Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
15
Śr, sierpień

Działająca od czerwca 2009 roku Polska Ludoteka Rodzina w niewielkim miasteczku Campiglia dei Berci, położonym w Wenecji Euganejskiej w krótkim czasie stała się jednym z najważniejszych ośrodków polskości we Włoszech.  Zapewnia naukę języka polskiego dzieciom w wieku od 3 do 8 lat, integruje polskie rodziny i  dumnie promuje Polskę w regionie.

Polska Ludoteka powstała pod auspicjami jednej z włoskich  instytucji, w Abano Terme. Kiedy okazało się, że Polska Ludoteka jest zbyt polska i władze spółdzielni, w ramach której działała, zaczęły utrudniać realizację projektu, wówczas, dzięki uprzejmości i kredytowi zaufania, jakim obdarowała nas pani Jolanta Piotrowska – Prezes Stowarzyszenia Kulturalnego Włosko – Polskiego w Veneto, mogliśmy kontynuować nasze spotkania polonijne.

Sama idea miejsca spotkań dla polonijnych maluchów kiełkowała w mojej głowie odkąd przyjechałam do Włoch. Wiedziałam, że utworzenie szkoły polskiej mija się z celem, bo nie miałam odpowiednich kwalifikacji do nauczania w takiej szkole – jestem pedagogiem, ale nie polonistą, geografem ani historykiem.

Patrząc na błędy popełniane przez innych, a mając już spory bagaż doświadczeń w pracy z dziećmi, zaproponowałam włoskiej spółdzielni, której byłam współtwórczynią, projekt Polskiej Ludoteki. Samą nazwę, o ile dobrze pamiętam, wymyśliła Joanna Lampart, z którą opracowywałyśmy pierwsze plany zajęć. Współpracowała z nami od samego początku również Bernardeta Janiszewska. To, że wszystkie byłyśmy nauczycielkami, każda z jakimś doświadczeniem zdobytym w Polsce czy we Włoszech, sprawiło, że od samego początku nasza współpraca owocowała.

Szkoła Polonijna w Veneto

Kiedy Ludoteka rozpoczęła już działalność, jeszcze w Abano, okazało się, że wśród mam ludotekowiczów jest cała masa bardzo sympatycznych i znających się na wielu sprawach, rodziców. Jedną z takich mam jest Agnieszka Szambelan, która dba o wizerunek naszego Stowarzyszenia, przyczyniła się do powstania wszystkich  logo i stron, pomaga w ich bieżącej obsłudze  i uczy jak korzystać z zasobów techniki.

W najbliższy weekend będzie można zobaczyć w programie Dzień Dobry TVN wywiad Magdy Mołek z modelką i aktorką - Kasią Smutniak.

Polka opowie m.in.: o wypadku jej męża, Pietro Taricone, do którego doszło dwa lata temu, podczas skoku ze spadochronem.

Kasia Smutniak urodziła się w Warszawie w 1979 roku. Do ukończenia szkoły średniej mieszkała w Pile. – Zaraz po maturze zdecydowałam się wyjechać zagranicę do pracy jak modelka – powiedziała w jednym z wywiadów – miałam do wyboru Londyn, Barcelonę i Rzym. Na początku pojechałam do Londynu, ale pogoda mi nie odpowiadała, dlatego postanowiłam przyjechać do Rzymu, w którym się zakochałam.

Zaczynała na wybiegu jako modelka. Po wygraniu konkursu piękności w Polsce, została zauważona przez włoską agencję „Why Not” i trafiła do Włoch. W 2002 roku została twarzą TIM (operator telefonii komórkowej). Na szczęście młoda Kasia nie miała problemów z dostosowaniem się do życia poza Polską. W dzieciństwie przyzwyczaiła się do cygańskiego życia w różnych miejscach. Poza tym aktorka mówi o sobie, że nigdy nigdzie nie zapuszcza na stale korzeni.

Czytaj także: Zamiłowanie do skoków ze spadochronem rozdzieliło ich na zawsze

Kilka lat kariery na wybiegu dała jej wielkie możliwości, ale to nie bylo to, co chciała robić. W wieku 25 lat zdecydowała się spróbować szczęścia w aktorstwie. Ten zawód, jak sama przyznaje był jej marzeniem od dzieciństwa, choć rodzina do dziś nie przestaje mówić, że chcieli żeby ich Kasia była stomatologiem.
W 2009 modelka została twarzą włoskich perfum „Idole d’Armani” Giorgio Armani, a kilka miesięcy temu wszedł na ekrany kin, zarówno w Polsce jak i we Włoszech, film z Kasią Smutniak, w którym zagrała u boka samego Johna Travolty. Chodzi o „Pozdrowienia z Paryża”. Produkcja z udziałem amerykańskiego gwiazdora postawiła Kasię Smutniak w świetle reflektorów na arenie międzynarodowej.

Smutniak zwiazana byla z Taricone ponad 8 lat. W 2004 roku przyszła na świat ich córeczka - Sophia. (mam)

 

Rozmowa z Arturem Iwanisikiem i Grażyną Żabską, właścicielami agencji grafiki reklamowej Design & Print w Anagni, miasta leżącego 50 km od Rzymu, którzy po wielu latach pracy dla kogoś, zdecydowali się zaryzykować i otworzyć własny biznes.

Artur IwanisikArtur przyjechał do Włoch ponad 20 lat temu. Dotarł do Rzymu po 13 dnia podróży, przekraczając nielegalnie granice kilku państw europejskich aż sześć razy i zwiedzeniu w międzyczasie 28 większych i mniejszych miast. Przez te wszystkie lata na emigracji wykonywał wiele różnych prac: od mycia szyb po ogrodnika, od sprzątaczki po murarza, od hydraulika po kierowcę, od pizzaiolo po kierownika hurtowni, od ferraiolo po grafikę reklamową.
Grażyna wyjechała z kraju w 1993 roku. Do tej decyzji zmusił ją ciągły brak pieniędzy. W Polsce pozostawiła czwórkę dzieci, które dojechały do niej dopiero po 5 długich latach. Jej początki we Włoszech były bardzo ciężkie, ponieważ nie znając języka nie mogła przebierać w ofertach pracy.

Wspólny początek
Poznali się 4 lata temu. Grażyna już od 16 lat nie żyła ze swoim mężem, a Artur był w separacji od ośmiu.
- Kiedy się poznaliśmy Artur zajmował się wtedy grafiką reklamową. Pracował w Rzymie na zajezdniach ATAC (transport publiczny) przy dekoracji autobusów. Jego praca była bardzo dobrze płatna, ale też bardzo ciężka, a przy tym pochłaniała wiele czasu. Musiał być do dyspozycji firmy, zarówno w dzień jak i w nocy, w niedziele i święta – wspomina Grażyna. – Widywaliśmy się zaledwie po kilka godzin dziennie, a czasami wcale. 
- Nie można było zbudować nowego, trwałego związku, widząc się tylko przez dwie, trzy godziny dziennie. Dlatego też w pewnym momencie postanowiłem rzucić pracę i otworzyć agencję grafiki reklamowej – opowiada Artur i dodaje – już rok wcześniej kupiłem ploter do cięcia winylu i termoprasę do koszulek i czapek.

Na swoimGrażyna Żabska
W rozmowie przyznają, że „pieniędzy na rozpoczęcie działalności nie mieli prawie wcale”, ale Artur miał „wiele chęci i optymizmu”. Przez ponad półtora roku pracował w domu, jeżdżąc do klientów w poszukiwaniu zleceń.  Dopiero dwa lata temu ich sytuacja uległa zmianie, dzięki pomocy finansowej ze strony mamy Artura. Wtedy też postanowili wynająć lokal na firmę.
- Lokal był w opłakanym stanie, remont wykonaliśmy własnymi silami, z pomocą Michała, najstarszego syna Grażyny – wspomina Grażyna, a Artur dodaje - wydatki związane z remontem i otwarciem agencji pochłonęły wszystkie pieniądze i praktycznie zaczynaliśmy kolejny raz wszystko od zera. 
W 2011 roku mama Artura ponownie zrobiła im prezent w postaci plotera do druku, dzięki czemu nie muszą już korzystać z serwisów zewnętrznych. Skrócił się w ten  sposób  czas oczekiwania dla klientów, podniosła się jakość produktów i trochę zarobki.

Oszczędność – Czas – Wysoka jakość
Otwarcie firmy we Włoszech nie jest trudne, o wiele cięższe jest zdobycie zaufania klientów do firmy prowadzonej przez cudzoziemców. Polakom udało się ich zyskać dzięki kryzysowi, ponieważ jak stwierdza Artur „klienci coraz częściej zaczynają patrzeć, gdzie mogą zaoszczędzić, mieć pracę wykonaną szybko i solidnie.
- W małych miasteczkach, takich jak Anagni, ludzie nie maja zaufania do Włochów pochodzących z innych regionów, a co dopiero mówić o obcokrajowcach. Poza tym istnieją jeszcze układy, znajomości, powiązania rodzinne – przyznaje Grażyna.
Oszczędność – Czas – Wysoka jakość: na tych punktach bazuje się działalność Design & Print.  

Czy warto?
Nasi bohaterowie postanowili zaryzykować, nie chcieli do końca życia pracować dla kogoś. Postawili wszystko na jedną kartę. Czy było warto?
- Ogromna trudność na jaką natknęliśmy się to przede wszystkim potrzebne na otwarcie tego typu firmy nakłady finansowe. Nie przestraszyły nas formalności, związane z rozpoczęciem działalności gospodarczej, bo na to naprawdę niewiele potrzeba. Ogromnym problemem był brak pieniędzy na zakup urządzeń, tonerów, tuszy, itd. Poza tym na samym początku dostawcy nie mieli zaufania do nowopowstałej spółki – tłumaczy Artur - zwłaszcza w okresie kryzysu w jakim żyjemy - dodaje.
- Przez ponad półtora roku musieli płacić za wszystkie zamówienia z góry lub przy odbiorze. Dopiero w tym roku kilku dostawców pozwala nam na płacenie po 30 lub 60 dniach. O bankach czy innych instytucjach szkoda nawet wspominać. Nie można liczyć z ich strony na żadną pomoc  - stwierdza Grażyna.

Naszymi klientami są także Polacy
- Nasi klienci to głównie Włosi, chociaż jednym z najlepszych jest firma , której właścicielem jest Rumun. Od tego roku, dzięki współpracy z polskim duetem M&M Events oraz Naszym Światem dołączyli do ich grona również polscy przedsiębiorcy – mówią uśmiechnięci.

Ich marzenia
Artur i Grażyna marzą o tym, by ich firma rozwinęła się na tyle, aby mogli zatrudnić kogoś do pracy. W tej chwili poświęcają temu zajęciu po 10-12 godzin dziennie. Oboje bardzo lubią podróżować, kochają naturę i pracę w ogrodzie, dlatego ich największym marzeniem w tej chwili jest znalezienie trochę czasu na te drobne przyjemności.

Anna Malczewska

Firma Design & Print zajmuje się drukiem wizytówek, ulotek, plakatów, posterów (również na papierze fotograficznym). Można w niej zamówić banery, flagi, nalepki, obrazy na płótnie Canvas, tapety na ściany z dowolnym nadrukiem. Oprócz tego wykonują różnego rodzaju szyldy, tablice informacyjne, wyklejają witryny sklepowe oraz dekorują pojazdy. Od niedawna zajmują się także personalizacją wnętrz, mebli, ścian i parkietów. Realizują również termotransfery na koszulki, czapki, torby oraz gadżety reklamowe.
Firma ma również swój sklep na portalu Ebay, a już niedługo zamierzają rozwinąć e-commerce na swojej stronie internetowej www.designprint.eu.

{gallery}galleries/artur{/gallery}

Blanka przyjechała do Włoch 10 lat temu, ale już od 15 podróżuje nieustannie po Półwyspie Apenińskim, odkrywając przez cały czas jego nowe zakątki. Na początku czerwca powstał jej blog o Italii, o szczególnych miejscach, które warto zobaczyć, o ludziach i ich stylu życia, o zwyczajach i tradycjach.

Od ilu lat mieszkasz we Włoszech i z jakiego powodu wyjechałaś z Polski?
Mieszkam we Włoszech od ponad 10 lat. Ostatecznie zatrzymałam się w Rzymie, choć miałam też epizody pobytu w innych, mniejszych miejscach. Do stolicy kraju trafiłam by podjąć studia z zakresu komunikacji społecznej (Facoltà di Comunicazione). Po ich ukończeniu zdecydowałam się kontynuować moją włoską przygodę właśnie w tym mieście.

Co zauroczyło Cię w Italii najbardziej?Ukwiecone uliczki w Spello / foto: Blanka
Największe wrażenie zrobiło na mnie zróżnicowanie tutejszych krajobrazów, niezliczone smaki regionalnych kuchni oraz tak różniące się między sobą dialekty. Przyznam, że zakochałam się od pierwszego wejrzenia w tej włoskiej różnorodności. Lubię też tutejszy klimat oraz luźniejsze niż moje własne podejście do życia, które cechuje większość Włochów.

Dlaczego zdecydowałaś się na założenie bloga podróżniczego o Włoszech? Rozumiem, że lubisz podróżować, ale oprócz tego?
Od lat, niezmiennie, mam dwie wielkie pasje: podróżowanie i pisanie. Pobyt w Italii sprawił, że Włochy, przynajmniej ostatnio, zdominowały moje podróżnicze wybory. Stworzenie bloga (www.autostradadelsole.com) o podróżach po Półwyspie Apenińskim okazało się idealnym rozwiązaniem dla kultywowania moich zainteresowań. Myślę, że będzie to też niezła motywacja do wymyślania dalszych podróżniczych projektów.

Słyszałam, że zawodowo zajmujesz się pisaniem przewodników turystycznych. Czy piszesz tylko o Włoszech? Co robisz oprócz tego?
Pisanie dominuje moją zawodową działalność, chociaż zdarza mi się robić również inne rzeczy, np. tłumaczyć. Współpracuję w tym zakresie z mediami w Polsce i we Włoszech. A wracając do przewodników, to pisałam jak dotąd zarówno o włoskich jak i polskich miejscach, które warto jest poznać.

Krzywa Wieża w Wenecji (Dzwonnica przy kościele św. Piotra przy Zamku) / foto: BlankaCzy według Ciebie Polacy kochają Włochy?
Uważam, że Włochy to jeden z tych krajów wobec którego trudno jest być obojętnym. Tyle tu ciekawych miejsc, tyle historii, kultury i sztuki. O świetnej kuchni nie wspomnę... Wszystko zależy oczywiście od miejsca i warunków w jakich się człowiek znajduje, jednak patrząc ogólnie, myślę że Italia ma wielu polskich zwolenników.

Wyobraźmy sobie, że ktoś, kto zamierza wybrać się w podróż po Włoszech, poprosił Cię o wskazanie najciekawszych miejsc. Co byś mu poradziła, co warto zobaczyć, podczas, dajmy na to tygodniowego pobytu?
Bardzo lubię tego rodzaju pytania, ale też od razu chciałabym dopytać tę osobę o pewne szczegóły: czego oczekuje od tego tygodniowego pobytu, w jaki sposób chce wypocząć, co przede wszystkim pragnie zobaczyć? Jestem generalnie zwolennikiem wakacji „na miarę”, bo nie każdy rodzaj urlopu sprawi wszystkim jednakową satysfakcję.
We Włoszech są miejsca, których absolutnie nie można ominąć, to oczywiste. Chociażby, patrząc geograficznie od północy, Wenecja, Florencja czy Rzym. Ale wiele jest również na tej samej trasie małych miejscowości, które są istnymi brylantami. Uważam za takie m.in. San Gimignano (bardziej znane), czy też zjawiskowe Monteriggioni lub Sovanę w Toskanii oraz np. Spello i Orvieto w Umbrii. Osobiście jestem też wielką fanką morza, dlatego też w ciągu tygodniowej wizyty we Włoszech nie pominęłabym plaży. Chociażby na toskańskim Wybrzeżu Etrusków, które oczaruje nawet najbardziej wymagających wczasowiczów.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.
Dziękuję i zapraszam do odwiedzenia mojego bloga.

Rozmawiała Anna Malczewska

Rozmowa z Karoliną Gendek, młodą stylistka i personal shopper, która od ponad miesiąca współpracuje jako projektantka z młodą, włoską marką odzieżową.

Karolina GendekKiedy przyjechałaś do Rzymu i z jakiego powodu?
To taka typowa historia. Kilka lat temu podczas mojego pierwszego pobytu w Rzymie poznałam mojego obecnego narzeczonego. Przez dwa lata krążyliśmy między Warszawą a Rzymem. W Polsce rozwijałam się zawodowo i decyzja o przeprowadzce nie należała do prostych.

W Polsce pracowałaś jako stylistka i personal shopper. Myślę, że po przeprowadzce tutaj nie miałaś żadnych problemów ze znalezieniem pracy?
To prawda, znalazłam pracę po miesiącu od wysłania pierwszego CV. Udało mi się i nadal pracuje w świecie mody. Rozwijam się, choć pierwsze lata były trudne i pomimo tego, że pozostałam w branży, nie robiłam tego co kocham. Wiedziałam jednak, że wcześniej czy później uda mi sie spełnić moje marzenia. Miesiąc temu to się udało i nawiązałam współpracę jako projektantka z młodą, włoską marką odzieżową.

Co robisz oprócz tego?
Tysiąc rzeczy. Od zawsze rozsadzała mnie energia i to widać w coraz to nowych projektach, które tworzę i w których uczestniczę. Mam swój blog kcomekarolina.blogspot.com - taki mój modowy pamiętnik, ale kilka dni temu otworzyłam jeszcze jeden o zupełnie innym, ironicznym charakterze: youreallyworethis.blogspot.com. Uwielbiam, gdy w moim życiu (zawodowym) wiele się dzieje.

No właśnie, od ponad dwóch lat prowadzisz blog modowy kcomekarolina, skąd ta nazwa i o czym w nim piszesz i dlaczego piszesz jedynie po angielsku i włosku. Nie myślisz, że zaciekawiłby on także Polki?
Ja wierzę w Polki i wiem, że są wystarczająco wykształcone, by z powodzeniem czytać mój blog po angielsku. A po włosku piszę dla siebie - to takie moje ćwiczenie języka.
Nazwa bloga wzięła się od ciągłych pomyłek we Włoszech. Bardzo lubię swoje imię, Karolina, i do tej "K" jestem bardzo przywiązana, a Włosi z uporem próbowali mi wmówić, że skoro mieszkam we Włoszech to powinnam "zitalianizować" moje imię na Carolina. Nazwa kcomekarolina (k jak karolina) to taka forma protestu.
Piszę na blogu o tym ,co mi w duszy gra, o tym co się dzieje w moim życiu i o wielu mało ważnych i mało poważnych rzeczach.

Powróćmy do zawodu personal shopper. Na czym polega?
To taka "idealna przyjaciółka", która pójdzie z tobą na zakupy, pomoże wybrać to, w czym ci naprawdę dobrze, to co jest odpowiednie na różne okazje. Podpowie też, gdzie znaleźć tą idealna sukienkę, o której zawsze marzyłaś. Dobierze odpowiednie fasony i kolory. Obejrzy twoją szafę i podpowie co zachować, co wyrzucić, a co użyć inaczej niż dotychczas.

Czy w tak trudnym okresie ekonomicznym, w jakim znajdują się w chwili obecnej Włochy, trafiają Ci się klienci, którzy chcą skorzystać z Twoich usług?
Na szczęście tak, choć nie jest to moje, jak już wcześniej wspominałam główne zajęcie. Daje mi on jednak wiele przyjemności i szczerze mówiąc chętnie robiłabym to również za darmo.

Wiele razy oglądając programy telewizyjne na temat ubiorów, zauważyłam, że personal shopper zmieniają radykalnie sposób ubierania się danej osoby, ale za jaką cenę? Kilka nowych ciuszków potrafi kosztować ponad 2000 euro. Czy potrafisz dobrać ubrania klientkom z dużo bardziej „uboższym” portfelem, czy jest to usługa dla bogatych?
Według mnie to jest właśnie najlepsza zabawa. Nie sztuką jest wydać 2000 euro, prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy budżet to np. 100 euro i za to musisz się ubrać od stóp do głów. Uwielbiam polować na okazje dla mnie i moich klientek. Wyszukiwać rzeczy dobrej jakości i ze świetnym krojem w "sieciówkach". Często jakość materiałów ubrań jest lepsza w sklepach sieciowych, niż w tych "z metką", bo w tym wyższym segmencie coraz bardziej liczy się metka, a nie jakość...

Co myślisz o stylu ubierania się Polek?
Wcale nie jest tak źle, jak wiele osób twierdzi. Oczywiście jeszcze nam daleko, by móc nas masowo określić ikonami mody, ale nie boimy się eksperymentować. Polki powoli zaczynają bawić się modą i idą według mnie w dobrym kierunku. Powiedzmy sobie szczerze, przeciętna "włoska" ulica nie jest dużo bardziej stylowa niż polska.

Czy uważasz, że trzeba za wszelką cenę dążyć za nowymi trendami mody?
Nie. Trzeba odszukać swój styl, dążyć do odkrycia, w czym się naprawdę dobrze czujemy i z nowych trendów wybierać tylko to, co jest zgodne z nasza osobowością.

Słyszałam, że zostałaś ambasadorką takich firm odzieżowych, jak: ToyG, Goldenlady, Subdued, Luisa Spagnoli, HI-END oraz McArthurGlen Designer Outlets. Jak Ci się to udało?
Jeszcze do niedawna ignorowane blogi, w tej chwili powoli zajmują pełnoprawne miejsce obok tradycyjnych mediów. Wraz z social networks, blogi są nową platformą informacyjną - nowych trendów w modzie, nastrojów społecznych, zmian kulturowych, ostatnich wydarzeń politycznych. To taki świat w pigułce. Wiele firm zauważa, jak bardzo istotne w komunikacji z klientem są właśnie blogi. Mój na razie dopiero "rośnie", ale było mi bardzo miło, gdy tak uznane marki zaprosiły mnie do współpracy.

Wielkimi krokami zbliża się jesień. Co będzie w tym roku modne i co każda z nas powinna mieć w swojej szafie tej jesieni?
Dużo pozytywnej energii, by przetrwać ten szaro-bury okres. (śmiech) A tak na poważnie, jeżeli ktoś lubi ten klimat, to wielkimi krokami wraca trend prosto z westernów -  tym razem w bardziej eleganckiej i mniej ostentacyjnej wersji. Oprócz tego, nadal mocno trzymają się zapożyczenia militarne. Jeżeli chcemy kupić coś modnego – to proponuję zainwestować w piękną, welurową sukienkę.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
Ja również dziękuję.

rozmawiała Anna Malczewska

{gallery}galleries/karolina{/gallery}

22-letnia Dominika Błaszczyk jest jedną z sześciu polskich kandydatek w nowej konkurencji Miss Italia nel Mondo konkursu Miss Italia. Nie wie jeszcze, czy uda jej się wygrać, ale jak sama twierdzi „zwycięstwo nie zmieni jej określonych już planów na przyszłość. Z pretendentką do korony nowej konkurencji, stworzonej specjalnie z myślą o cudzoziemkach żyjących we Włoszech rozmawia Anna Malczewska

Kiedy przyjechałaś do Włoch?
Przyjechałam do Włoch jak miałam 12 lat razem z rodzicami, zamieszkaliśmy w Genzano nieopodal Rzymu. W Polsce ukończyłam szkołę podstawową, a we Włoszech gimnazjum i liceum. W chwili obecnej studiuję Scenografię na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie oraz uczęszczam do Szkoły Polskiej dla uczniów tymczasowo przebywających za granicą. Oprócz tego, o ile pozwala mi na to czas, pracuję dorywczo.

Dlaczego zdecydowałaś się wziąć udział w nowej konkurencji Miss Italia Nel Mondo?
Będąc małą dziewczynką fascynowały mnie tego rodzaju konkursy, lecz później, gdy przeprowadziłam sie do Włoch niestety nie mogłam uczestniczyć w Miss Italia, ponieważ nie miałam obywatelstwa włoskiego. Kiedy tylko dowiedziałam się o nowej konkurencji, wprowadzonej do tegorocznego konkursu, nie zwlekałam z zapisaniem się.

Jakie są twoje wymiary?
biust: 86
pas: 65
biodra: 87

Jakie są Twoje zainteresowania? Widziałam na facebooku twoje zdjęcia z obrazami, czy malujesz?
Tak maluję. Uwielbiam sztukę, móc wyrazić swoje emocje poprzez rysunek, to najpiękniejsza rzecz, a oprócz tego interesuje się i uprawiam wszelkiego rodzaju sporty, jednak najbardziej lubię grać  w siatkówkę.

Mieszkasz tu od wielu lat. Czy czujesz się bardziej Polką, czy może już Włoszką?
Czuję się w stu procentach Polką. W moich żyłach płynie tylko polska krew i zawsze będzie płynąć.

Co da Ci wygrana w konkursie?
Nie nastawiam się na wygraną ,ale z pewnością byłaby ona dla mnie i moich bliskich miłym zaskoczeniem. Nie wiem też, czy zwycięstwo zmieniłoby moje (określone już) plany na przyszłość. Marzę o tym, aby z sukcesem skończyć studia i realizować swoje pasje w przyszłej pracy. Ewentualna wygrana z pewnością doda mi jednak pewności siebie, której braki często odczuwam... Ponadto stworzy mi (być może)możliwość pokazania Włochom mojej Ojczyzny i rodaków z innej niż dotąd perspektywy. Niestety mieszkając we Włoszech często stykam się z nie najlepszą opinią o Polakach i dlatego też korzystam z każdej możliwości, aby w pewien sposób korygować krzywdzące nas stereotypy. Przecież Polki oprócz urody posiadają wiele innych atutów, tylko okazji do ich prezentacji mamy niewiele.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesu w jutrzejszych eliminacjach.
Dziękuję.

 

Przyjechała do Włoch 15 lat temu. Miała tu zostać tylko przez 6 miesięcy, ale los sprawił, że pozostała na zawsze. W Polsce skończyła technikum odzieżowe i jej marzeniem od zawsze było otwarcie zakładu krawieckiego. Dopiero rok temu, dzięki swojemu uporowi udało się je spełnić i pomimo kryzysu otworzyć w Rzymie (w dzielnicy  La Storta) małe laboratorium krawieckie. Z Zofią Piotrowską rozmawia Anna Malczewska.


Zofia PiotrowskaDlaczego zdecydowała się Pani przyjechać do Włoch?
Jestem mamą trzech córek, które wychowywałam samotnie. 15 lat temu jeszcze chodziły do szkoły, a najstarsza właśnie ukończyła technikum hodowli koni i bardzo chciała iść na studia. Niestety, pracując w Polsce nie stać mnie było na opłaty za jej naukę. I wtedy narodził się pomysł na wyjazd do Włoch.

Początki na emigracji są zawsze trudne. Czy tak też było w Pani przypadku?
Były bardzo ciężkie, ponieważ nie znałam języka włoskiego i nie mogłam liczyć na dobrą pracę. Tak więc moją „karierę” zawodową na ziemi włoskiej rozpoczęłam od prasowania w domach, ucząc się przez cały czas języka. Potem zatrudniłam się jako pomoc domowa. Muszę przyznać, że będąc z Włochami przez 24 godziny na dobę, dość szybko udało mi się opanować włoski, co zaowocowało znalezieniem pracy, w moim wyuczonym zawodzie, w laboratorium krawieckim bardzo eleganckiego sklepu.

Z wykształcenia jest Pani…
Technikiem odzieżowym, specjalność krawiec odzieży damskiej. 6 lat szkoły... szkice… formy, szablony, modelowanie wzorów, szycie na miarę…

W czerwcu minął rok, odkąd otworzyła Pani własny zakład krawiecki na obrzeżach Rzymu, w dzielnicy La Storta. Jak Pani wspomina ten czas?
Od zawsze szłam odważnie do przodu i nie bałam się podejmowania ryzykownych decyzji. Udało się. Moimi klientami są zarówno Włosi, jak i Polacy, Amerykanie, Anglicy, Austriacy, Rumunii, Rosjanie, a  nawet Brazylijczycy.

Czyli śmiało możemy nazwać Pani zakład multietnicznym.
(Śmiech) Tak, ma Pani rację.

Dlaczego zdecydowała się Pani otworzyć zakład na peryferiach Rzymu, czy nie łatwiej by było o klientów bliżej centrum?
Mieszkam w La Storta z jedną z moich córek, która wyszła za mąż za Włocha i jest mamą dwóch cudownych córeczek.  Dlatego było mi łatwiej otworzyć firmę tutaj.

A pozostałe córki mieszkają we Włoszech, czy w Polsce?
Najstarsza córka mieszka w Lecco. Ona również wyszła za mąż za Włocha i ma dwoje dzieci. Najmłodsza, po ośmiu latach pobytu tutaj zdecydowała się na powrót do Polski.Zofia Piotrowska uszyła córce Magdalenie suknie ślubną

Powróćmy jednak do firmy. Czy miała Pani trudności z otwarciem własnego biznesu?
Tak i to ogromne, dodam, że nadal je mam, ale na szczęście sprawami papierkowymi zajmuje się moja córka.

W czym jest Pani wyspecjalizowana jako krawcowa?
Szyję praktycznie wszystko co da się przeszyć na maszynie. Wykonuję także ubrania na miarę. Bardzo często przychodzą do mnie klientki, chcące coś zamówić bez określonego wzoru, wtedy siadam i szkicuje to, co mi przedstawiają, tzn. jak ma wyglądać dany model. W ten sposób nie napotykam potem na nieporozumienia.

Czy ceny usług w Pani zakładzie są na przysłowiową „każdą kieszeń”?
Ceny ustalam z klientami. Jeżeli chodzi o szycie na miarę, różnią się one od stopnia trudności i czasu, jaki muszę poświęcić. Dopiero kiedy klientka akceptuje wszystkie warunki, przystępuję do pracy. W przypadku przeróbek mam stałe ceny. Oprócz tego zajmuję się także drobnymi i skomplikowanymi poprawkami krawieckimi.

Co mogłaby Pan poradzić rodakom, którzy chcieliby otworzyć własny biznes we Włoszech?

Tak jak już wcześniej wspomniałam, trzeba „rzucić się na głęboką wodę”, by móc spełnić swoje marzenia. Nie można się bać, ponieważ także podejmowanie ryzyka jest częścią naszego życia. Oprócz tego, jeżeli czujemy się w danej dziedzinie fachowcami i wykonujemy swoją pracę z pasją, jesteśmy skazani na odniesienie sukcesu. Na początku jednak trzeba się uzbroić w cierpliwość, na wszystko potrzebny jest czas. Klienci muszą nas poznać, przekonać się do nas, a potem są już nasi.
Warto też pamiętać, że klient nasz pan, ale nie możemy zapominać o własnej godności. Nigdy!

A na koniec przytoczę Pani wypowiedź jednej z córek - Magdy: Jesteśmy z mamy bardzo dumne. Przez całe życie tylko wyrzeczenia i ciężka praca. Pomimo tego jest zawsze uśmiechnięta. Ta kobieta zaraża optymizmem. Otwarcie własnego zakładu krawieckiego zawsze było jej marzeniem i udało się. Ona ma niesamowity talent i naprawdę wierzę, że osiągnie sukces. Początki są zawsze trudne, a ona już sie wybiła. Sartoria w czerwcu skończyła rok! Oby tak dalej Zojka!
To właśnie moje córki dają mi całą energię, którą posiadam. Tuż przed otwarciem zakładu były obecne całym sercem ze mną. Magdalenka zrobiła mi witrynę w pięknym stylu. Jestem bardzo dumna z moich córek. Nasze życiowe motto brzmi: „STRES jest reakcją lekową na ciągłe zmiany w życiu. Jest to usprawiedliwienie, do którego uciekamy się, gdy nie bierzemy odpowiedzialności za swoje uczucia, odgrywamy rolę niewinnej ofiary, co nie daje nam dobrego samopoczucia ani nie zmienia sytuacji”. W życiu nie ma stagnacji albo martwych punktów, każda chwila jest zawsze NOWA i ŚWIEŻA."

Piękne słowa. Dziękuję Pani za rozmowę.
To ja pani dziękuję, że zainteresowała się  moją osobą.

Zakład krawiecki pani Zofii Piotrowskiej znajduje się na Via Della Storta 919 w Rzymie

Więcej informacji znajduje się na stronie: www.sartoriacreailtuostile.com