Czemu obawiamy się zmian? - Nasz Swiat
26
Cz, maj

Zdrowie i uroda

Stare wschodnie przysłowie mówi, że zmiana jest jedyną stałą rzeczą na tym świecie. Dlaczego my, ludzie zachodu, tak obawiamy się nadejścia nowego?

Człowiek to stworzenie kochające rutynę. Boimy się zmian i unikamy ich jak możemy. Psychologowie twierdzą, że nowy zwyczaj potrzebuje około ośmiu tygodni, by wejść nam w nawyk. W tym czasie zamiast cieszyć się z doświadczenia czegoś innego, tęsknimy za momentem, który ugruntuje się w nas jako automatyczna czynność i możemy spokojnie w niej osiąść.

Wszyscy nosimy w sobie wczesnodziecięcą obawę, że zabraknie nam opieki rodziców. Jeśli się ugruntuje, będziemy się bali, że każda zmiana zrujnuje nasze życie. Pragniemy stagnacji tym intensywniej, im bardziej niestabilne było nasze dzieciństwo.

Potrafimy trwać niezmiennie nawet w sytuacjach dla nas niekorzystnych. Nie możemy się na przykład rozstać z destrukcyjnym partnerem albo powiedzieć „dość” wykorzystującemu nas pracodawcy. Wolimy się z nimi męczyć. Lubimy stały rytm życia, bo wtedy jest ono przewidywalne, oswojone. Zmiana naraża na spotkanie z samym sobą. A jeśli nie spodoba nam się to, co odkryjemy? Nowe uruchamia lawinę obaw: że nikogo już nie poznamy albo nigdy nie znajdziemy pracy… Jeśli będziemy potrafili stawić im czoła, ruszymy dalej.

Zdarzają się osoby, które regularnie dokonują rewolucji w swoim życiu: zmieniają partnerów, pracę, miejsce zamieszkania… Boją się monotonni. Wykorzystują ciągłe zmiany, by uciec od uczuciowej pustki. To prawdopodobnie dzieci rodziców, którzy bardziej zajmowali się zaspokojeniem własnych potrzeb, niż potrzeb dziecka. Zmieniając wszystko, funkcjonuje według tego samego schematu. Nowa praca czy partner mogą tylko z pozoru oznaczać remont generalny, podczas gdy to jedynie drobne przemeblowanie. Dla nich początkiem metamorfozy byłoby dopiero zaprzestanie zmian, wytrwanie przy jednej osobie czy jednej pracy. Musiałyby się zmierzyć z uczuciem pustki, lękiem, że zagrożone jest ich poczucie niezależności lub obawą, że kiedy się zaangażują, zostaną zranione. Bywa i tak, że powierzchowna zmiana jest katalizatorem tej prawdziwej. Ktoś, kto zostaje wyrzucany z pracy, zakłada własną firmę, ma szansę poznać siebie jako osobę przedsiębiorczą, niebojącą się wyzwań. Albo odwrotnie: przekona się, że obawia się przyszłości, o czym nie miał pojęcia, kiedy miał zapewniony byt.

„Jeśli chcesz, by Twoje życie przyniosło więcej satysfakcji, musisz zmienić swój sposób myślenia. Zmień swoje myślenie, a zmieni się twój świat” (Oprah Winfrey)

Na szczęście lęk to tylko jedna strona naszej natury. Drugą jest skłonność do zmiany, rozumianej jako rozwój. I dobrze! Muhammad Ali powiedział: „Człowiek, który widzi świat w wieku pięćdziesięciu lat tak samo, jak widział go w wieku lat dwudziestu, zmarnował 30 lat swojego życia”.

Życie zmusza nas do zmiany, doświadczając na różne sposoby. Często właśnie w konfrontacji z ciężką chorobą, wielką stratą czy niebezpieczeństwem zaczynamy inaczej widzieć świat, cenić odmienne wartości. Ktoś, komu uda się pokonać śmiertelną chorobę, z reguły zaczyna dostrzegać, że nawet od najbardziej błyskotliwej kariery ważniejsza jest miłość i relacje z najbliższymi.

Głęboki smutek paradoksalnie nie odgradza, ale przybliża nas do rzeczywistości. Nie wszyscy ludzie potrafią czerpać energię i motywację do zmiany z trudnych doświadczeń czy straty kogoś kochanego. W dużym stopniu zależy to od tego, czy naszemu dorastaniu towarzyszyli rodzice, którzy pomagali nam przeżywać smutek, zamiast odganiać żal nowymi zabawkami.

Czasem zmiana w nas dojrzewa i czeka na odpowiedni moment, aby się wydarzyć. Pojawia się ktoś, kto w nas wierzy i wspiera w działaniach i to dzięki niemu odnajdujemy w sobie potrzebną energię, albo dostajemy propozycję nowej pracy w której wreszcie mamy okazję rozwinąć skrzydła.

Każda zmiana pociąga za sobą jakieś trudne uczucia: poczucie winy, straty, konieczność przyznania, że jeszcze dużo nie wiemy, że popełniliśmy błąd. Nie ma rady, trzeba ich doświadczyć i się z nimi pogodzić. Inaczej życie nam upłynie na wysiłkach, by utrzymać status quo.

Zmiana jest zazwyczaj dobra. Ludzie przychodzą do psychologa po pomoc w jej przeprowadzeniu, zwykle jednak przerywają terapię, zanim ona nastąpi. Takie osoby zmieniają terapeutę, partnera… - w rezultacie nie wprowadzają do swojego życia istotnych zmian. Jak paciorki w różańcu będą powtarzać to samo – aż podejmą wysiłek spotkania się z samym sobą.

Dorota Gontarz – psycholog