Czas wolny - Nasz Swiat
07
Wt, grudzień

Czerwona szminka w makijażu to jak lakierowane szpilki na cienkim, dziesięciocentymetrowym obcasie w ubiorze. Nie każdemu pasuje i nie jest „do noszenia” na co dzień.

Po pierwsze czerwona szminka bardziej lubi makijaż wieczorowy od dziennego. W jaskrawym świetle dnia czerwony kolor za bardzo rzuca się w oczy, jest zbyt intensywny, a nawet wulgarny. Natomiast w makijażu wieczorowym, który to prezentujemy w sztucznym i a często lekko przytłumionym oświetleniu pubów, dyskotek, kina, itp. jej czerwony kolor traci na intensywności, a także dodaje swoistego „pazura” i charakteru naszej twarzy.

Po drugie, malując usta czerwoną pomadką musimy zrobić to bardzo starannie. Czerwień jest bezwzględna, nie akceptuje pomyłek czyli nierównego konturu, nierównomiernego koloru. Usta muszą być pomalowane perfekcyjnie. Najpierw nakładamy podkład na całą twarz (także na usta), przypudrowujemy go sypkim pudrem, kontur ust obrysowujemy kredką w tym samym kolorze, lub tylko o jeden ton ciemniejszym od pomadki i specjalnym pędzelkiem wypełniamy wcześniej narysowany kontur szminką.

Uwaga: po pomalowaniu ust nie pocieramy ich o siebie w celu lepszego rozprowadzenia pomadki, efekt jest wręcz odwrotny, ryzykujemy wyjście poza kontur koloru i cała praca na darmo. Nadmiar pomadki możemy natomiast usunąć chusteczką higieniczną – przykładamy ją do otwartych ust i delikatnie je zamykamy, a potem ściągamy z nich chusteczkę.

Po trzecie, decydując się na czerwień ust lepiej jest zrezygnować z mocnego makijażu oczu. W tym wypadku efekt makijażu będzie bardziej subtelny, jeśli mocniej podkreślimy tylko usta. Przy czerwonych ustach, oczy proponuję podkreślić beżowo brązowymi (naturalnymi) cieniami, ewentualnie czarnym eyelinerem i dokładnie wytuszować rzęsy.

No i po czwarte uważam, że czerwona szminka nie pasuje tylko kobietom z zaczerwienioną, skłonną do zaczerwienienia skórą twarzy. Taką skórę mają najczęściej delikatne blondynki, choć nie tylko. W czerwieni ust pięknie natomiast wyglądają zarówno śniade brunetki jak i te o porcelanowej, śnieżnej cerze. Ładnie jest w niej także szatynkom, ponieważ czerwony kolor pięknie ożywia ich cerę. Blondynki o chłodnym, skandynawskim typie urody także mogą sobie na nią pozwolić.

Anna Łyczko Borghi

Za kilka dni rozpocznie się kalendarzowa wiosna, a z nią u wielu z nas rozdrażnienie, osłabienie, zmęczenie, bóle głowy, spadek odporności. Z nieprzyjemnymi objawami możemy sobie jednak łatwo poradzić.

Odczucia rozdrażnienia, osłabienia i ogólnego zmęczenia to skutki procesów przestawiania się organizmu z jesienno-zimowego rytmu na wiosenno-letni. Zmienia się wówczas sposób funkcjonowania układu krążenia, tętno, częstość oddychania oraz poziom hormonów, które wpływają na nastrój. Proces tzw. adaptacji do nowych warunków trwa około 2-3 tygodni.

Aby zapewnić sobie poprawę kondycji w tym trudnym dla organizmu okresie, należy przede wszystkim przeznaczać na sen co najmniej 8 godzin dziennie i zapewnić sobie codzienną dawkę ruchu i przebywania na świeżym powietrzu.

Ważna jest także odpowiednia dita, dostarczającą wszystkich niezbędnych składników odżywczych i mineralnych oraz dostarczanie organizmowi naturalnych składników energetyzujących.(mam)

Nowa metoda na skuteczne, ale bardzo niebezpieczne odchudzanie.

W Polsce pojawiła się nowa dieta. W internecie można już kupić tabletki z... główką tasiemca. Wystarczy je połknąć i poczekać na rozwój pasożyta, a kilogramy mają znikać w błyskawicznym tempie. Specjaliści jednak ostrzegają: taka dieta jest niebezpieczna nie tylko dla zdrowia, ale nawet życia – podają media polskie.
Nie od dziś wiadomo, że najbardziej znane gwiazdy Hollywood zgubiły zbędne kilogramy właśnie połykając tasiemca. Dieta tasiemcowa była popularna w Ameryce do lat trzydziestych XX wieku, szczególnie wśród dżokejów, choć nie tylko.

Co na to specjaliści?
Handel tego typu preparatami w Polsce jest zabroniony. Jeśli trafimy na tasiemca nieuzbrojonego, najprawdopodobniej skończy się na wymiotach, bólach brzucha i konieczności usunięcia pasożyta u specjalisty. Jeśli jednak będzie to tasiemiec uzbrojony, jego larwy mogą osadzić się w mięśniach, kościach, a nawet w oku i mózgu. - Żaden z leków dostępnych w polskich aptekach nie pomoże pozbyć się tasiemca. Jego obecność w organizmie skazuje nas na długotrwałe, specjalistyczne leczenie - wyjaśnia dr. Leszek Mayer z Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej.

Tasiemiec jest bardzo groźnym pasożytem, który rozwija się w przewodzie pokarmowym człowieka i może osiągnąć nawet do 15 metrów długości. Do zakażenia nim dochodzi najczęściej przez zjedzenie mięsa zawierającego larwy tasiemca, które rozwijają się później w jelicie człowieka. Bardzo ważne jest, żeby jeść mięso jedynie z przebadanego i z wiadomego źródła. Należy też unikać dań mięsnych w półsurowej postaci. W przypadku zwierząt domowych, które mają tasiemca, do zakażenia może dojść w sytuacji kontaktu z ich odchodami. Dodatkowo w przypadku tasiemca uzbrojonego do zakażenia może również dojść z człowieka na człowieka w przypadku, kiedy podajemy rękę osobie zakażonej, nie dbającej o higienę osobistą.

Objawy posiadania tasiemca to gwałtowny spadek wagi, wymioty i nudności, bóle brzucha, problemy z perstaltyką jelit, biegunki i ogólne osłabienie organizmu. Należy pamiętać, że długotrwała obecność tasiemca prowadzi do anemii i awitaminozy, a w przypadku tasiemca uzbrojonego nawet do upośledzenia działania mięśni, wątroby, płuc i serca, a także wszystkich narządów, w którym zadomowią się larwy tasiemca. Prowadzi do do wyniszczenia organizmu, może nawet skończyć się śmiercią.(mam)

Potocznie nazywany jest pomarańczową skórką. Dotknięta tą przypadłością skóra traci gładkość, a na jej powierzchni pojawiają się widoczne pofałdowania, dołki i górki. Początkowo pojedyncze grudki tłuszczu gromadzą się na zewnętrznej części ud. Potem pojawiają się również na ramionach, brzuchu oraz pośladkach. Z czasem jest ich coraz więcej…

Gdy odpowiednio wcześnie nie zapanujemy nad tym problemem, bedzie się on niestety skutecznie rozrastał. Największą zmorą cellulitu jest to, że dotyczy on przede wszystkim kobiet. Włókna tkanki łącznej u pań, nie mają postaci zwartej siateczki jak u mężczyzn, są one dość luźno utkane i rozciągliwe. Dlatego komórki tłuszczowe łatwo znajdują tam miejsce, by się rozrastać i pęcznieć, tworząc grudki. Kobiety ze skłonnością do cellulitu mają też zwykle kłopoty z mikrokrążeniem podskórnym. Dlatego w „oczkach” siateczki gromadzi się także limfa oraz toksyny. Cellulit rozwija się zwykle w okresach wzmożonej gry hormonalnej w organizmie kobiety, np. podczas dojrzewania, ciąży, menopauzy, a także w czasie stosowania pigułek antykoncepcyjnych oraz hormonalnej terapii zastępczej.
Zatem, im szybciej zaczniesz wdrażać program antycellulitowy, tym większe masz szanse, by zatrzymać rozwój cellulitu i poprawić wygląd skóry.

Cel - gładka skóra

Po pierwsze, dieta! Zmień natychmiast sposób odżywiania się. Twoja antycellulitowa dieta powinna opierać się na produktach niskokalorycznych, lekkostrawnych, bogatych w błonnik, bo takie pobudzają przemianę materii i spalanie tłuszczu. Unikaj czerwonego mięsa, słodyczy, dużej ilości soli i tłustych dań oraz alkohol (nawet wina).
Zaczynaj dzień od wypicia szklanki soku ze świeżych owoców (ewentualnie może być gotowy nektar). Pij około dwóch litrów płynów dziennie, najlepiej niegazowanej wody mineralnej, która świetnie wypłukuje toksyny. Polecam także napary z ziół (kopru, skrzypu, wiązówki błotnej, krwawnika albo brzozy) oraz zieloną lub czerwoną herbatę. Białe pieczywo i bułeczki zastąp pełnoziarnistym ciemnym chlebem. Zamiast mięsa jedz ryby, co najmniej 2-3 razy w tygodniu. Zrezygnuj z kawy.
Po drugie, gimnastyka! Potrzebujesz lekkiego ruchu połączonego z umiarkowanym wysiłkiem. Codziennie, przynajmniej pół godziny spaceruj marszowym krokiem, jeździj na rowerze, pływaj. Taki rodzaj aktywności wyraźnie przyspiesza krążenie limfy w komórkach, pomagając oczyścić je z nagromadzonych toksyn. Ćwicz w domu. Na początek pięć razy w tygodniu po 15 minut. Czas poświęcony na gimnastykę powinnaś systematycznie wydłużać. Tak naprawdę dopiero po 40 minutach gimnastyki zaczynamy spalać nagromadzone rezerwy tłuszczu.
Po trzecie, pielęgnacja! W skład produktów przeznaczonych do walki z cellulitem wchodzą zwykle określone aminokwasy i kofeina (przyspieszają usuwanie tłuszczu z komórek), algi (poprawiają ukrwienie skóry i zapobiegają zatrzymywaniu wody w tkankach) oraz wyciągi roślinne (wzmacniają naczynia krwionośne, poprawiając mikrokrążenie w skórze). Niektóre preparaty zawierają kwasy owocowe lub enzymy złuszczające zrogowaciały naskórek, dzięki czemu skóra lepiej wchłania aktywne składniki. Przed nałożeniem kosmetyku warto zrobić peeling lub masaż szorstką rękawicą. Można też wymasować ciało specjalnymi przyrządami, np. masażerami wykonanymi z sizalu. Masaż powinien trwać kilkanaście minut. Preparaty antycellulitowe wcieramy energicznie najpierw w uda, potem w brzuch i pośladki. Należy stosować je co najmniej dwa razy dziennie. Cała kuracja powinna trwać kilka miesięcy.

Lek na wszystko

Nie tylko na poprawę naszej skóry, ale i na samopoczucie doskonale działają zabiegi z zakresu hydroterapii. Najbardziej skutecznym są bicze szkockie, gdyż po ich zastosowaniu pożądane efekty pojawiają się w najkrótszym czasie. Do mniej „drastycznych” metod zalicza się na przykład jaccuzi, czyli kąpiel w specjalnej wannie, w której na ściankach i w dnie rozmieszczone są dysze, tłoczące pod ciśnieniem mieszankę powietrza i wody. Pod wpływem takiego masującego strumienia poprawia się krążenie krwi i limfy, skóra oczyszcza się z toksyn, mięśnie stają się mocniejsze i bardziej elastyczne. Z urządzeń do hydromasażu można skorzystać w większości gabinetów odnowy biologicznej. W warunkach domowych, wystarczy prysznic i woda pod silnym strumieniem. Codziennie rano i wieczorem zafunduj sobie taki masaż. Zacznij od ciepłej wody, by po 30 sekundach stopniowo zmieniać jej temperaturę na coraz ziemniejszą. Pamiętaj, aby masaż zawsze zaczynać od stóp, kierując się w stronę serca.

Zabiegi specjalne

Niestety, czasami zdaża się tak, że ciężka i długa walka z cellulitem nie przynosi żadnych efektów. Wówczas należy oddać się w ręce specjalistów. Zaproponują oni jeden z zabiegów antycellulitowych. Należy do nich na przykład drenaż limfatyczny. Jest to specjalny rodzaj masażu, który mogą wykonywać tylko przeszkoleni fachowcy. Podczas zabiegu masażysta, odpowiednio ugniatając ciało, przyspiesza krążenie limfy, doprowadzając ją do węzłów chłonnych i jednocześnie rozbija grudki komórek tłuszczowych. Zabieg trwa około godziny i jest bezbolesny. Często drenaż limfatyczny przeprowadzany jest za pomocą specjalnych rękawów nakładanych na nogi lub na ręce. W takim „ubranku” stopniowo zwiększane jest ciśnienie (steruje tym komputer), w związku z czym rękawy uciskają ciało, usprawniając przepływ limfy. Inna metoda drenażu polega na masażu specjalnymi ssawkami połączonymi z pompką ciśnieniową. Przesuwa się je po ciele, stymulując lepsze krążenie. Pierwsze efekty drenażu limfatycznego są zauważalne dopiero po serii kilku albo kilkunastu zabiegów.  Drenaż wykonywany ręcznie jest zabiegiem bardzo delikatnym, natomiast rękawy już niekoniecznie.
Mezoterapia polega z kolei na wstrzykiwaniu pod skórę substancji poprawiających cyrkulację krwi i limfy, na przykład preparatów sporządzonych na bazie wyciągów z kasztanowca lub karczochów. Jest polecany osobom, których kłopoty są spowodowane przede wszystkim wadami krążenia.
Do naświetlania promieniami podczerwonymi, inną metodą walki z cellulitem, wykorzystuje się urządzenie o nazwie termoslim. Emitowane przez nie promienie podczerwone pobudzają krążenie krwi, przyspieszają metabolizm w komórkach i spalanie tkanki tłuszczowej. W efekcie dochodzi do zmniejszenia objętości zgromadzonych pod skórą grudek tłuszczu i zmniejszenia cellulitu. Efektów terapii można się spodziewać po 10 sesjach.
Przy stosowaniu ultradźwięków, skórę dotkniętą cellulitem masuje się sondą przypominającą tę używaną podczas badań USG. Wysyłane przez urządzenie ultradźwięki rozbijają grudki tłuszczu i sprawiają, że w miejscach poddanych zabiegowi skóra staje się jędrniejsza. Aby zauważyć efekty, trzeba wykonać co najmniej kilkanaście takich zabiegów.
Karboksyterapia polega na wstrzykiwaniu dwutlenku węgla pod skórę w miejsca, gdzie występuje wyraźny nadmiar komórek tłuszczowych. Dwutlenek węgla rozszerza drobne naczynia krwionośne, poprawiając tym samym mikrokrążenie.
Ostatni z zabiegów, elektrolipoliza polega na rozbijaniu prądem zgromadzonych pod skórą grudek tkanki tłuszczowej. Metoda ta nie należy do przyjemnych. Aby jej efekty były widoczne, trzeba poddać się przynajmniej pięciu sesjom.

Dorota Bylica

Soki owocowe i warzywne stają się na całym świecie coraz bardziej popularne, nie tylko ze względu na swoje walory odżywcze i smakowe, ale również na swoje właściwości lecznicze, profilaktyczne i odmładzające. Dlatego też, coraz częściej nazywa się je „sokami życia”.

Soki z owoców i warzyw zawierają wiele witamin. Należy również podkreślić korzyści, jakie dają zawarte w nich substancje mineralne, tzw. mikroelementy. Są one bardzo łatwo przyswajalne przez organizm, co jest czynnikiem szczególnie ważnym w leczeniu różnych dolegliwości, charakteryzujących się zaburzeniami we wchłanianiu rozmaitych pierwiastków. Dla przykładu, zawarte w sokach sole potasu usuwają z organizmu nadmiar płynów, tym samym niosą pomoc osobom cierpiącym z powodu schorzeń serca, niewydolności krążenia  (m.in. nadciśnienie tętnicze) i chorobach nerek (wtedy, gdy pojawiają się puchliny i obrzęki). Związki żelaza zawarte w sokach z pokrzyw, pomagają z kolei w niedokrwistości.

Kwasy organiczne, chociażby w sokach z jabłek i cytryn, pomagają lepiej trawić i przyswajać pokarm. Częściowo też rekompensują niedostatek kwasu solnego występujący przy wielu chorobach, charakteryzujących się obniżoną kwasowością żołądka.

Soki zawierają również pewne ilości błonnika i substancji pektynowych, które polepszają pracę jelit i pomagają w usuwaniu różnych szkodliwych substancji z ustroju. Dotyczy to także cholesterolu, stąd soki owocowo-warzywne ważne są w diecie przeciwmiażdżycowej. Ponieważ soki naturalne, świeże, niekonserwowane są niskokaloryczne, poleca się je także osobom pragnącym zrzucić nadmiar kilogramów.

Najnowsze badania naukowe wydają się wskazywać na jeszcze inne walory soków, dotąd raczej niedoceniane. Chodzi tutaj o przyswajalność substancji odżywczych i witamin. Otóż okazuje się, że zawartość zarówno witamin, jak i soli mineralnych jest równoznaczna z ich przyswajalnością przez organizm ludzki. Istnieją powody do przypuszczeń, że takie same dawki witamin przyjmowane w sokach są o wiele lepiej przyswajalne, niż analogiczne ilości podawane w postaci tabletek, czy różnych mineralnych preparatów. Dlaczego tak się dzieje? Otóż ważna dla ustroju jest kompozycja, w jakiej te związki występują. Najlepszą zaś jest ta, którą wypracowała natura. Zamiast drogich preparatów witaminowo-mineralnych lepiej pić tańsze i dobrze przyswajalne, naturalne soki owocowe i warzywne.

Sok z marchwi
O licznych zaletach marchwi wiedziano już w starożytności. W jej korzeniu kryje się bowiem ogromne bogactwo karotenu, czyli prowitaminy A, która zostaje zamieniona w wątrobie w cenną witaminę A. Sok z marchwi zalecany jest głównie dla osób z chorobami i niedomaganiami wzroku. Warto wiedzieć, że witamina A chroni również przed rakiem płuc (palacze powinni wprowadzić sok z marchwi do swojego jadłospisu).
Sok z marchwi pomaga w leczeniu niedokrwistości, chorób układu sercowo-naczyniowego, wątroby, nerek, zapobiega powstawaniu kamieni nerkowych, może leczyć nadczynność tarczycy (wskazany m.in. w chorobie Basedowa), działa przeciwrobacznie (np. owsiki u dzieci). Ciekawostką jest, iż jeden z niemieckich lekarzy H. E. Kirscher zdołał wyleczyć przy pomocy soku z marchwi niektórych ze swoich pacjentów z białaczki, artretyzmu czy stanów przednowotworowych. Swoje cudowne dokonania uczony opisał w książce „Żywe soki”.

Sok z selera
Główną zaletą selera jest jego skład. Zawiera on witaminę A, witaminy B1, B2, B6, C, E, K, M, PP i zagadkową witaminę U, zwaną Anti-Ulcus-Factor, pod wpływem której następuje szybkie i bezbolesne gojenie się wrzodów. Z uwagi na obecność tychże składników (do końca nie zbadano jeszcze tajemnicy selera) ma on działanie uzdrawiające, odmładzające i odchudzające. Sok z selera przedłuża młodość i „czyści krew”, ma również właściwości przeciwbólowe, moczopędne, pomaga przy migrenie i przemianie materii. Lecznictwo ludowe zaleca go także przy „niemocy płciowej”, a to dlatego, że olej zawarty w bulwach selera posiada pewną dawkę hormonów odpowiedzialnych za popęd seksualny. W celach profilaktycznych najlepiej pić szklankę świeżego soku z selera w połączeniu z sokiem z marchwi.

Sok z czerwonego buraka
Burak zawiera witaminy C i B1, jest w nim także dużo wapnia, magnezu, sodu, potasu oraz dwa rzadkie metale: cez i rubid. Ten skład chemiczny buraka ma duże znaczenie w zwalczaniu nowotworów. Doktor S. Perencz z Węgier poddał 45 chorych na nowotwory działaniu buraka czerwonego. Dawki były zróżnicowane w stosunku do poszczególnych osób (od 300 do 500 ml surowego soku buraczanego dziennie). W wyniku tej kuracji u połowy chorych zauważono znaczną poprawę. Picie surowego soku z buraka jest wskazane dla wszystkich przez wzgląd na właściwości oczyszczające krew. Pomaga on również w wydalaniu kwasu moczowego z organizmu (nadmiar tego kwasu powoduje dnę moczanową). Pobudza też krążenie krwi i pomaga przy złej przemianie materii.

(db, info-internet)

Stres związany zarówno z pracą zawodową, jak i problemami życia codziennego w znaczący sposób odbija się nie tylko na naszej psychice, ale także wyglądzie zewnętrznym i ciele.

Kiedy możemy poświęcić trochę czasu dla siebie warto umówić się na wizytę u specjalisty i oddać w jego ręce. Dosłownie, nic nie działa tak dobrze na wszystkie sfery człowieka, jak masaż. Masaż klasyczny dzieli się na ogólny i częściowy. Ogólny, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy całego ciała, a częściowy - poszczególnych jego części. Układ nerwowy człowieka koordynuje liczne czynności ustrojowe, ponieważ prawie wszystkie tkanki i narządy organizmu są unerwione. Komórka nerwowa jest komórką pobudliwą, a masaż jest jednym z czynników, który prowadzi do pobudzenia komórek nerwowych. To pobudzenie jest proporcjonalne do siły natężenia masażu oraz czasu jego trwania.

Masaż wpływa na:
- lepsze ukrwienie, co zapewnia właściwy przebieg procesów metabolicznych w poszczególnych częściach układu nerwowego;
- stymuluje przewodnictwo nerwowe;
- wpływa tonizująco i pobudzająco przy masażu kręgosłupa, gdzie znajduje się pień układu współczulnego, a jego zwoje leżą wzdłuż kręgosłupa;
- oddziaływanie na układ autonomiczny doprowadza do wyrównania układu sympatycznego i parasympatycznego.

Obok układu nerwowego, masaż klasyczny wpływa także na naczynia krwionośne. Wiadomo, że układ krwionośny pełni cztery funkcje: oddechową, odżywczą, regulacyjną i termoregulacyjną. Funkcja oddechowa jest najważniejszą funkcją układu krążenia. Krążąca krew pobiera tlen i dostarcza go do komórek i tkanek. Funkcja odżywcza polega na dostarczaniu tkankom substancji odżywczych o odprowadzeniu końcowych produktów przemiany materii do narządów wydalniczych. Z kolei funkcja regulacyjna polega na rozprowadzaniu substancji biologicznie czynnych (hormonów), które regulują wiele procesów życiowych. I wreszcie funkcja termoregulacyina polega na wyrównaniu i utrzymaniu stałej temperatury ciała, przenoszenie ciepła z mięsni do wątroby oraz regulacji oddawania ciepła na zewnątrz.

Masaż powoduje opróżnienie naczyń żylnych i chłonnych oraz zwiększa dopływ krwi tętniczej do masowanego odcinka. Przyspiesza krążenie krwi i limfy. W wyniku masaży następuje przekrwienie miejscowe, co jest następstwem rozszerzenia naczyń włosowatych skóry oraz drobnych tętniczek na skutek bodźców mechanicznych. Na przyspieszenie krążenia wpływa także to, iż podczas masażu wytwarzają się ciała chemiczne pochodzenia tkankowego - podobne w działaniu do histaminy - i działają rozszerzające na naczynia włosowate. Wzmożone krążenie limfy pobudza czynności wszystkich gruczołów, wzmaga przemianę materii a produkty przemiany materii zostają szybko usunięte przez przyspieszony krwioobieg. Rozszerzenie lub zwężenie naczyń skórnych ma charakter neurogenny. Decyduje ono o oddaniu lub zatrzymaniu ciepła i stanowi główny mechanizm termoregulacyjny.

Ale to jeszcze nie koniec zalet klasycznego masażu, bowiem działa on także zbawienie na układ kostny. Systematyczny masaż zwiększa ich spoistość, a także ciężar i objętość. Pod wpływem masażu stawy stają się bardziej ruchliwe oraz wzmacniają się wiązadła okołostawowe. Dodatkowo, zabieg ten przyspiesza cyrkulację krwi w naczyniach krwionośnych i tym samym zwiększa ilość krwi dostarczanej do płuc gdzie następuje wymiana gazowa. Pod wpływem masażu poprawia się funkcjonowanie układu oddechowego, wzrasta ilość krwi bogatej w tlen niezbędnej do właściwego rozwoju tkanek. A skoro już o tkankach mowa, to różnią się one między sobą budową i czynnościami. Masaż w tkance łącznej powoduje odżywienie, uplastycznienie, poprawia funkcje życiowe i zwiększa przyrost tkanki. Masaż w tkance chrzestnej z kolei powoduje lepsze odżywienie, zapobiega zwyrodnieniom i zatrzymuje już istniejące. Masaż w tkance kostnej wpływa na utrzymanie równowagi pomiędzy związkami organicznymi i nieorganicznymi oraz przyspiesza procesy kostnienia. W tkance tłuszczowej zabieg ten przyspiesza rozdrobnienie i usuniecie komórek tłuszczowych, co prowadzi do przyspieszenia przemiany materii - czyli spalania w tkankach. Masaż w tkance siateczkowej wzmaga odporność organizmu. W tkance mięśniowej usuwa produkty przemiany materii, ułatwia krążenie produktów odżywczych, poprawia dotlenienie, jędrność, elastyczność i wytrzymałość masową tkanek.

Na sam koniec skóra, która stanowi naturalną barierę między organizmem człowieka, a światem zewnętrznym. Pokrywa cały organizm i dzięki niej pozwala kontaktować się z otoczeniem. Pod wpływem masażu klasycznego skóra staje się różowa i ciepła, co jest następstwem lepszego jej ukrwienia, a więc i odżywienia. Masaż usuwa złuszczające się obumarłe komórki warstwy rogowej naskórka, pory się rozszerzają, otwierają się kanaliki gruczołów potowych i tym samym zwiększa się dopływ powietrza do skóry. Skóra jest bardziej uelastyczniona, lepiej dotleniona i przygotowana na lepsze i szybsze wprowadzanie substancji leczniczych i odżywczych.

Dorota Bylica

Zamartwianie się to często pretekst, by się nie zaangażować, z braku wiary w siebie, z obawy przed odrzuceniem.

Gdy ciastko to wróg
Kiedy rzeczywistość i wyobrażenie o niej znacznie się różnią, codzienne drobiazgi potrafią zadręczać, urastać do ogromnych problemów. Najtrudniej jest, gdy nasze wymyślone „ja idealne” jest chude i nie słodzi. Zjedzenie sernika niszczy mnie, bo oznacza, że jestem słaby. Miałem nie jeść, a zjadłem. A jak zjadłem, to znaczy, że nie kontroluję swojego życia. To budzi lęk. Na dodatek, jeśli żyję np. w przekonaniu, że ludzie są wymagający i zaakceptują mnie tylko, jak będę szczupły, to sernik będzie się równał odrzuceniu. Kiedy przejmujemy się drobnostkami, to znaczy jedno – NIE AKCEPTUJEMY SIEBIE.
Co z tym zrobić? Inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Skupić się na tym, co jest tu i teraz. Jeśli teraz zjem ciastko, nie mam żadnej pewności, że z tego powodu będę gruby, czy że ktoś przestanie mnie akceptować.

Gdy myślę, że to niesprawiedliwe
„Muszę płacić rachunki, myć rano zęby – jak zwyczajny człowiek! A przecież nie jestem zwyczajny! Jestem wyjątkowy, więc dlaczego dotyczą mnie takie banalne?” – tak myśli każdy NARCYZ. I dlatego irytują go rzeczy, na które inni nie zwracają uwagi. Lepiej powiedzieć sobie: „Jestem wyjątkowy, ale tak jak każdy inny człowiek”. Wtedy konieczność przechodzenia na pasach dla pieszych na zielonym świetle, czy kupowania biletu do metra nie będzie tak irytująca.
Codzienność bywa koszmarem dla tych, którzy boją się świata, jego surowej oceny. Sposób na ten lęk? Uświadom sobie, że rzeczywistość jest obojętna. Ani wroga, ani przyjazna. Po prostu jest, i to od ciebie zależy, jak będziesz w niej funkcjonować. Gdy trzymamy się teraźniejszości, łatwiej nam żyć. Bo wówczas rachunek to tylko prosta czynność, a nie dowód, że nie jestem kimś wyjątkowym, czy wręcz zagrożenie dla życia, gdy okaże się, że minął termin płatności.

Gdy myślę, że ktoś się obrazi

Pytanie brzmi: chcę zrobić? Nie, jakie to będzie miało konsekwencje w przyszłości – bo tego nie wiem, mogę tylko przypuszczać – ale na co mam ochotę w tej chwili? Lepiej decydować teraz, a z przyszłością zmierzyć się, gdy nadejdzie. Nie zadręczać się myślami: „Jolka się śmiertelnie obrazi, stracę jej przyjaźń”, ale gdy na drugi dzień rzeczywiście będzie obrażona, stawić jej czoła.
Równie dobrze może się zdarzyć przecież, że pójdę na imieniny Jolki, żeby jej nie rozgniewać, a ona następnego dnia wkurzy się na mnie z zupełnie innego powodu. Nie mamy decydującego wpływu na emocje innych. Poza tym, za bardzo boimy się negatywnego scenariusza. Przecież nie da się uniknąć trudnych sytuacji. Zawsze można powiedzieć: „przepraszam”, a jeśli usłyszymy pretensje i żale: „rozumiem, że ci przykro, ale dla mnie spotkanie z Pawłem jest naprawdę ważną sprawą” i odwiedzić przyjaciółkę następnego dnia. Może wcale nie będzie obrażona?

Gdy rodzice o coś proszą

Ojciec kupuje prezenty, córka je przyjmuje. Nie znaczy to jednak, że musi się zgadzać na wszystko, czego chce ojciec. On dawał, bo chciał. Ona brała, bo chciała. Zero zobowiązań. Trzeba nauczyć się radzić sobie z niezadowoleniem bliskich. Akceptować też swoje cierpenie, ale też to, że czasem to my je zadajemy. To koszt bycia autonomicznym. Człowiek autonomiczny mówi „nie” żeby być sobą, a nie po to, by zadawać ból. Są ludzie, którym cierpienie jest potrzebne, by zmienili swoje zachowanie, czy nierealne oczekiwania, jakie mają wobec innych.

Gdy wiecznie się zamartwiam

Chcesz szczęścia? To je sobie bierz. Tu i teraz! Nie wiesz, co cię czeka jutro. Dziś jesteś z mężczyzną, który ci się podoba i któremu ty się podobasz. Zmartwienia to często tylko pretekst, żeby unikać bliskości, żeby się zbytnio nie odsłonić, nie zaangażować, zwłaszcza, gdy boimy się zawodu, odrzucenia, gdy nie wierzymy w siebie.
Ale budując między sobą a otoczeniem bezpieczny mur myślenia o tym, co będzie – odraczasz życie. Nie warto wierzyć w znaki, poniewaz prowadzą w świat „iluzji”. Odciągają od teraźniejszości, od tego co się dzieje obecnie. Są elementami dziecięcej osobowości, którą przywołujemy, gdy mamy podjąć trudną decyzję i boimy się odpowiedzialności. A tej nie da się uniknąć. Bycie dorosłym i samodzielnym polega na dokonywaniu codziennych wyborów.

Gdy boję się, że stracę pracę

Nazwij sytuacje. Spytaj: „Czy chce mnie pani zwolnić?”. Warto to od razu wyjaśnić. Nie bój się rzeczywistości, której jeszcze nie ma: że szefgowa każe ci pakować manatki, że nikt cię nie zatrudni. Owszem, czasem w takiej sytuacji warto być spolegliwym, jeśli to świadomy wybór, czyli: kontroluję swoją postawę, bo w obecnej chwili to mi się opłaca.
Spolegliwość nie jest decydującym czynnikiem o tym, czy zrobimy karierę. Poza tym, jeśli masz przed sobą psychopatę, lepiej od razu powiedz: „do widzenia”. Pamiętaj, gdy ktoś jest agresywny i nie mówi wprost, o co mu chodzi, to zapewne atakuje bez merytorycznych powodów, chce cię zdominować, pogrążyć. Bądź nieazależny tu i teraz, nie bój się porażek, ale też nie bój się zwycięstwa.

Gdy żałuję niewykorzystanych szans
Nie patrz w stecz. To, jak postąpiliśmy kiedyś, było przypuszczalne w tamtym czasie, najlepszym, co mogliśmy zrobić. Powiedz sobie: „Działam najlepiej jak potrafię. Akceptuję siebie w swoich wyborach. Gdzie byłbym teraz, gdybym wtedy zrobił to i tamto?”.
Nie ma sensu się nad tym zastanawiać. To, na czym trzeba się skupić, to czy jestem szczęśliwy tu i teraz. Czy dzisiaj mam odwagę podjąć decyzję, która da mi szczęście, choć wiem, że może mi też przyszporzyć cierpienia? Bez cierpienia jednak szczęścia się nie osiągnie.

Dorota Gontarz - psycholog
tel. 3270821265
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.