Zwierzenia alkoholika - Nasz Swiat
07
Wt, grudzień

Zdrowie i uroda

Mam wspaniałą rodzinę, wiem co znaczy najpiękniejsze na świecie słowo „kocham”. Odnalazłem w sobie pozytywne uczucia, pokochałem siebie, nauczyłem się pokory, szczerości, zacząłem słuchać innych Ludzi, rozróżniać dobro od zła. Nauczyłem się cieszyć z nawet najdrobniejszych rzeczy. Dzisiaj raduję mnie wschód i zachód słońca, każda pora roku. Teraz wiem, że życie jest piękne, dzisiaj jestem z siebie dumny!

Tak jestem szczęśliwy, bo nie piję alkoholu. Jednak 20 lat temu nie było tak dobrze. Uzależniłem się od alkoholu. Oczywiście nie od razu, na początku piłem towarzysko, tak jak inni. Alkohol „rozwiązywał mi język”, dodawał odwagi, animuszu. Byłem wtedy bardzo szczęśliwy, jako dusza towarzystwa, wszyscy mnie lubili. Świat wtedy był barwny, wesoły. Tak żyłem przez parę lat. Znajomi zakładali rodziny, dorabiali się, kupowali mieszkania, samochody, jeździli na wczasy, wycieczki. A ja pomimo tego, że dobrze zarabiałem, nigdy niczego nie miałem i nie potrafiłem odłożyć ani trochę pieniędzy. Koledzy mówili mi, żebym przestał pić, że mam problem, żebym coś z tym i ze sobą zrobił. Jednak ja nie dopuszczałem do siebie takich myśli, byłem normalny, przecież inni pili więcej… Myślałem: Mam pracę, rodzinę, nie mam problemu. I tak powoli wchodziłem w pułapkę alkoholizmu. Kiedy dzisiaj patrzę na moje pijackie życie to przypominam sobie, że przez około 10 lat nie było dnia, żebym nie wypił chociaż piwa. Czy to jest normalne? Teraz wiem, że NIE.
Alkohol zaczął kierować moim życiem, stał się najważniejszy w moim życiu. Reszta czyli rodzina, praca, dom, były dalej, dużo dalej. I wtedy zaczął się koszmar. Musiałem się napić już nie po to, by dodać sobie odwagi, animuszu, lecz po to, by w miarę normalnie funkcjonować. Coraz częściej spożywałem alkohol w samotności użalając się przy tym nad sobą. Ciągle szukałem okazji do tego by się napić. Do pracy chodziłem pod wpływem alkoholu, bo rano miałem kaca i musiałem wypić… już nie chciałem – musiałem. Każda sprawa do załatwienia wymagała alkoholu, każde święto czy wydarzenie też. Urodziło mi się dziecko, trzeba było to opić. Czy tak piękna chwila jak narodziny potomka jest do tego okazją? Teraz wiem, że nie…
Pamiętam jak mama leżała w szpitalu, miała raka. Nie było mnie przy niej, kiedy umierała, bo piłem z kolegami. Moja córka ma dziś 16 lat, a ja nie pamiętam prawie nic z jej dzieciństwa. Nie wiem, kiedy urosła, nie przypominam sobie jak się śmiała, kiedy pierwszy raz powiedziała „tato”, kiedy postawiła swoje pierwsze kroki. Nie wiem kiedy to było, bo wtedy piłem. Wolałem być w barze, knajpie czy na imprezie lub pod sklepem z kolegami oraz „cieszyć się pijackim życiem”. Oczywiście cały czas myślałem, że wszystko jest w porządku. Byłem przekonany, że to nie ja mam problem, że inni piją więcej. Zawsze widziałem innych, ale nie siebie. Nie chciałem siebie zobaczyć bo to nie pozwoliłoby mi pić alkoholu, a ja nie wyobrażałem sobie bez tego życia.
Pamiętam 9 miesięczny ciąg alkoholowy. Zacząłem pić na wiosnę, jak śnieg topniał, a przestałem zimą, kiedy znowu spadł. Jedynie to pozostało mi w pamięci, nie wiem co się działo wiosną, latem, jesienią.
Zostałem wyrzucony z pracy i z domu, znalazłem się na ulicy, bez środków do życia. Mimo to dalej trwałem w przekonaniu, że ja nie mam problemu z alkoholem, że są gorsi ode mnie, zawsze widziałem gorszych… Kiedy jeszcze mieszkałem z rodziną były obietnice, przyrzeczenia, modlitwy, że przestanę pić, że już nie będę, że się poprawię, zmienię. Jednak wszystko to było złudne, na pokaz, nie dla mnie, dla innych. Kiedy już powoli zaczynałem odbudowywać zaufanie i szacunek, poddawałem się i upijałem, wpadałem w ciąg alkoholowy i znów traciłem wszystko. Ja już nie piłem alkoholu bo chciałem, bo mi smakował, piłem, bo musiałem!
Na szczęście stanął na mojej drodze ktoś, kto powiedział mi o terapii odwykowej, o grupie AA. Terapię przechodziłem 4 razy w Polsce, jednak zawsze zapijałem. Główną tego przyczyną było to, że przestawałem spotykać się z innymi alkoholikami niepijącymi. Teraz wiem, że sam sobie nie poradzę bo alkoholizm jest chorobą postępującą i bardzo podstępną. Wiem też, że są inni alkoholicy niepijący i z ich pomocą wytrwam w trzeźwości.
Osiem lat temu przyznałem się do tego, że jestem chory. Przestałem walczyć, zrozumiałem, że alkohol jest silniejszy ode mnie, że nie jest dla mnie. Uczę się życia na nowo. Na początku moje trzeźwej drogi wszystko było dla mnie nowe. Uczucia, rozmowy z innymi ludźmi, załatwianie spraw, nowa praca. Wszystko na trzeźwo było niezmiernie trudne. Ale powoli zacząłem się podnosić. Cieszy mnie każdy trzeźwy dzień, każdy ranek, kiedy nie mam kaca. Podoba mi się to, że wszystko pamiętam, że „nie urwał mi się film”. Jestem szczęśliwym mężem i ojcem. Teraz widzę moją drugą córkę jak rośnie, jak się śmieje, z każdym dniem się zmienia.
Pracuję cały czas nad sobą, uważam żeby nie zostać sam, potrzebni mi są inni alkoholicy niepijący, bo tylko oni mogą mnie najlepiej zrozumieć. Jest to ciężka droga i praca, ale się opłaca. Trzeźwe życie jest piękne.

Jeśli szukasz wsparcia, pomocnej dłoni, czekam… Zadzwoń na numer: 3492549407 Piotr

Przy kościele polskim św. Stanisława, na via delle Botteghe Oscure 15, funkcjonuje grupa AA. Informacje: 3492549407