Sztuka motywowania siebie - Nasz Swiat
29
Śr, czerwiec

Zdrowie i uroda

Życie jest procesem zmiany i jeśli chcesz odpowiadać za swoje życie, musisz umieć kierować tymi zmianami. Jedynym, co może ci stanąć na drodze, jest sytuacja, gdy odmówisz sobie wiary we własne możliwości i będziesz postępować zgodnie z tym przekonaniem.

Niestety, wielu z nas wykorzystuje tylko cząstkę swojego rzeczywistego potencjału. Sprzedajemy się tanio, zamiast uświadomić sobie cudowne możliwości i zdolności do uzyskiwania zwiększonych osiągnięć. Zmiana następuje w momencie, gdy człowiek przestaje mówić sobie: „nie potrafię się za to zabrać, brak mi motywacji “, a zaczyna pytać siebie: „jak mogę zrobić to łatwiej?”.
Zwłoka w życiu istnieje, ale nie jest częścią naszej natury. Uczymy się jej, otrzymując nagrodę. Bardzo silnie wpływa na nas to, co dzieje się bezpośrednio po wystąpieniu zachowania. Mózg tworzy połączenie - jest to zasada wzmocnienia. W chwili, w której nie robisz tego, co trzeba zrobić, a decydujesz się na jakiś przysmak, oglądanie telewizji czy cokolwiek innego niż zaplanowane działanie, nagradzasz się za zwłokę. Mózg uczy się przez
powtarzanie i tworzy połączenia od jednego momentu do drugiego. W Neurolingwistycznym Programowaniu nazywamy to kotwiczeniem. Kotwiczysz przyjemniejsze zachowanie, kojarząc je ze zwłoką. Musisz odwrócić ten proces.

W rzeczywistości można rozpoznać cztery typowe style wzbudzania motywacji, pojawiające się, gdy występują kłopoty z przystępowaniem do działania. Któryś z nich może ci się wydać znajomy. Być może nawet kilka, nie wykluczają się bowiem wzajemnie. Niektórzy posługują się wszystkimi czterema, zanim nie odkryją lepszego sposobu.

1. Negatywny czynnik motywujący
Część z nas motywacji dla swoich działań szuka w myśleniu o konsekwencjach, które grożą im w przypadku, gdyby nie podjęli działania. Myślą o tym, że zostaliby zwolnieni, gdyby nie pojawili się w pracy. O tym, jak opuszcza ich rodzina, bo nie byli dość uprzejmi i nie sprawdzili się jako mąż lub żona. Tego typu myślenie nie tylko jest nieprzyjemne, ale także nie stanowi czynnika zmuszającego do wykonania tego, co konieczne w krótkim czasie.
Ten negatywny rodzaj wzbu-dzania motywacji, który można określić mianem „katastroficzny”, może okazać się efektywny w przypadku pewnych ludzi i pewnych zadań. Są takie sytuacje, w których należy zastanowić się nad tym, czego trzeba unikać. Prawnicy na przykład rozważają możliwość porażki i sporządzają dokumenty umożliwiające im później upo-ranie się z problemami, które się mogą wyłonić. Pewien drwal nie miał na swoim koncie żadnych wypadków, ponieważ posługiwał się strategią „trzymania się z dala od nieszczęść”, dzięki czemu cały czas pamiętał o zagrożeniach wynikających z zaniedbania. Jego ostrożność była więc konsekwencją myślenia o tym, czego należy unikać. Warto tak postępować, szczególnie wtedy, gdy skutki mogą być niebezpieczne.
Jednak w codziennych sytuacjach bazowanie na tego typu motywacji łączy się z licznymi stresami i negatywnymi emo-cjami. Ponadto koncentrowanie się na tym, czego powinno się unikać, może przyczynić się do przeoczenia czegoś, co stanowi realne zagrożenie i jest zna-cznie gorsze od tego, czego się obawiamy. Dostrzegając przede wszystkim rzeczy negatywne, nie pozostawiamy sobie zbyt wiele czasu na radowanie się aspektami pozytywnymi.
Wzbogacenie o pozytywną motywację może więc okazać się pożyteczne dla ludzi posługujących się tym typem strategii. Warto włączyć do swego myślenia wyobrażenie pragnienia, przynajmniej na prawach uzupełnienia myśli o grożących katastrofach.

2. Styl wzbudzania motywacji „dyktator”
Dyktator zmusza się do działania, wydając rozkazy stanowczym i nieprzyjemnym tonem. Czasami można w nim rozpoznać głos ojca czy matki, albo innego ważnego autorytetu z przeszłości. Osoby posługujące się taką strategią często używają takich słów jak „MUSZĘ”, „POWINIENEM”. Reakcją na wewnętrzny głos jest w tym przypadku niechęć do zrobienia czegokolwiek. Ujawnia się ona najczęściej odkładaniem spraw na później.
Ktoś, kto bazuje na tego typu motywacji, może ją łatwo zmienić, przekształcając rozkazy w propozycje. Zupełnie inaczej odbiera się przyjemny, kuszący głos, wypowiadający zwroty typu: „byłoby miło, gdybym...”, „warto byłoby...”, „chciałbym...”, które z powodzeniem mogą zastąpić słowa „MUSZĘ” i „POWINIENEM”.

3. Motywacja typu „wyobrażam sobie, jak to robię”
Wielu z nas zamiast myśleć o końcowym efekcie podjętego zadania, wyobraża sobie, jak je wykonuje. Nie mamy wtedy kłopotów z motywacją zrobienia czegoś przyjemnego, ale zabranie się do „ciężkiej pracy” stanowi dla nas olbrzymi problem.
Rozwiązaniem jest tu myślenie o skończonym zadaniu, które winno zastąpić wyobrażanie jego wykonywania. Czasami trzeba pójść krok dalej i zastanowić się nad tym, co  dobrego  niesie  ze  sobą  wykonanie   zadania. Jeśli nic takiego nie znajdziesz, to nie warto się trudzić. Natomiast odkrycie takich właśnie wartości i wyobrażenie ich sobie może zna-cznie ułatwić cały proces.

4. ,,Przytłaczający” styl wzbudzania motywacji
Niektórzy rozpoczynają działanie od wyobrażenia sobie, że do wykonania zadania, które przed nimi stoi, niezbędny będzie ogromny nakład pracy i naturalnie czują się tym przytłoczeni. Może tak być, jeżeli posprzątanie domu jawi się nam jako syzyfowa praca. Jeśli zamierzamy w ciągu miesiąca napisać rozprawę doktorską lub książkę, to wydaje się to niemożliwe. I w końcu przytłoczeni taką wizją nie jesteśmy w stanie nawet rozpocząć zadania i mamy tendencję do odkładania go na później.
Często przydatne może się okazać odsunięcie od siebie obrazu zadania i jego zmniejszenie. To pozwala przywrócić mu jego „właściwe” proporcje. Następnie możesz zrobić coś, co określamy jako rozbicie na etapy (chunking down). Być może pamiętasz stary dowcip: „Jak można zjeść całego słonia”? Odpowiedź brzmi: „Po kawałku”.
Możesz rozpocząć od wyobrażenia sobie zakończonego zadania, po czym „obejrzeć” serię małych kroków prowadzących do jego realizacji. Mogę sobie na przykład wyobrazić cały dom posprzątany, a potem kolejne etapy, które do tego doprowadzą: odkurzanie, mycie okien i podłóg najpierw w jednym pokoju, potem w następnym. Wyobrażając sobie zakończenie każdego z etapów, czuję ochotę zabrania się do wykonania następnego. Teraz zamiast monstrualnego zadania mam przed sobą serię mniejszych, z których każde wydaje mi się możliwe do realizacji. Jeśli je-dnak nadal któreś przytłacza swym ogromem, mogę je jeszcze podzielić.
Proste, prawda? A jednak nie każdy ma na tyle motywacji, aby zastosować się do powyższych wskazówek. Dlaczego? Bo to oznacza, że w twoim życiu zajdą zmiany i nie będzie już miejsca na wymówki. Zawsze też można skorzystać z pomocy profesjona-lnego coacha.
 
Agnieszka Major - psycholog