Kryzys światowy, kryzys osobisty - Nasz Swiat
02
Pn, sierpień

Moje trzy grosze

Straciłam pracę. Byłam jedną z ostatnio przyjętych osób, a więc kiedy powiało kryzysem, zrobił się duży przeciąg w firmie no i mnie po prostu „wywiało”.
Nagle cała moja życiowa kolorowanka wyblakła i stała się szara.
Popłakałam sobie, obwiniłam najpierw własną osobę, potem cały świat, a następnie spakowałam walizki.
Pojechałam naładować przysłowiowe baterie do Polski. Nigdzie  indziej nie nabieram takiej energii i siły do działania, jak w rodzinnym domu. Zaraz po powrocie do Italii ostro wzięłam się do dzieła. Szukałam ofert pracy w sieci (mój komputer już dawno nie cieszył się takim powodzeniem), osobiście składałam moje C.V., dzwoniłam do miejsc, w których chciałabym być zatrudniona, zaglądałam do lokalnej gazety, pytałam znajomych... Mocno wierzyłam w to, iż prędzej czy później muszę coś znaleźć, że jeśli będę konsekwentna w pukaniu, to w końcu ktoś mi otworzy.
Budżet przeznaczony na codzienne funkcjonowanie zrobił się chudszy, więc i tutaj trzeba było wprowadzić pewne zmiany.
Wizyty na siłowni zamieniłam na rower. Codziennie ok. 10 km. pedałowania to dla mnie wystarczająco. Zamiast zabiegów w gabinecie kosmetycznym, wyszukałam, wyczytałam i sama nauczyłam się robić domowymi, wcale nie gorszymi, sposobami maseczki na twarz i ciało.
Księgarnie i kupno książek odeszło w niepamięć, bo w końcu zdecydowałam się zapisać do biblioteki.
Co do kuchni... postawiłam na mąkę. Wystarczy dodać do niej co nie co, a udaje się wyczarować tyle kolorowych dań, tych mniej i bardziej znanych.
Po dwóch miesiącach dzielnego poszukiwania mam pracę. Znalazłam. Zaczynam od jutra. Szczęściu memu nie ma granic.
Kiedy tylko otrzymam pierwsze wynagrodzenie, wyskoczę do miasta i w końcu zamiast tylko popatrzeć na wystawę sklepową, wejdę i kupię sobie coś nowego, ale nie zrezygnuje tak łatwo z pewnych nabytych przyzwyczajeń. Lepiej mieć  się zawsze na baczności, bo kto wie ile jeszcze potrwa ten niepewny, kryzysowy czas...
Silvia