Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
23
So, wrzesień

Przyjechała do Włoch 15 lat temu. Miała tu zostać tylko przez 6 miesięcy, ale los sprawił, że pozostała na zawsze. W Polsce skończyła technikum odzieżowe i jej marzeniem od zawsze było otwarcie zakładu krawieckiego. Dopiero rok temu, dzięki swojemu uporowi udało się je spełnić i pomimo kryzysu otworzyć w Rzymie (w dzielnicy  La Storta) małe laboratorium krawieckie. Z Zofią Piotrowską rozmawia Anna Malczewska.


Zofia PiotrowskaDlaczego zdecydowała się Pani przyjechać do Włoch?
Jestem mamą trzech córek, które wychowywałam samotnie. 15 lat temu jeszcze chodziły do szkoły, a najstarsza właśnie ukończyła technikum hodowli koni i bardzo chciała iść na studia. Niestety, pracując w Polsce nie stać mnie było na opłaty za jej naukę. I wtedy narodził się pomysł na wyjazd do Włoch.

Początki na emigracji są zawsze trudne. Czy tak też było w Pani przypadku?
Były bardzo ciężkie, ponieważ nie znałam języka włoskiego i nie mogłam liczyć na dobrą pracę. Tak więc moją „karierę” zawodową na ziemi włoskiej rozpoczęłam od prasowania w domach, ucząc się przez cały czas języka. Potem zatrudniłam się jako pomoc domowa. Muszę przyznać, że będąc z Włochami przez 24 godziny na dobę, dość szybko udało mi się opanować włoski, co zaowocowało znalezieniem pracy, w moim wyuczonym zawodzie, w laboratorium krawieckim bardzo eleganckiego sklepu.

Z wykształcenia jest Pani…
Technikiem odzieżowym, specjalność krawiec odzieży damskiej. 6 lat szkoły... szkice… formy, szablony, modelowanie wzorów, szycie na miarę…

W czerwcu minął rok, odkąd otworzyła Pani własny zakład krawiecki na obrzeżach Rzymu, w dzielnicy La Storta. Jak Pani wspomina ten czas?
Od zawsze szłam odważnie do przodu i nie bałam się podejmowania ryzykownych decyzji. Udało się. Moimi klientami są zarówno Włosi, jak i Polacy, Amerykanie, Anglicy, Austriacy, Rumunii, Rosjanie, a  nawet Brazylijczycy.

Czyli śmiało możemy nazwać Pani zakład multietnicznym.
(Śmiech) Tak, ma Pani rację.

Dlaczego zdecydowała się Pani otworzyć zakład na peryferiach Rzymu, czy nie łatwiej by było o klientów bliżej centrum?
Mieszkam w La Storta z jedną z moich córek, która wyszła za mąż za Włocha i jest mamą dwóch cudownych córeczek.  Dlatego było mi łatwiej otworzyć firmę tutaj.

A pozostałe córki mieszkają we Włoszech, czy w Polsce?
Najstarsza córka mieszka w Lecco. Ona również wyszła za mąż za Włocha i ma dwoje dzieci. Najmłodsza, po ośmiu latach pobytu tutaj zdecydowała się na powrót do Polski.Zofia Piotrowska uszyła córce Magdalenie suknie ślubną

Powróćmy jednak do firmy. Czy miała Pani trudności z otwarciem własnego biznesu?
Tak i to ogromne, dodam, że nadal je mam, ale na szczęście sprawami papierkowymi zajmuje się moja córka.

W czym jest Pani wyspecjalizowana jako krawcowa?
Szyję praktycznie wszystko co da się przeszyć na maszynie. Wykonuję także ubrania na miarę. Bardzo często przychodzą do mnie klientki, chcące coś zamówić bez określonego wzoru, wtedy siadam i szkicuje to, co mi przedstawiają, tzn. jak ma wyglądać dany model. W ten sposób nie napotykam potem na nieporozumienia.

Czy ceny usług w Pani zakładzie są na przysłowiową „każdą kieszeń”?
Ceny ustalam z klientami. Jeżeli chodzi o szycie na miarę, różnią się one od stopnia trudności i czasu, jaki muszę poświęcić. Dopiero kiedy klientka akceptuje wszystkie warunki, przystępuję do pracy. W przypadku przeróbek mam stałe ceny. Oprócz tego zajmuję się także drobnymi i skomplikowanymi poprawkami krawieckimi.

Co mogłaby Pan poradzić rodakom, którzy chcieliby otworzyć własny biznes we Włoszech?

Tak jak już wcześniej wspomniałam, trzeba „rzucić się na głęboką wodę”, by móc spełnić swoje marzenia. Nie można się bać, ponieważ także podejmowanie ryzyka jest częścią naszego życia. Oprócz tego, jeżeli czujemy się w danej dziedzinie fachowcami i wykonujemy swoją pracę z pasją, jesteśmy skazani na odniesienie sukcesu. Na początku jednak trzeba się uzbroić w cierpliwość, na wszystko potrzebny jest czas. Klienci muszą nas poznać, przekonać się do nas, a potem są już nasi.
Warto też pamiętać, że klient nasz pan, ale nie możemy zapominać o własnej godności. Nigdy!

A na koniec przytoczę Pani wypowiedź jednej z córek - Magdy: Jesteśmy z mamy bardzo dumne. Przez całe życie tylko wyrzeczenia i ciężka praca. Pomimo tego jest zawsze uśmiechnięta. Ta kobieta zaraża optymizmem. Otwarcie własnego zakładu krawieckiego zawsze było jej marzeniem i udało się. Ona ma niesamowity talent i naprawdę wierzę, że osiągnie sukces. Początki są zawsze trudne, a ona już sie wybiła. Sartoria w czerwcu skończyła rok! Oby tak dalej Zojka!
To właśnie moje córki dają mi całą energię, którą posiadam. Tuż przed otwarciem zakładu były obecne całym sercem ze mną. Magdalenka zrobiła mi witrynę w pięknym stylu. Jestem bardzo dumna z moich córek. Nasze życiowe motto brzmi: „STRES jest reakcją lekową na ciągłe zmiany w życiu. Jest to usprawiedliwienie, do którego uciekamy się, gdy nie bierzemy odpowiedzialności za swoje uczucia, odgrywamy rolę niewinnej ofiary, co nie daje nam dobrego samopoczucia ani nie zmienia sytuacji”. W życiu nie ma stagnacji albo martwych punktów, każda chwila jest zawsze NOWA i ŚWIEŻA."

Piękne słowa. Dziękuję Pani za rozmowę.
To ja pani dziękuję, że zainteresowała się  moją osobą.

Zakład krawiecki pani Zofii Piotrowskiej znajduje się na Via Della Storta 919 w Rzymie

Więcej informacji znajduje się na stronie: www.sartoriacreailtuostile.com

Kilka miesięcy temu nieopodal Koloseum, na via Labicana 100, powstał nowy, polski salon piękności Halo SPA, w którym oprócz klasycznych zabiegów na ciało można skorzystać z kolejnej już groty soli.

Właścicielami Halo Spa jest para Polaków (Artur Sternal i Monika Stojecka), którzy na co dzień nie mieszkają w Wiecznym Mieście. Swój czas dzielą pomiędzy Włochami a Polską, a dokładniej Sosnowcem, z którego oboje pochodzą.

Trudne początki
- O otwarciu Spa zdecydował tak naprawdę przypadek – mówi Artur. – O projekcie otwarcia w Rzymie jaskini solnej dowiedzieliśmy się od znajomego, a ponieważ jestem inwestorem, bardzo zaciekawił mnie ten pomysł.
- Dwa lata temu zdecydowaliśmy się przejąć niedokończoną jeszcze inwestycję – wspomina Monika – Rzym oraz jego mieszkańcy tak bardzo nas zachwycili, że postanowiliśmy doprowadzić do końca budowę Spa.
Po wielu perypetiach związanych przede wszystkim z włoską biurokracją oraz nie zawsze dobrze wykwalifikowanymi fachowcami, w grudniu 2011 nastąpiło otwarcie polskiego salonu.

Jakość, jakość i jeszcze raz jakość
Zarówno Artur jak i Monika, przyzwyczajeni do dynamicznie rozwijającego się rynku polskiego mieli nadzieję, że Halo Spa zacznie zarabiać na siebie praktycznie od razu, tym bardziej że to co stworzyli nie można nazwać zwykłym gabinetem kosmetycznym. Salon jest ekskluzywną oazą relaksu, gdzie wysoko wykwalifikowany polsko-włoski personel dba o każdego klienta w sposób wyjątkowy.
- Od samego początku zależało nam, żeby salon był inny od pozostałych – mówi Monika. – Otwierając go, postawiłam wszystko na jakość usług oraz higienę. 

Podstawa to higiena
- Jeszcze przed otwarciem Halo Spa chciałam sprawdzić konkurencję i udałam się do kilku włoskich gabinetów. To, co zobaczyłam, przeraziło mnie – kontynuuje Stojecka - prawie we wszystkich salonach jest po prostu brudno, a do wykonywania zabiegów personel używa najtańszych i często niewiadomego pochodzenia kosmetyków. W Polsce jest to niedopuszczalne. Taki salon w kraju miałby krótką żywotność, ponieważ klienci tam są bardzo wymagający. W naszym salonie podstawą jest zachowanie odpowiedniej higieny i musi ona być widoczna – bo gdy klient zauważy brud to więcej do takiego salonu nie wróci – i ma rację.

Urządzenia
W centrum korzysta się z najnowocześniejszych urządzeń, a zabiegi wykonywane są przy pomocy skutecznych i innowacyjnych technologii, takich jak dwubiegunowe fale radiowe oraz tlen, używanych do skutecznej regeneracji tkanki skóry oraz innych metod elektro-mechanicznych do zwalczania cellulitu.

Zabiegi
Oferta Halo Spa jest bardzo bogata. Oprócz szerokiego wachlarza profesjonalnych masaży relaksacyjnych oraz ogólnie poprawiających samopoczucie (Kobido, masaże poprawiające krążenie, limfatyczne – metoda Voddera, ajurwedyjskie , Balance, sportowe oraz hinduskie) , klienci mogą skorzystać z tradycyjnych zabiegów na twarz oraz ciało, manicure, pedicure, oraz makijażu permanentnego.
- W naszym salonie przeprowadzamy także badanie kosmetologiczne skóry twarzy oraz ciała, czyli tzw. check-up skóry – tłumaczy właścicielka Halo Spa. - Przy pomocy odpowiednich pomiarów określa się jej nawilżenie, natłuszczenie, PH, wrażliwość, elastyczność, określa stopień ochrony przeciwsłonecznej oraz to, na jakiej głębokości znajdują się przebarwienia. I na tej podstawie nakreśla się program terapeutyczno-korekcyjny – tłumaczy i dodaje - przeprowadzając tego rodzaju badanie, przede wszystkim trzeba zacząć od wyrównania kosmetologicznego skóry twarzy także poprzez rozpoczęcie używania odpowiednio dobranych kosmetyków.
- Nowością w Halo Spa jest Depiland - urządzenie do trwałego usuwania owłosienia. Metoda ta jest bardziej zaawansowana od tradycyjnej depilacji, ponieważ już od pierwszego zabiegu można zauważyć znaczną redukcję owłosienia, a to wszystko dzięki specjalnemu, drobno-warstwowemu woskowi  oraz tlenowi  wzbogaconemu enzymami papainy i bromeliny, które hamują proces wzrostu owłosienia. Zabieg ten można wykonywać przez cały rok, oraz w połączeniu z depilacją pulsującym światłem, czyli tzw. laserem. Ten rodzaj depilacji jest prawie bezbolesny  – zapewnia Stojecka – jednak naszą prawdziwą perełką jest u nas grota solna.

Grota solna
Haloterapia (terapia solna) jest metodą profilaktyki oraz leczenia w warunkach odtworzonego mikroklimatu morskiego.
Pozytywne oddziaływanie klimatu morskiego na organizm ludzki jest faktem potwierdzonym naukowo. Powietrze morskie jest niezwykle zbawienne dla naszego organizmu ze względu na duże ilości pierwiastków, które parują wraz solą bezpośrednio z wody morskiej. Niestety, mikroklimat ten utrzymuje się w tylko w niewielkiej odległości od mórz, przez co większość z nas nie ma do niego dostępu. Dla wszystkich tych, którzy nie mają dostępu do morza jedyną możliwością korzystania z dobrodziejstw mikroklimatu morskiego jest właśnie haloterapia - (po grecku halo oznacza sól, stąd też się wzięła nazwa polskiego Spa) i przekonanie o korzyściach z nich płynących Europy, przeniosła się później na inne kontynenty.
Terapia solna polega na odbywaniu seansów inhalacyjnych w specjalnie wybudowanych lub zaadoptowanych do tego celu grotach solnych.
- Haloterapia odbywana w grotach solnych jest bardzo skuteczna ze względu na możliwość pełnej kontroli mikroklimatu panującego w grocie – tłumaczy Monika. - Dzięki temu powietrze w grotach solnych może mieć dużo większe stężenie minerałów niż powietrze morskie. Wystarczą regularne 45 minutowe seanse solne, od 2 do 4 razy tygodniowo, by poczuć się lepiej.

Klient nasz Pan
- Na początku działalności w ogóle nie braliśmy pod uwagę polskich klientów – przyznaje Monika – i nie był to wybór z jakiś określonych powodów. Nie mieszkając tu na stałe, po prostu nie wpadliśmy na myśl, że naszymi klientami mogą być nasi rodacy. Nie mieliśmy pojęcia, że aż tak dużo nas tutaj mieszka. Dlatego też do tej pory nasza oferta skierowana była jedynie do Włochów, ale już niedługo nasza strona internetowa „mówić” będzie także po polsku.

Dobra wiadomość dla Polaków
- Czekamy na rodaków mieszkających w Rzymie i okolicach, a żeby bardziej ich zachęcić, oferujemy dla wszystkich polskich klientów 20% zniżki na wszystkie zabiegi – stwierdzają na koniec właściciele Halo Spa – Nasze drzwi są dla Was zawsze otwarte - dodają.

Anna Malczewska

Halo Spa

Via Labicana, 100 Rzym

tel: 06.70495742

halosparoma.eu

- Praca jako badante nie dawała mi żadnej satysfakcji – mówi bohaterka naszej rozmowy, przedsiębiorcza Polka, która od 2005 roku prowadzi w Bolonii, przy via Giuseppe Massarenti 412,  własną  kwiaciarnię. Jak opowiada udało jej się zrealizować marzenie o prowadzeniu  własnego sklepiku dzięki życzliwości znajomych Włochów i funduszom pozyskanym od państwa włoskiego na rozkręcenie działalności.

Z Genowefą Kamińską rozmawia Danuta Wojtaszczyk

Kiedy przyjechała Pani do Włoch?
Przyjechałam do Włoch pod koniec lat osiemdziesiątych, do pracy w Rzymie jako badante. Miałam wówczas 29 lat, męża i dwoje małych dzieci. W planach było popracować kilka miesięcy, by kupić nowe meble do mieszkania, lepszy telewizor i ogólnie podbudować budżet domowy. 

Jednak ten pobyt bardzo się przedłużył…  Z Rzymu przeniosła się Pani do Bolonii, gdzie 7 lat temu otworzyła Pani własny sklepik. Kiedy wpadła Pani na pomysł otwarcia kwiaciarni?
Przed przyjazdem do Włoch byłam pracownikiem biurowym, nie miałam więc doświadczania w branży handlowej. Kiedy kupowaliśmy w Polsce z mężem nowe mieszkanie, patrzyłam z zachwytem na  projekty  małych sklepików przy nowych osiedlach i wtedy obudziło się  we mnie marzenie, aby w przyszłości też  by mieć taki mały, własny sklepik.

Pomimo, iż nie miałam żadnego doświadczenia w sprzedaży, to jeżdżąc do pracy do Włoch moje marzenie rosło coraz bardziej. Praca jako badante nie dawała mi żadnej satysfakcji i była bardzo ciężka, więc coraz częściej śniłam o pracy na własny rachunek,  która dawałaby mi radość. Zaczęłam więc mówić głośno wszystkim  wokoło o moim marzeniu, aż  pewnego dnia zaprzyjaźnieni Włosi zadzwonili do mnie z informacją, że jest kwiaciarnia do kupienia.

Pojechałam, zobaczyłam, opowiedziałam mężowi przez telefon... i zadecydowałam: kupuję!

Mróz: „To dzięki papierowej wiklinie odkryłam w sobie duszę artysty. Moja pasja pozwoliła mi na zapomnienie o chorobie i trudach codziennego życia”.

Katarzyna MrózKasia Mróz przyjechała do Włoch 17 lat temu w poszukiwaniu pracy. "Początki nie były łatwe. Pracowałam i w międzyczasie robiłam kurs dla pracowników socjalnych O.S.A. Dzięki niemu zdobyłam kwalifikacje, aby móc pracować i zajmować się starszymi osobami, przebywającymi w klinikach" mówi redakcji.

W 2008 roku, życie młodej Polki uległo całkowicie zmianie, związanej z rozpoznaną u niej chorobą. "Stwierdzono u mnie silną łuszczycę. Choroba ta spowodowała u mnie artretyzm. Bardzo się wtedy załamałam i czułam bezsilność – wspomina Kasia – a na dodatek, z uwagi na mój młody wiek, nie przyznano mi nawet renty inwalidzkiej".

Po prawie trzech latach życie dziewczyny ponownie uległo zmianie, tym razem pozytywnej. "W 2011 roku poznałam w wirtualnym świecie swoją rodaczkę Anię, która prowadzi bloga i pokazuje innym swoją pasję, jaką jest papierowa wiklina – kontynuuje Kasia i dodaje – to właśnie na jej blogu zobaczyłam pierwsze wyroby z papieru. I tak zaczęła się moja „papierowa przygoda”.

Papierowa wiklina jest techniką, dzięki której ze zwykłego na pierwszy rzut oka papieru, stworzyć można eleganckie i efektowne koszyki, łudząco podobne do tradycyjnych wiklinowych. Przy odrobinie cierpliwości możemy stworzyć tanie przedmioty dekoracyjne, służące do przechowywania drobiazgów, układania kompozycji, tworzenia stroików świątecznych i na różne inne okazje.

"Początki były trudne, ale wytrwale uczyłam się skręcać różyczki i pleść z papieru kosze. Dzięki Ani uwierzyłam w siebie i znalazłam cel w swoim życiu, ponieważ odnalazłam swoją pasję" mówi Polka. "Okazało się, że moje prace są wspaniałym pomysłem na prezenty. Na początku obdarowywałam koleżanki, później zaczęły się małe zamówienia" przyznaje.

Kasia nigdy nie posiadała zdolności plastycznych i nigdy nie sądziła, że będzie kiedykolwiek w stanie wykonać coś sama. Okazało się jednak, że dzięki papierowej wiklinie odnalazła u siebie duszę artysty. "Kilkaset papierowych róż potrafi stworzyć piękną pracę, co daje mi wielką satysfakcję i sprawia, iż na twarzach innych pojawia się uśmiech – mówi roześmiana i dodaje - tworzę dla innych i teraz wiem, że człowiek, który posiada swoje hobby, dzięki któremu się rozwija, jest szczęśliwy. Mam cel w życiu i tego samego życzę innym, aby również go odnaleźli. Już dziś mogę powiedzieć: Jestem z siebie dumna".

Nowa pasja naszej bohaterki sprawiła, że mogła wreszcie zapomnieć o trudach codziennego życia i poznać nowych, wspaniałych ludzi. Jednak do szczęścia brakuje jej jeszcze jednego.
"W związku z tym, że ze względu na moją chorobę nie mogę podjąć żadnej pracy, pragnę, by moja pasja przynosiła mi także dochody, dzięki którym mogłabym pokryć chociaż część wydatków na życie" przyznaje Kasia.

Anna Malczewska

Chcesz poznać Kasię Mróz? Wejdź na jej profil facebook

{gallery}galleries/bibula{/gallery}

Na początku czerwca w malowniczo położonym “Perla Hotel” w Lecce odbył się finał konkursu Miss International Model 2012. Wśród 36 kandydatek, o tytuł Miss walczyła także 26-letnia Polka – Marika Lalik, pochodząca z Krakowa.

- Trzy miesiące temu mama zgłosiła moją kandydaturę do konkursu Miss International Model 2012 we Włoszech, nic mi o tym nie mówiąc – mówi redakcji młoda Polka i dodaje – byłam bardzo zaskoczona, kiedy w maju dowiedziałam się, że zostałam wyselekcjonowana do Finału tego konkursu.

- Dotychczas modelingiem zajmowałam się jedynie dorywczo, biorąc udział w sesjach fotograficznych i nagraniach telewizyjnych, między innymi do programu „Tak To Leciało”, reklam i teledysków, dlatego też zagraniczny konkurs piękności był dla mnie niemałym wyzwaniem – przyznaje Marika.

Przyjazd do Włoch młodej Polki był pod znakiem zapytania do ostatniej chwili, ponieważ nie była ona w stanie ponieść sama kosztów przyjazdu tutaj.
- W pewnym momencie poddałam się, ale moja mama, która jest właścicielką polskiej agencji modelek  Meri Prestige Model Agency w Rzymie wierzyła wciąż, że uda się znaleźć sponsora – przyznaje dziewczyna – i udało się. Znalazła włoską firmę, która pokryła koszty przelotu, zakwaterowania i opłaty rejestracyjnej. Warunkiem sponsoringu było wykorzystanie mojego wizerunku w reklamie ich nowego produktu, na co mama się zgodziła. 

Finał konkursu odbył się w Lecce na południu Włoch. Przygotowania do niego trwały trzy dni, podczas których wszystkie kandydatki uczyły się chodzić po wybiegu, pozować oraz, co było dla Mariki chyba największym wyzwaniem – zaprezentować się po włosku przed jury konkursu.
- Było mi bardzo trudno bez znajomości języka włoskiego, ale na szczęście towarzyszyła mi w tej niesamowitej przygodzie mama, która skrupulatnie tłumaczyła słowa, odpowiedzialnego za przebieg finału konkursu choreografa – wspomina z uśmiechem na twarzy 26-latka.
O tytuł Miss International Model 2012 walczyło 36 dziewcząt, pochodzących zarówno z Włoch, jak i Ukrainy, Mołdawii i Polski.
- Wysiłek włożony w przygotowania do konkursu zaowocował moją wygraną – zdobyłam tytuł Miss, a udział w konkursie pozwolił mi przeżyć wiele pięknych chwil, poznać wspaniałych ludzi oraz rozpocząć pracę we Włoszech jako modelka – kontynuuje Marika - Zamierzam teraz zaangażować się w nowe przedsięwzięcie agencji mamy – organizację konkursu Miss Polonia we Włoszech.
I tego też życzymy zarówno naszej Miss, jak i jej mamie.

Anna Malczewska

Mecz Czechy – Polska,  czyli wspólne oglądanie rozgrywek piłkarskich Polonii mediolańskiej

16 czerwca 2012 było ważną datą dla wszystkich Polaków, głównie ze względu na odbywające się w Polsce i na Ukrainie Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012. Grupa Młodych Związku Polaków w Mediolanie z tej okazji zorganizowała wspólne oglądanie meczu Czechy- Polska.

Na spotkanie przybyło liczne grono miłośników sportu, a przede wszystkim naszego kraju. Wśród zgromadzonych gości byli Polacy, Włosi, Hiszpanie oraz reprezentant Wielkiej Brytanii. Wszyscy kibice mieli na sobie stroje w biało-czerwonych barwach  lub z logo polskiej reprezentacji.

Na dźwięk Hymnu Narodowego Polski, który inaugurował rozpoczęcie meczu,  zebrani w mediolańskiej kafejce Polacy i przyjaciele narodu polskiego jednomyślnie wstali i pełną piersią odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego” wraz z reprezentacją Polski i kibicami wrocławskiego stadionu.

Każdy miał świadomość jak ważny był to mecz. We wcześniejszych starciach Biało-Czerwonym udało się zremisować z Grecją i Rosją. Gdyby pokonali rywali, wywalczyliby awans do ćwierćfinału Euro 2012.

Podczas trwania rozgrywek piłkarskich zgromadzeni goście wspólnie spędzili czas na włoskiej kolacji kibicując jednocześnie polskiej reprezentacji.

Nie obyło się bez rozmów na tematy sportowe, a także dotyczące wspólnych doświadczeń,  związanych z życiem i pracą we Włoszech.

14 czerwca w programie „Wszystko mi disco” w Polo TV odbyła się premiera najnowszego klipu „Druga miłość”, mieszkającej od wielu lat we Włoszech Polki - Edyty Kamińskiej.

Prezenter programu Maciej Smoliński powiedział po premierze klipu Kamińskiej: "To był niezwykły czwartek dla polskiej muzyki disco!!! Kto wie, może Edyta zostanie nową królową muzyki disco?".

Edyta Kamińska karierę piosenkarską rozpoczęła jeszcze w Polsce. W 2000 roku była liderką zespołu Flash, z którą wydała dwie płyty: „Zaczarowana” oraz „Tunel Miłości”.
- Można powiedzieć, że śpiewam od dawna. Będąc jeszcze dzieckiem, brałam udział w rozmaitych konkursach piosenek oraz uczyłam się śpiewu w domu kultury w Łomży, skąd pochodzę - mówi Edyta Kamińska redakcji „Naszego Świata” i dodaje - W 1995 roku dostałam się do Studium Piosenkarskiego w Poznaniu, los jednak sprawił, iż pomimo zdanych egzaminów, nauki w tej szkole nie podjęłam.

W 2003 roku Polka dostała propozycję współpracy z włoską firmą fonograficzną i od tego momentu mieszka i tworzy we Włoszech. - Po przyjeździe do Włoch, z jednej strony zafascynowana byłam nowym światem, z drugiej zaś musiałam kompletnie zmienić mój styl życia – wspomina artystka.

Od 2005 roku Kamińska zawodowo związana jest z grupą SERGIO GARDA MUSIC, z którą koncertuje po dyskotekach i lokalach na terenie północnej Italii.

Oprócz kariery zawodowej, Edycie udało się znaleźć we Włoszech szczęście w sferze uczuciowej.
- Mam wspaniałego męża i dwóch cudownych synków. Poza tym mam tutaj bardzo dobrą pracę, która pozwala mi robić to, co lubię najbardziej - przyznaje.

Już niedługo w Polsce ukaże się najnowsza płyta Edyty Kamińskiej pt. "Druga miłość", promowana klipem, który można zobaczyć poniżej.

Anna Malczewska

embed video plugin powered by Union Development