Nasi piłkarze górą! - Nasz Swiat
27
Śr, październik

Sport

W ubiegłym tygodniu los okazał się łaskawy dla obu polskich drużyn występujących w Lidze Europejskiej. Zarówno Wisła Kraków, jak i Legia Warszawa, wygrały swoje mecze i co najważniejsze, w znakomitym stylu.

Po dwóch porażkach w Lidze Europejskiej, Wisła Kraków wreszcie zwyciężyła i to nie z byle kim. Wiślacy wygrali z faworyzowaną ekipą Anglików z Fulham Londyn 1:0 i dzięki bramce Davida Bitona, przeszli do historii, odnosząc pierwsze zwycięstwo nad angielskim zespołem w europejskich pucharach. Była to też pierwsza wygrana Wisły w rozgrywkach LE.
W wygraną Wisły z londyńskim Fulham, w którym grają trzej reprezentanci Anglii, wierzyli tylko najzagorzalsi kibice, tym bardziej, że z powodu kontuzji, w krakowskiej drużynie nie mogli wystąpić czołowi zawodnicy: Melikson, Małecki i Sobolewski. Wbrew obawom, ekipa znad Tamizy, wcale nie miażdżyła Wisły od pierwszego gwizdka. Co więcej, to właśnie nasi zawodnicy powinni pierwsi zdobyć bramkę. W 11. minucie Ivica Iliev podholował piłkę pod pole karne, strzelił, a ta odbiła się od rywala i tylko poprzeczka uratowała Fulham przed golem.

Mecz był wyrównany i nie brakowało ciekawych sytuacji pod obiema bramkami. Lepsze okazje miała jednak Wisła. W 27. minucie aktywny Iliev zwodem oszukał Johnsona i z dwóch metrów strzelił w tzw. krótki róg. Od 30. minuty Anglicy musieli grać w dziesiątkę. Czerwoną kartkę zobaczył Moussa Dembele, za popchnięcie Gervasio Nuneza. Goście cofnęli się i do końca pierwszej połowy przeważała Wisła, która raz po raz ostrzeliwała bramkę Schwarzera. Powrót na boisko po przerwie trochę się opóźnił, bo na stadionie zgasła część świateł, ale awarię szczęśliwie udało się usunąć. W drugiej połowie sygnał do ataku uderzeniem z 30 metrów dał Cezary Wilk. Wiślacy nie odpuszczali, a w 60. minucie wreszcie trafili do siatki. Niezawodny David  Biton precyzyjnym strzałem sprzed pola karnego tuż przy słupku nie dał szans bramkarzowi przeciwników.

***
Na jeszcze większą pochwałę zasługują zawodnicy warszawskiej Legii, którzy na wyjeździe wygrali mecz z zawsze groźnym Rapidem Bukareszt. Piłkarzy z łazienkowskiej nie zraził ogłuszający doping oraz krótkie krycie ze strony bukareszteńskich piłkarzy. Po przetrzymaniu 10-minutowego naporu zaczęli grać swoje, tworząc kilka sytuacji, z których mogły paść bramki. Niestety Mirosłav Radović nie wykorzystał znakomitej sytuacji. Po kapitalnej w wykonaniu stołecznych pierwszej połowie, w drugiej części gry polski zespół musiał zaciekle bronić dostępu do własnej bramki, Rumuni nabrali bowiem wiatru w żagle i kilkakrotnie byli o krok od pokonania Duszana Kuciaka. Obrońcom Legii należą się jednak pochwały, bo mimo huraganowych ataków rywali, nie stracili zimnej krwi i obronili się przed utratą gola.
Kiedy zanosiło się na to, że mecz zakończy się satysfakcjonującym Legię bezbramkowym remisem, po raz kolejny błysnął Radović. Po superdokładnym dośrodkowaniu Macieja Rybusa, Serb popisał się znakomitym strzałem głową. Jak się później okazało, była to złota „główka” dająca Legii cenne wyjazdowe zwycięstwo.

Na półmetku rozgrywek w grupie C Ligi Europejskiej, legioniści mają na koncie 6 punktów i bardzo duże szanse na awans do fazy pucharowej. (jj)

Wisła Kraków - Fulham Londyn 1:0
Rapid Bukareszt - Legia Warszawa 0:1

www.thepolishobserver.co.uk