dwie kultury i kuchnie. Można u nas zjeść typowo włoskie dania, ale także spróbować pierogów, bigosu, krokietów i czerwonego barszczu. Oprócz tego, serwujemy także polskie ciasta, jak szarlotka i sernik. Nasze menu zmienia się i poszerza codziennie.

… oraz szarlotki i sernika…

Czy tego rodzaju inicjatywa kulinarna cieszy sie dużym zainteresowaniem ze strony Włochów i Polaków ?

Na to pytanie jest mi trudno odpowiedzieć. Myślę, że jest jeszcze za wcześnie na wyrażenie jakiejkolwiek opinii na ten temat, ale klientów, zarówno włoskich jak i włoskich przybywa nam każdego dnia, więc chyba nie był to zły pomysł i pomału (odpukać) rozwijamy skrzydła.

Kto z nas nie chciałby zjeść w tym momencie takiego obiadu?

Twoje plany na przyszłość…

Mam wiele planów, wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować. Są one związane z pozostałymi moim dwoma marzeniami… ale skoro są to marzenia, to nie będę o nich mówić, bo się nie spełnią.

W takim razie życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń i przede wszystkim sukcesów na arenie kulinarnej.

rozmawiała Anna Malczewska

 

Bar Altro Mondo znajduje się w Mediolanie na Via Bezzecca 24

Otwarty jest siedem dni w tygodniu w godzinach od 7.00 do 22.00

Tel.: 327 579 7818

Polska sopranistka Dominika Zamara, występująca od lat na scenach najsłynniejszych teatrów operowych na świecie, za swoje osiągnięcia artystyczne otrzyma nagrodę Padre Pio.

W ubiegłych latach wyróżnienie to otrzymali m.in.  Franco Zefirelli i Katia Riciarelli

Ceremonia wręczenia nagrody odbędzie się 28 października br. Morcone (BV). Podczas wieczoru polska śpiewaczka wykona kilka arii operowych.

Czytaj także: Wywiad z Dominika Zamarą

D.W.

Pomimo tego, że mieszka w Italii od stosunkowo krótkiego czasu, udało się jej dobrze poznać włoską biurokrację.  Przed przeprowadzką do Rzymu nie zdawała sobie sprawy z drzemiącej w niej pasji do przepisów prawnych, teraz postanowiła podzielić się swoim doświadczeniem z Polakami żyjącymi na Półwyspie Apenińskim, twarząc blog Dee Oswaja Włochy. Z Deelaylah rozmawia Renata Rutowicz.



Kiedy i dlaczego przyjechałaś do Włoch?
Przyjechałam do Rzymu w 2005 roku, zaraz po obronie pracy magisterskiej – chciałam odpocząć, spędzić miesiąc, dwa z moim ówczesnym chłopakiem (obecnie mężem) i nabrać energii do poszukiwania pracy w Polsce. Pozostanie we Włoszech w ogóle nie wchodziło w rachubę – nie dlatego, że nie chciałam, ale nie miałam tego w planach i po prostu o tym nie myślałam.

A jednak zatrzymałaś się tutaj.
Tak się jednak złożyło, że firma, w której pracował mój partner na gwałt poszukiwała pracownika, więc po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że rozmowa z jego szefem nic nie kosztuje. Dzień później zadzwoniłam do mamy z prośbą, by przysłała mi trochę ubrań... Niespecjalnie się ucieszyła.:)

Niedawno stworzyłaś blog, w którym w bardzo przejrzysty sposób wyjaśniasz wiele kwestii prawnych, z którymi borykają się nasi rodacy, którzy osiedlili się w Italii. Jak wpadłaś na ten pomysł?
Pomysł na blog Dee Oswaja Włochy chodził za mną już od dłuższego czasu, gdyż zdawałam sobie sprawę z tego, że znalezienie informacji na dany temat wśród setek postów zamieszczonych na różnych forach graniczy z cudem. Wielu Polaków mieszkających we Włoszech lub planujących przyjazd tutaj nie zna włoskiego, więc siłą rzeczy szuka wskazówek na polskojęzycznych stronach internetowych, które niestety często zawierają jedynie częściowe lub zbyt teoretycznie przedstawione informacje. Chciałam wypełnić tę lukę, tworząc coś w rodzaju ciągle rozwijającego się poradnika, napisanego po polsku, językiem przystępnym, praktycznym, dalekim od prawniczego i biurokratycznego żargonu. Przy okazji zebrałam w jednym miejscu informacje rozproszone gdzieś w sieci oraz w odpowiedziach na maile osób, które zwracają się do mnie z prośbą o radę, więc za jednym zamachem uporządkowałam cały ten bałagan i przysłużyłam się – a przynajmniej mam taką nadzieję – Polakom mającym problemy ze znalezieniem potrzebnych im informacji na stronach włoskojęzycznych.

Jak już wspomniałaś, wcześniej udzielałaś bardzo często odpowiedzi prawnych na jednym z forów dla Polaków we Włoszech? Skąd to zamiłowanie do prawodawstwa włoskiego?
Szczerze mówiąc, przed przeprowadzką do Włoch nawet nie zdawałam sobie sprawy z drzemiącej we mnie pasji do przepisów prawnych – prawdopodobnie dlatego, że szczytem problemu urzędowego w Polsce był dla mnie dziekanat wydziału filologii romańskiej.:) W Rzymie natomiast natknęłam się na niewyobrażalny dla mnie do tej pory chaos biurokratyczny, ignorancję urzędników i brak zainteresowania z ich strony własną pracą, co było dla mnie nie do pomyślenia i budziło mój wewnętrzny protest, który powoli zaczął się uzewnętrzniać.
 Wszystko zaczęło się od pierwszego kontaktu z rzymską kwesturą, gdy jeszcze Polaków obowiązywało posiadanie pozwolenia na pobyt – byłam zszokowana sposobem, w jaki policjanci i urzędnicy traktowali cudzoziemców, którzy koczowali pod bramą budynku w oczekiwaniu na jej otwarcie. Byłam wtedy na tyle naiwna, że nie spodziewałam się, iż dla wielu Włochów obcokrajowcy – w tym Polacy – nie pochodzący z krajów uważanych przez nich za „wystarczająco rozwinięte” należą do gorszej kategorii ludzi, a tamtego dnia odczułam to na własnej skórze. Miarka się przebrała w momencie, gdy po kilku godzinach oczekiwania policjant siedzący w okienku stwierdził, że choć przepisy przyznają mi rację i pozwolenie na pobyt jak najbardziej mi się należy, on mi go nie wyda, „gdyż to nie on napisał tę ustawę”.

I co wtedy zrobiłaś?
Pamiętam, że zaniemówiłam, a później poczułam niepohamowaną złość, że ktoś może swoim widzimisię decydować, czy prawo ma być respektowane, czy też nie. Ten gniew spowodował, że nie ruszyłam się spod okienka, dopóki nie otrzymałam pozwolenia na pobyt, które mi się należało (zajęło mi to dwa dni, gdyż w międzyczasie wysłano mnie do innego urzędu, a gdy z niego wróciłam, kwestura była zamknięta ze względu na... dezynsekcję), po czym opisałam całą historię na forum włosko-polskim, zachęcając wszystkich, by nie akceptowali podobnego traktowania.
Tak to się wszystko zaczęło – od tamtej pory postawiłam sobie za cel walkę z niewiedzą urzędników, zarówno we własnym interesie, jak i w interesie innych osób, a moim środkiem jest po prostu znajomość przepisów, które często znam lepiej niż osoby, które zajmują się danym zagadnieniem zawodowo. Na szczęście jestem na tyle uparta, że nie zniechęca mnie fakt, iż niemal każda wizyta w którymś z urzędów kończy się sporem z jego pracownikami, wysyłaniem pism z żądaniem wyjaśnień, odwołań lub listów do rzecznika praw obywatelskich.:)

Czy pomimo tego, ze w 2004 roku Polska weszła do Unii Europejskiej spotykasz sie we włoskich urzędach jeszcze dziś z niedoinformowaniem ze strony pracowników? Pytam, ponieważ wielu Polaków sygnalizuje nam tego rodzaju błędy, szczególnie w urzędach w małych miastach.
Jeśli chodzi o sam fakt członkostwa Polski w Unii Europejskiej, na szczęście tego typu niedoinformowanie zdarza się wśród urzędników coraz rzadziej. W końcu minęło prawie 10 lat od naszego przystąpienia do UE, w międzyczasie przyjęte zostały do niej inne kraje, więc nie jesteśmy już „ostatnimi nowymi”. Jednak dostaję czasami sygnały, że rzeczywiście jeszcze to się zdarza – wtedy naprawdę opadają mi ręce i myślę sobie, co stałoby się z urzędnikiem w Polsce, który twierdziłby, że taka np. Słowenia nie należy do UE i odmawiałby jej obywatelom uznania ich praw. W każdym razie obecnie najczęstsze problemy dotyczą raczej dokumentów, które nie są wymagane przepisami, a których żądają włoskie urzędy, ogólnego niedoinformowania urzędników oraz swobodnej interpretacji norm prawnych przez poszczególne urzędy. Skutek jest taki, że co urząd – ba, co urzędnik – to inna procedura i bardzo trudno jest się w tym wszystkim połapać.  

Czy z perspektywy czasu, zdecydowałabyś się wrócić do Polski?
Tak. Odpowiadam bez wahania i każda kolejna wizyta w kraju utwierdza mnie w przekonaniu, że to jest mój dom. W odróżnieniu od Włoch, które według mnie tkwią w od jakiegoś czasu w marazmie i końca tego marazmu nie widać, Polska tętni życiem, za każdym razem widać coś nowego, coś się dzieje i czuje się tę energię, która napędza ludzi do działania. Wiem, że my, Polacy, mamy skłonność do narzekania, ale osobiście uważam, że powinniśmy być dumni z tego, co osiągnęliśmy w tak stosunkowo krótkim czasie. Niestety moja sytuacja rodzinna nie pozwala mi na razie na opuszczenie Włoch, w każdym razie byłabym szczęśliwa, mogąc znowu zamieszkać w Polsce.

Kim jest Deelaylah prywatnie?
Całkiem zwyczajną osobą, taką, jakich tysiące spotyka się codziennie na ulicy. Pracującą zgodnie z włoskimi standardami od dziewiątej do szóstej, chorobliwie wręcz zorganizowaną, czytającą mnóstwo książek, uwielbiającą weekendowe wypady poza Rzym, zapach cynamonu, dobrą herbatę, a nade wszystko święty spokój.:)  

Dziękuję ci bardzo za rozmowę.