"Po 15 latach wreszcie robię to, co lubię od zawsze" - Nasz Swiat
15
N, wrzesień

Polacy we Włoszech

Przyjechała do Włoch 15 lat temu. Miała tu zostać tylko przez 6 miesięcy, ale los sprawił, że pozostała na zawsze. W Polsce skończyła technikum odzieżowe i jej marzeniem od zawsze było otwarcie zakładu krawieckiego. Dopiero rok temu, dzięki swojemu uporowi udało się je spełnić i pomimo kryzysu otworzyć w Rzymie (w dzielnicy  La Storta) małe laboratorium krawieckie. Z Zofią Piotrowską rozmawia Anna Malczewska.


Zofia PiotrowskaDlaczego zdecydowała się Pani przyjechać do Włoch?
Jestem mamą trzech córek, które wychowywałam samotnie. 15 lat temu jeszcze chodziły do szkoły, a najstarsza właśnie ukończyła technikum hodowli koni i bardzo chciała iść na studia. Niestety, pracując w Polsce nie stać mnie było na opłaty za jej naukę. I wtedy narodził się pomysł na wyjazd do Włoch.

Początki na emigracji są zawsze trudne. Czy tak też było w Pani przypadku?
Były bardzo ciężkie, ponieważ nie znałam języka włoskiego i nie mogłam liczyć na dobrą pracę. Tak więc moją „karierę” zawodową na ziemi włoskiej rozpoczęłam od prasowania w domach, ucząc się przez cały czas języka. Potem zatrudniłam się jako pomoc domowa. Muszę przyznać, że będąc z Włochami przez 24 godziny na dobę, dość szybko udało mi się opanować włoski, co zaowocowało znalezieniem pracy, w moim wyuczonym zawodzie, w laboratorium krawieckim bardzo eleganckiego sklepu.

Z wykształcenia jest Pani…
Technikiem odzieżowym, specjalność krawiec odzieży damskiej. 6 lat szkoły... szkice… formy, szablony, modelowanie wzorów, szycie na miarę…

W czerwcu minął rok, odkąd otworzyła Pani własny zakład krawiecki na obrzeżach Rzymu, w dzielnicy La Storta. Jak Pani wspomina ten czas?
Od zawsze szłam odważnie do przodu i nie bałam się podejmowania ryzykownych decyzji. Udało się. Moimi klientami są zarówno Włosi, jak i Polacy, Amerykanie, Anglicy, Austriacy, Rumunii, Rosjanie, a  nawet Brazylijczycy.

Czyli śmiało możemy nazwać Pani zakład multietnicznym.
(Śmiech) Tak, ma Pani rację.

Dlaczego zdecydowała się Pani otworzyć zakład na peryferiach Rzymu, czy nie łatwiej by było o klientów bliżej centrum?
Mieszkam w La Storta z jedną z moich córek, która wyszła za mąż za Włocha i jest mamą dwóch cudownych córeczek.  Dlatego było mi łatwiej otworzyć firmę tutaj.

A pozostałe córki mieszkają we Włoszech, czy w Polsce?
Najstarsza córka mieszka w Lecco. Ona również wyszła za mąż za Włocha i ma dwoje dzieci. Najmłodsza, po ośmiu latach pobytu tutaj zdecydowała się na powrót do Polski.Zofia Piotrowska uszyła córce Magdalenie suknie ślubną

Powróćmy jednak do firmy. Czy miała Pani trudności z otwarciem własnego biznesu?
Tak i to ogromne, dodam, że nadal je mam, ale na szczęście sprawami papierkowymi zajmuje się moja córka.

W czym jest Pani wyspecjalizowana jako krawcowa?
Szyję praktycznie wszystko co da się przeszyć na maszynie. Wykonuję także ubrania na miarę. Bardzo często przychodzą do mnie klientki, chcące coś zamówić bez określonego wzoru, wtedy siadam i szkicuje to, co mi przedstawiają, tzn. jak ma wyglądać dany model. W ten sposób nie napotykam potem na nieporozumienia.

Czy ceny usług w Pani zakładzie są na przysłowiową „każdą kieszeń”?
Ceny ustalam z klientami. Jeżeli chodzi o szycie na miarę, różnią się one od stopnia trudności i czasu, jaki muszę poświęcić. Dopiero kiedy klientka akceptuje wszystkie warunki, przystępuję do pracy. W przypadku przeróbek mam stałe ceny. Oprócz tego zajmuję się także drobnymi i skomplikowanymi poprawkami krawieckimi.

Co mogłaby Pan poradzić rodakom, którzy chcieliby otworzyć własny biznes we Włoszech?

Tak jak już wcześniej wspomniałam, trzeba „rzucić się na głęboką wodę”, by móc spełnić swoje marzenia. Nie można się bać, ponieważ także podejmowanie ryzyka jest częścią naszego życia. Oprócz tego, jeżeli czujemy się w danej dziedzinie fachowcami i wykonujemy swoją pracę z pasją, jesteśmy skazani na odniesienie sukcesu. Na początku jednak trzeba się uzbroić w cierpliwość, na wszystko potrzebny jest czas. Klienci muszą nas poznać, przekonać się do nas, a potem są już nasi.
Warto też pamiętać, że klient nasz pan, ale nie możemy zapominać o własnej godności. Nigdy!

A na koniec przytoczę Pani wypowiedź jednej z córek - Magdy: Jesteśmy z mamy bardzo dumne. Przez całe życie tylko wyrzeczenia i ciężka praca. Pomimo tego jest zawsze uśmiechnięta. Ta kobieta zaraża optymizmem. Otwarcie własnego zakładu krawieckiego zawsze było jej marzeniem i udało się. Ona ma niesamowity talent i naprawdę wierzę, że osiągnie sukces. Początki są zawsze trudne, a ona już sie wybiła. Sartoria w czerwcu skończyła rok! Oby tak dalej Zojka!
To właśnie moje córki dają mi całą energię, którą posiadam. Tuż przed otwarciem zakładu były obecne całym sercem ze mną. Magdalenka zrobiła mi witrynę w pięknym stylu. Jestem bardzo dumna z moich córek. Nasze życiowe motto brzmi: „STRES jest reakcją lekową na ciągłe zmiany w życiu. Jest to usprawiedliwienie, do którego uciekamy się, gdy nie bierzemy odpowiedzialności za swoje uczucia, odgrywamy rolę niewinnej ofiary, co nie daje nam dobrego samopoczucia ani nie zmienia sytuacji”. W życiu nie ma stagnacji albo martwych punktów, każda chwila jest zawsze NOWA i ŚWIEŻA."

Piękne słowa. Dziękuję Pani za rozmowę.
To ja pani dziękuję, że zainteresowała się  moją osobą.

Zakład krawiecki pani Zofii Piotrowskiej znajduje się na Via Della Storta 919 w Rzymie

Więcej informacji znajduje się na stronie: www.sartoriacreailtuostile.com