Wiadomości - Nasz Swiat
29
Śr, czerwiec

Wstrząsająca rozmowa kapitana Costa Concordia, Francesco Schettino z Gregorio De Falco z kapitanatu portu w Livorno.

Miliony internautów na całym świecie wysłuchało nagrania rozmowy  De Falco ze Schettino. Dyżurny z kapitanatu portu dzwonił do kapitana, starając się dowiedzieć, ilu ludzi na pokładzie potrzebuje pomocy.

De Falco wiedział już, że kapitan przedwcześnie opuścił pokład swojego tonącego statku i nie chce na niego wracać, mimo że zostali tam ludzie. Krzycząc na Schettino, wielokrotnie nakazywał mu wracać i zorientować się w sytuacji, a następnie przekazać informację ratownikom. Kapitan Costa Concordii, wykręcając się niemożnością ponownego wejścia na pokład ostatecznie nie wrócił na tonącą jednostkę.

embed video plugin powered by Union Development

Wczoraj w sądzie w Grosseto rozpoczęto przesłuchiwanie kapitana statku Costa Concordia, Francesco Schettino. Grozi mu 15 lat więzienia. W wypadku statku wycieczkowego Costa Concordia zginęło 11 osób, a 22 są nadal poszukiwane.

Kapitan statku podczas aresztowaniaW piątkowy wieczór ogromny statek wycieczkowy z 4200 osobami, odbywający rejs po Morzu Śródziemnym rozbił się na skałach przy wyspie Giglio. Prokuratura, która dzień po wypadku wydała nakaz aresztowania kapitana, twierdzi, że wykonał niewłaściwy manewr zbliżając się do wyspy i opuścił pokład, gdy trwała tam jeszcze ewakuacja. Postawiono mu zarzuty doprowadzenia do katastrofy statku i jego porzucenia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Jak wyjaśniono, został aresztowany, ponieważ istniała realna groźba ucieczki.
Włoskie media podały, że kapitanowi Costa Concordia grozi do 15 lat więzienia. Także armator wycieczkowca przyznał, że Schettino jest winny popełnienia błędów i spowodowania katastrofy.

Z ustaleń prokuratury wynika, że Schettino podpłynął do wyspy Giglio, by pozdrowić syreną okrętową mieszkającego tam emerytowanego admirała, jego dawnego przełożonego. W marynarskiej gwarze gest ten, praktykowany w tym rejonie jako swoisty hołd dla charyzmatycznego wilka morskiego, nazywany jest "ukłonem". Prasa ujawniła, że obrawszy ten kurs kapitan zadzwonił do admirała; prawdopodobnie po to, by zawiadomić go o tym, że Costa Concordia jest w pobliżu. Poza tym ustalono, że Francesco Schettino podpłynął ku wyspie, by zrobić przyjemność pochodzącemu z niej menedżerowi pokładowej restauracji. Zawołał go na górny pokład, by mógł na nią popatrzeć.

Zdaniem śledczych, cytowanych przez „La Repubblica”, to, że kapitan wpłynął statkiem szerokości 36 metrów w środek korytarza morskiego szerokiego na 68 metrów było niemal przeprowadzeniem go przez "ucho igielne".

Prokurator Francesco Verusio powiedział po trzygodzinnym przesłuchaniu, że przedstawiona przez kapitana wersja wydarzeń nie zmienia stawianych mu zarzutów. Są to: nieumyślne spowodowanie śmierci, doprowadzenie do katastrofy morskiej i porzucenie jednostki przed zakończeniem ewakuacji.

Z zapisu ujawnionych przez prasę rozmów Schettino z kapitanatem portu tuż po zderzeniu ze skałą wynika jasno, że przekazywał on błędne informacje i nie chciał się przyznać do przedwczesnego opuszczenia statku. Odmówił również powrotu na pokład, o co stanowczo prosiła go straż przybrzeżna.

Sąd, po przesłuchaniu kapitana zarządził dla niego areszt domowy.

Według najnowszych informacji Ambasady RP, na pokładzie statku Costa Concordia było na pewno sześcioro Polaków, którzy są w tej chwili bezpieczni na lądzie.

Nadal nie jest wiadomo czy na statku było tylko tych sześciu obywateli polskich. - Jesteśmy cały czas w kontakcie z władzami włoskimi, by absolutnie wykluczyć kolejną osobę posiadającą obywatelstwo polskie, która mogła ucierpieć w katastrofie – powiedziała konsul Jadwiga Pietrasik w rozmowie z dziennikarzem TVN 24.

Jak poinformowała konsul, uratowni Polacy są bezpieczni, zostali otoczeni opieką armatora i przygotowują się do powrotu do kraju. - Jesteśmy w kontakcie z tymi osobami, w celu udzielenia im wszelkiej pomocy - zapewniła Pietrasik.

Do awarii na statku doszło dwie godziny po wypłynięciu z portu Civitavecchia, niedaleko Rzymu. Podczas rejsu z Savony w Ligurii jednostka miała też zawinąć na Sycylię, Sardynię, do Barcelony i Marsylii.

Długi na 290 metrów luksusowy wycieczkowiec Costa Concordia osiadł na skałach w pobliżu małej wyspy Giglio. Wieczorem w piątek zaczął nabierać wody i przechylił się. Na pokładzie było 3,2 tys. pasażerów - wśród nich 1000 Włochów, 500 Niemców i 160 Francuzów - oraz 1023 osoby załogi. W ewakuacji uczestniczyły statki straży, śmigłowce, a także inne jednostki, m.in. kursujące tamtędy promy.

Według informacji Polskiej Agencji Prasowej, otrzymanych z polskiej Ambasady RP w Rzymie, na pokładzie włoskiego statku, który osiadł na mieliźnie u wybrzeży Toskanii, było 5 obywateli polskich.

Konsul Jadwiga Pietrasik wyjaśniła w rozmowie z PAP, że trzy osoby spośród Polaków to członkowie załogi, a dwie - pasażerowie. Nie jest wykluczone, że na statku była jeszcze jedna osoba będąca obywatelem Polski.
Przedstawicielka ambasady zapewniła, że cały czas sprawdza, czy wśród osób, które były na pokładzie nie było więcej Polaków.

 

embed video plugin powered by Union Development

W piątek, 13 stycznia włoski wycieczkowiec  z 4200 pasażerami na pokładzie wpadł na skały u wybrzeży toskańskiej wyspy Giglio i  zaczął tonąć. 5 osób zginęło, kilkadziesiąt zostało rannych, a o 15 cały czas nie ma żadnych wieści.

Na YouTubie zamieszczono amatorski film nakręcony przez jednego z pasażerów tonącego promu. (wda)

embed video plugin powered by Union Development

Do wypadku Costa Concordia doszło wczoraj około godziny 21.30. Statek pasażerski z 4200 osobami na pokładzie osiadł na mieliźnie u wybrzeży Toskanii.

- Do wypadku doszło o 21.30, większość osób znajdowało się w tym momencie w restauracji, gdzie trwała kolacja – mówi dwoje turystów, którzy znajdowali się na statku – w pewnym momencie zabrakło prądu i usłyszeliśmy ogromny hałas.

Zaraz po zdarzeniu, pasażerowie zostali powiadomieni, że doszło do awarii zasilania, ale kilka minut później statek zaczął przechylać się niebezpiecznie. – Nie powiadomiono nas od razu, że doszło do zderzenia ze skałami, ale już po chwili statek przechylił się prawie o 180° - mówią poddenerwowani pasażerowie.

- Dopiero około godziny 23.00 rozpoczęto ewakuację statku. Na pokładzie wszyscy krzyczeli, sytuacja była podobna do scen z filmu “Titanic” – wspominają – zdesperowani pasażerowie zaczęli skakać do morza, a kilka szalup ratowniczych spadło na ludzi, którzy byli już w wodzie.

Dwójka pasażerów, z którymi udało się porozmawiać naszej redakcji w chwili obecnej jedzie autobusem w stronę Rzymu. Ostatnią noc spędzili w kościele na wyspie Giglio. Dopiero nad ranem przedostali się do Porta Santo Stefano, gdzie musieli się zarejestrować.
- Nie było nawet czasu, by zabrać ze statku najpotrzebniejsze rzeczy, wszystko zostało na pokładzie. Nie mamy nawet kluczy do domu, na szczęście w Rzymie czeka na nas nasza rodzina – mówią szczęśliwi.

Anna Malczewska


 

 

embed video plugin powered by Union Development

3 osoby nie żyją, 14 jest rannych kilkanaście zaginionych. To bilans wypadku luksusowego statku wycieczkowego, który w nocy z piątku na sobotę osiadł na mieliźnie u wybrzeży Toskanii.

Włoski statek pasażerski Costa Concordia z 4200 osobami na pokładzie w piątek, późnym wieczorem, osiadł na mieliźnie u wybrzeży Toskanii. Przechylił się i zaczął nabierać wody. To wywołało panikę wśród pasażerów, z których wielu usiłowało ratować się skacząc do wody. Co najmniej 3 osoby zginęły, a 14 jest rannych.
Przyczyną zgonu trzech mężczyzn, których ciała znajdują się w kostnicy w szpitalu w Orbetello , było utonięcie - ustalili lekarze.

Wszystko zaczęło się po godzinie 21:00. Po utknięciu na mieliźnie gigantyczny statek zaczął się niebezpiecznie przechylać. W pierwszym momencie wydawało się, że akcja ratunkowa przebiega sprawnie i wszystko jest pod kontrolą. O dramacie zaczęto mówić około godz. 2 w nocy, gdy okazało się, że podczas ewakuacji i schodzenia do szalup ratunkowych nieznana liczba ludzi wskoczyła w panice do wody lub do niej wpadła. Nie wszyscy byli w stanie wypłynąć na powierzchnię. Świadkowie poinformowali, że 70-letnia pasażerka, która wypadła z szalupy do wody, zmarła w następstwie wychłodzenia organizmu.

W ewakuacji pasażerów uczestniczyły statki straży, a także inne jednostki, m.in. kursujące tamtędy promy.
Pasażerowie powiedzieli włoskim mediom, że w czasie kolacji usłyszeli hałas, po którym zgasło światło. Początkowo wyjaśniano, że to awaria prądu. Ale następnie statek przechylił się, zaś ludzie wystraszyli się widząc, że talerze spadają ze stołów. Wkrótce potem okazało się, że wszyscy muszą opuścić pokład.

– To były sceny jak z Titanica – powiedziała agencji Ansa uczestnicząca w rejsie dziennikarka Mara Parmegiani.

Do awarii doszło dwie godziny po wypłynięciu ogromnego statku z portu Civitavecchia, niedaleko Rzymu. Podczas rejsu z Savony w Ligurii jednostka miała też zawinąć na Sycylię, Sardynię, do Barcelony i Marsylii.

Więcej artykułów…